W pierwszych pięciu sezonach na parkietach NBA Neemias Queta oddał zaledwie 11 rzutów za trzy punkty, trafiając tylko raz. Tymczasem w dwóch tegorocznych meczach przedsezonowych portugalski środkowy spróbował swoich sił zza łuku już czterokrotnie. Boston Celtics najwyraźniej chcą sprawdzić, czy ich mierzący 213 centymetrów podkoszowy może stać się zagrożeniem również poza polem trzech sekund. Trener Joe Mazzulla nie zamierza od razu robić z Quety strzelca obwodowego, ale dostrzega w tym elemencie gry szansę na otwarcie przed drużyną nowych możliwości taktycznych.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Dotychczas Neemias Queta bazował przede wszystkim na grze blisko obręczy, wykańczaniu akcji i ścinaniu pod kosz. Próby rzutów z dystansu nie są jednak spontanicznym pomysłem, lecz efektem wielu godzin pracy nad mechaniką rzutu po oficjalnych treningach. Jak przyznał zawodnik po spotkaniu z Charlotte Hornets, sztab szkoleniowy od dłuższego czasu obserwował jego postępy i stopniowo nabierał przekonania, że warto dać mu szansę w meczach.
– Myślę, że to kwestia wieloletnich ćwiczeń po treningach. Dzięki kolejnym powtórzeniom moja technika rzutu staje się coraz bardziej powtarzalna. Znaczenie ma wszystko, łącznie z tym, jak ląduję po rzucie – wyjaśnił Portugalczyk.
– Sztab szkoleniowy widzi, że z roku na rok robię postępy. Zaufanie działa w obie strony. Latem lepiej radziłem sobie z rzutami z dystansu, dlatego trenerzy pozwalają mi je oddawać. Teraz muszę po prostu je wykorzystywać – dodał.
Postępy Quety zauważają również inni ludzie związani z Boston Celtics. Isaiah Thomas, były gwiazdor klubu, a obecnie skaut zespołu, trenował z Portugalczykiem podczas letniej przerwy i był pod wrażeniem jego rozwoju.
– Pracowałem z nim tego lata i zrobił ogromne postępy – napisał w mediach społecznościowych. To kolejny sygnał, że 27-letni środkowy kontynuuje rozwój po udanym sezonie, w którym notował średnio 10,2 punktu, 8,4 zbiórki i 1,3 bloku na mecz.
Ewentualny rozwój rzutu za trzy może przynieść Celtics korzyści wykraczające poza same punkty zdobywane przez Quetę. Jeśli rywale zaczną traktować go jako realne zagrożenie na obwodzie, trudniej będzie im zostawiać go bez krycia i jednocześnie koncentrować się na liderach Bostonu. To z kolei może otworzyć więcej miejsca na wjazdy pod kosz. Samo ustawienie wysokiego zawodnika za linią trzech punktów nie wystarczy jednak, by rozciągnąć obronę — Portugalczyk musi jeszcze przekonać przeciwników, że potrafi wykorzystać pozostawioną mu przestrzeń.
Nie oznacza to, że Queta powinien zapominać o swoich dotychczasowych atutach.
– Wciąż muszę robić to, czego zawsze się ode mnie oczekuje: zbierać piłki, stawiać solidne zasłony i kończyć akcje pod koszem. To właśnie moje najmocniejsze strony. Jeśli uda mi się do tego dołożyć rzut za trzy, tym lepiej, ale nie zamierzam od niego uzależniać swojej gry – zaznaczył środkowy.
Joe Mazzulla widzi w tym eksperymencie szansę na dalszy rozwój swojego podopiecznego. – Chcę pomóc mu wejść na wyższy poziom – wyjaśnił szkoleniowiec.
Jednocześnie trener podkreślił, że zespół musi podejmować właściwe decyzje i szukać najlepszych pozycji do rzutu. Nie każda okazja na obwodzie będzie więc oznaczała, że Queta powinien od razu rzucać. Jeśli rywale zostawią go bez krycia, a na zegarze akcji wciąż będzie dużo czasu, Celtics mogą spróbować stworzyć sobie jeszcze lepszą sytuację.
Z drugiej strony całkowite unikanie rzutów z dystansu również może ograniczać możliwości ofensywne zespołu. Jeśli obrońcy wiedzą, że dany zawodnik nie stanowi zagrożenia zza łuku, mogą odpuścić jego krycie i skupić się na utrudnianiu gry pozostałym. Dlatego okres przedsezonowy jest dobrym momentem na sprawdzenie nowego rozwiązania. Celtics mogą ocenić nie tylko skuteczność Neemiasa, ale też szybkość oddawania rzutu, pewność podejmowanych decyzji i reakcje rywali.
Cztery próby w meczach przedsezonowych to zdecydowanie za mało, by już teraz ogłaszać przełom w karierze Portugalczyka. Queta próbował też jednak swoich sił zza łuku podczas EuroBasketu, gdzie trafił dwa z siedmiu rzutów. To wciąż niewielka próbka, ale pokazuje, że rzut z dystansu nie jest dla niego zupełnie nowym elementem gry. Teraz Celtics chcą sprawdzić, czy może stać się kolejnym narzędziem w ich ofensywie.
– To może być dodatkowa broń, z której będziemy korzystać w odpowiednich momentach. Nie zamierzam jednak zapominać o tym, co robię na parkiecie najlepiej. Warto sprawdzić, czy rzut za trzy może dać nam kolejną przewagę – podsumował sam zainteresowany.
Celtics nie potrzebują, by ich środkowy stał się regularnym strzelcem z dystansu. Wystarczy, że będzie trafiał na tyle skutecznie, by rywale nie mogli bezkarnie zostawiać go samego na obwodzie.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Sprawdź też kanał PROBASKET na WhatsAppie! Dołącz do obserwowania go, aby nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA. A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam. Zapraszamy!









