Gregg Popovich nie byłby sobą, gdyby zwyczajnie, tak, jak zapowiedział, nie wystawił swojego najmocniejszego składu przeciwko Golden State Warriors. Mistrzowie NBA, we wciąż trwającym pościgu za rekordem Chicago Bulls, będą musieli wygrać z całą, najsilniejszą wyjściową piątką Spurs.


Pojedynek pomiędzy Golden State Warriors, a San Antonio Spurs już dzisiejszej nocy, start o godzinie 4:30 czasu polskiego. Niespodziewana porażka GSW z Minnesotą Timberwolves po dogrywce sprawia, że aby pobić – nie wyrównać, pobić – rekord Bulls z sezonu 95/96, muszą oni zakończyć sezon 4-0. To oznacza dwie wygrane ze Spurs i dwie wygrane z Grizzlies.

Zadanie przed mistrzami NBA bardzo trudne, tym bardziej, że w ostatnim czasie widać u nich sporą obniżkę formy. Nie można się jednak oszukiwać – dopóki istnieje realna szansa na pobicie tego rekordu, w głowach zawodników będzie siedziała chęć dokonania czegoś wielkiego. Stephen Curry sam przyznał w jednym z ostatnich wywiadów, że to wciąż osiągnięcie, które jest w ich zasięgu, i o którym myślą oraz rozmawiają w szatni.

Mecze przeciwko Spurs miały być w teorii najtrudniejsze, jednak często pojawiały się informacje, że Gregg Popovich do końca sezonu nie będzie grał najsilniejszym składem, żeby jego najbardziej doświadczeni zawodnicy złapali nieco oddechu przed play-offami. Teraz, istnieje nawet matematyczna szansa, aby SAS wyprzedzili Warriors w tabeli i kończąc sezon z bilansem 70-12, wygrali konferencję zachodnią (Spurs muszą zakończyć rozgrywki 5-0, a GSW 1-3 lub 0-4).

Tony Parker potwierdził, że nie spodziewa się, aby w najbliższym pojedynku przeciwko mistrzom NBA, trener zespołu oszczędzał kogokolwiek z drużyny. Jedynym graczem, który nie powinien pojawić się na parkiecie jest Boris Diaw, reszta – według raportów – ma być do dyspozycji Popovicha. To bardzo klasyczna i jednocześnie taktyczna zagrywka z jego strony. Sprawia to, że ścigający rekord Warriors nie pozwolą sobie raczej na odpoczynek chociażby jednego z kluczowych zawodników. To jednak nie wszystko, chodzi również o mentalną przewagę w play-offach, którą zyskać chce każdy z tych dwóch zespołów. Należy się spodziewać, że Spurs i Warriors spotkają się w finałach konferencji, co już teraz zwiastuje nam znakomitą serię.

Dla mistrzów NBA, każdy najbliższy mecz będzie teraz możliwie tym, który oficjalnie pogrzebie szanse na prześcignięcie znakomitych Bulls i zakończenie sezonu z bilansem 73-9. Dziś, przed własną publicznością, będą z pewnością chcieli zmazać plamy z poprzednich domowych porażek z Timberwolves oraz Celtics.

NBA: Pogoń odbija się na Warriors




ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here