To już dziewiąty sezon z rzędu, kiedy Suns nie ma w playoffach. Jednak nie do końca przez pryzmat awansu do najlepszej ósemki należy oceniać funkcjonowanie tej organizacji, lecz przez decyzje związane z jej rozwojem na przestrzeni ostatnich lat. A te niestety doprowadziły ich obecnie na samo dno ligi i skazały na walkę o jak najwyższy wybór w drafcie w celu pozyskania przyszłościowej gwiazdy, która może odmienić losy organizacji.  


Na początek nowy trener

Dziewięć lat, sześciu trenerów – taki bilans nie wróży dobrze. Wśród nich pierwszy spoza USA – Igor Kokoskov, który do zespołu wchodził jako szkoleniowiec Mistrzów Europy ze Słowenii. Z pespektywy czasu ciężko ocenić dlaczego akurat na niego postawił zarząd Suns. W momencie, kiedy ogłoszono, że to właśnie on obejmie stanowisko głównego coacha spodziewano się, że jest to ruch w stronę wyboru Luki Doncica z pierwszym pickiem w drafcie. Jak wiadomo wybrano DeAndre Aytona i był to dobry ruch, jednak pierwszy sezon w lidze obydwu graczy ocenia 20-letniego Słoweńca nieco wyżej. Mimo wszystko pochodzący z Wysp Bahama podkoszowy wydaje się być sensownym elementem układanki, która wymaga jednak sporego uzupełnienia.

Jest trzon zespołu, ale co dalej?

Na ten moment niekwestionowanym liderem organizacji jest Devin Booker. W swoim czwartym sezonie w lidze notuje średnio 25,5 punktu, 7 asyst i 4 zbiórki. Powód do zmartwień stanowi jedynie zdrowie gracza, który dosyć często zmaga się z urazami, przez co w tym sezonie wystąpił póki co w 57 z 72 dotychczas rozegranych spotkań, a to i tak progres w stosunku do poprzednich rozgrywek, kiedy to kibice widzieli go na parkiecie jedynie 54 razy. Od kolejnego sezonu w życie wchodzi w przedłużenie jego kontraktu o kolejne 5 sezonów na maksymalną możliwą kwotę ponad 158 milionów dolarów. To ogromne pieniądze i wielka inwestycja w przyszłość organizacji, a ruch ten niewątpliwie należy uznać za sensowny i zrozumiały. Nie da się jednak ukryć, że sam Booker niczego nie zmieni w postawie zespołu i potrzebuje wokół siebie graczy, którzy będą wspierać jego ofensywne poczynania. Takimi z pewnością są wspomniany wyżej Ayton i jego średnie na poziomie 16,5 punktu i 10 zbiórek oraz pozyskany w trakcie sezonu Kelly Oubre Jr, który dorzuca 17 punktów i  5 zbiórek, jednak to wciąż za mało. W oczy rzuca się przede wszystkim brak rozgrywającego – w trakcie rozgrywek pozyskano w prawdzie Tylera Johnsona, ale to gracz, który niczego nie gwarantuje. Jego zdecydowanie za wysoki kontrakt, opiewający na niespełna 20 milionów dolarów może zostać przedłużony za podobną kwotę, gdyż posiada on opcję gracza i zapewne chętnie z niej skorzysta. Oczywiście Johnson ma swoje plusy – to zawodnik waleczny, z niezły rzutem, który mógłby świetnie wpisywać się w filozofię młodego zespołu, głodnego zwycięstw, jednak nie jest kreatorem gry, którego tak bardzo ta drużyna potrzebuje. Natomiast jako ważna postać wychodząca z ławki pasowałby świetnie, choć koszty jego usług są spore.

Kosztowne decyzje

Obecnie w rosterze Suns jest aż siedmiu graczy wybieranych w pierwszej rundzie draftu (w tym Kelly Oubre wybrany przez Wizards). To wielki kapitał talentu, lecz można mieć wątpliwości czy właściwie wykorzystany. Teoretycznie w zespole jest miejsce do rozwoju zawodników, lecz wyniki mówią coś innego. W trakcie tych rozgrywek mówiło się już kilkukrotnie o sporej frustracji liderów w związku z osiąganymi wynikami i kierunkiem, jaki organizacja obrała. Nie da się ukryć, że ciągłe przegrywanie w celu „zdobycia” jak najwyższego wyboru w drafcie to trudne wyzwanie w sferze mentalnej. Jednak ważny jest także sam wybór, co na przestrzeni lat sprawiało jeszcze więcej kłopotów menedżerom z Phoenix. Oto lista graczy wybieranych w pierwszej rundzie od 2011 roku, kiedy to drużyna rozpoczęła serię sezonów bez udziału w playoffach:
2011: Markieff Morris (numer 13)
2012: Kendall Marshall (numer 13)
2013: Alex Len (numer 5); Archie Goodwin (numer 29, od Oklahoma City Thunder)
2014: T.J. Warren (numer 14); Bogdan Bogdanović (numer 27)
2015: Devin Booker (numer 13)
2016: Dragan Bender (numer 4); Marquesse Chriss (numer 8, od Sacramento Kings)
2017: Josh Jackson (numer 4)
2018: DeAndre Ayton (numer 1); Mikal Bridges (numer 12, od Philadelphia 76ers)

Od sezonu 2013/2014 do zeszłorocznych rozgrywek Generalnym Menedżerem zespołu był Ryan McDonough i w prawdzie to on jest odpowiedzialny za wybór Devina Bookera, lecz inne jego decyzje (Bender, Jackson) mogą budzić już spore wątpliwości, co finalnie przypłacił stanowiskiem. Obecnie za zarządzanie zespołem odpowiedzialny jest duet James Jones/Trevor Bukstein i to właśnie ich rolą będzie właściwy wybór w najbliższym, wydającym się być kluczowym dla losów organizacji drafcie.

Czas na przełom

Obecnie Phoenix Suns są jednym z czterech zespołów, które mają największe szanse na wylosowanie „jedynki” w loterii Draftu. Ich cel jest oczywisty – pierwszy wybór i Zion Williamson, choć myślę, że wybrany z „dwójką” R.J. Burrett również byłby satysfakcjonującą opcją. Potrzeba pozyskania gracza gotowego do roli lidera jest ogromna – ani Josh Jackson, ani Dragan Bender nie sprostali oczekiwaniom i nie zostali też zbyt dobrze wkomponowani w zespół. T.J. Warren natomiast ma duży potencjał ofensywny, jednak w kwestii zdrowia jest jeszcze bardziej niepewny niż Devin Booker, a Mikal Bridges to zdecydowanie melodia przyszłości. Podsumowując – w Phoenix nie brakuje graczy zdolnych, lecz konieczna jest jeszcze jedna mocna opcja plus spoiwo w osobie rozgrywającego, który pomoże młodym gwiazdom w prowadzeniu gry. Organizacja ma solidne podwaliny, jednak by iść dalej musi przestać „tankować” i skupić się na progresie. Kto wie – być może jeżeli w tym roku uda im się zdobyć w końcu to brakujące ogniwo, to za kilka lat lub nawet wcześniej będzie można porównać ich przebudowę do tej, która zaprowadziła Philadelphię 76ers na szczyt ligi, a może jeszcze dalej – do Golden State Warriors, którzy postawili w 2009 roku na wówczas mocno prześladowanego przez kontuzje Stephena Curry’ego, tak jak Suns stawiają na Bookera, a teraz są kandydatem do zdobycia czwartego mistrzostwa NBA w ciągu 5 lat.

Na koniec lista płac ekipy z Phoenix na najbliższe 5 sezonów – jak widać otwiera ona wiele możliwości na przestrzeni dwóch kolejnych offesesons. I w Arizonie znowu może świecić słońce.


Subscribe
Powiadom o
10 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Dzejkob
Dzejkob
21 marca 2019 13:10

Ścigać Kembe Walkera…..lub Jrue Holidaya oczywiście za konkrety.J.Jackson powinien dostać bduuuzo minut tutaj lub w innym miejscu

cormac
cormac
21 marca 2019 14:05

nie ma playmakera? to po cholerę oddawali Paytona, mieliby jedynkę na lata… Chrissa też niepotrzebnie oddali, robił naprawdę postępy a teraz grzeje ławę w Houston no i z Donciciem też dali ciała bo na dzisiaj wygląda że to będzie all-star na lata a z Aytonem to jeszcze różnie może być

Przemo
Przemo
22 marca 2019 15:00
Odpowiedz  cormac

zmarnowali pick 1 na przecietnego Aytona, Bender to tragedia jak na 4 pick, W dzisiejszych czasach w top 5 pick wybranie centra to wbicie sobie noża w plecy. To nie lata 80 czy 90 żeby gre opierać na wysokich. Ayton to słup nic wiecej.

jeff
jeff
22 marca 2019 15:12
Odpowiedz  cormac

Wysoko oceniasz Paytona 😉

cormac
cormac
22 marca 2019 15:30
Odpowiedz  jeff

przed chwilą miał 5 meczów z rzędu z triple-double…

Kork von Donnersmarck
Kork von Donnersmarck
21 marca 2019 18:09

Może Gortata by wzięli? A nie, zapomniałem, on czeka na telefon z GSW:)))))))))))))))))))

Carter5
21 marca 2019 21:27

Ponoć dzwonili z GSW do Gortata ,ale Marcin powiedział,że chce więcej minut i kasy od Duranta I Currego

Kork von Donnersmarck
Kork von Donnersmarck
21 marca 2019 21:41
Odpowiedz  Carter5

Całkiem możliwe. Gość totalnie stracił kontakt z rzeczywistością.

Tomaaas
Tomaaas
22 marca 2019 21:54

Z NBA tez stracił kontakt

andrut
andrut
23 marca 2019 08:36

Ale on tam chce na zmywak