Decyzja o zatrudnieniu na stanowisko pierwszego trenera Mike’a Browna mogła być jedną z najlepszych, jaką Sacramento Kings podjęli od dawna. Ten doświadczony szkoleniowiec wprowadził do drużyny standardy, które pozwalają zawodnikom wykorzystywać ich potencjał. Dotyczy to przede wszystkim gry w ataku. 

Z bilansem 10-7, Sacramento Kings zajmują 5. miejsce w niezwykle ciasnej na tym etapie sezonu tabeli zachodniej konferencji. Wymiana pozycji odbywa się tam z dnia na dzień i każda gorsza seria może wyrzucić cię z czołówki. Kings do Atlanty pojechali po ósme zwycięstwo z rzędu, ale ostatecznie musieli uznać wyższość przeciwnika. Nie zmienia to faktu, że na przestrzeni ostatnich tygodni byli jedną z najlepiej ofensywnie usposobionych drużyn w lidze i było widać w tym rękę trenera Mike’a Browna.

Jeszcze w poprzednim sezonie Brown pomagał układać grę Golden State Warriors u boku Steve’a Kerra. Zaraz po zdobyciu przez Dubs czwartego mistrzostwa na przestrzeni ostatnich ośmiu lat, postanowił skorzystać z propozycji Kings i objął drużynę, która wychodziła z kolejnego rozczarowującego sezonu. Do rozgrywek 2022/23 ekipa z Sac-Town przystąpiła z chęcią rywalizacji o play-offy. Nie są traktowani jako faworyt do mistrzostwa, ale przedstawili się jako czarny koń, bowiem mają w swoim składzie graczy potrafiących zrobić różnicę. 

To właśnie oni przekonali Browna do tego, by się wyzwania podjąć. Kings już szesnaście lat czekają na awans do play-offów. Trzeba być naprawdę źle zarządzanym Klubem, by w lidze, która 53% swoich drużyn wysyła do gry w play-offach, nie być w stanie przez tak długi okres awansować do kolejnej fazy. LeBron James, Chris Paul oraz Andre Iguodala to ostatni aktywni gracze w NBA, którzy pamiętają sezon Kings w play-offach. Dobra wiadomość jest jednak taka, że rozgrywki 2022/23 to prawdopodobnie najlepsza szansa zespołu na przełamanie tej niemocy. 

Kings w dotychczasowych meczach notowali średnio 116,8 punktu na sto posiadań – to drugi najlepszy wynik w lidze. Są też na 7. miejscu w Net Rating, czyli różnicy pomiędzy punktami zdobywanymi, a traconymi na sto posiadań (3,1). Zazwyczaj, gdy w Sac-Town zaczynało się dziać dobrze, to po kilku tygodniach nie było już po tym śladu. Trener Brown ma zadbać o to, by tym razem regularność gry została podtrzymana, a to w dużej mierze sprowadzi się do dyscypliny wśród zawodników i pomocy, jaką coach otrzyma od liderów. 

Bardzo skutecznie Kings organizują grę na dystansie. Ich umiejętności strzeleckie pozwalają im skupić uwagę defensywy rywala na zawodnikach operujących w okolicach siódmego metra, a to z kolei otwiera sporo możliwości dla zawodników ścinających pod kosz. W efekcie Kings dużo akcji kończą na obręczy i pod tym względem są najskuteczniejszym zespołem w lidze. Zakontraktowanie Browna sugerował, ze sztab będzie kładł przede wszystkim nacisk na stworzenie monolitu w obronie. Tymczasem Kings znacznie więcej meczów wygrali przede wszystkim dzięki swojej wysokiej produktywności w ataku. 

Eksperci dostrzegli, że Kings korzystają z niektórych schematów Golden State Warriors, zwłaszcza w grze Domantasa Sabonisa jako rozgrywającego ustawionego najczęściej tyłem do kosza. Litwin bardzo często obsługuje podaniem kolegów kreujących bez piłki. W tym sezonie Sabonis notuje 6,2 asysty, co jest drugim najlepszym wynikiem w jego karierze. Jednak największym beneficjentem zmian, jakie zaszły, jest De’Aaron Fox. Wychowanek Kentucky rozgrywa jak dotąd najlepszy sezon w karierze.

W 16 meczach notował na swoje konto średnio 25,4 punktu, 5 zbiórek i 6,3 asysty trafiając 54,1 FG% oraz 39,5 3PT%. Bardzo mocno zbudował swoje nazwisko w kontekście wyborów All-Star. Korzysta ze spacingu i wjeżdża pod kosz. W tego typu egzekucji ma skuteczność na poziomie 61,5%. Tylko Luka Doncić i Donovan Mitchell radzą sobie w tym elemencie lepiej. W poprzednich latach zarzucano mu, że jest zbyt przewidywalny. Posłuchał i się poprawił, bo w tym sezonie popisuje się kreatywnością, podejmując dobre decyzje z piłką w rękach. Trafia 81% w okolicach obręczy i 58% z mid-range – najlepszy wynik w lidze wśród rozgrywających. 

Z tych działań korzysta także Kevin Huerter. Trafia w tym sezonie 49,6% za trzy punkty – jeden z najlepszych wyników w lidze. Niewykluczone, że ta liczba spadnie, ale jeśli zostawisz go otwartego, najprawdopodobniej będziesz tego bardzo żałował. Warto także podkreślić, że po bezpośrednich podaniach od Sabonisa Huerter trafia… 72,5% z dystansu! W Atlancie nie miał takiego wsparcia. Trener Brown zadbał o to, by każdy z tych graczy czerpał korzyści ze wspólnej gry.

To obecnie dobrze naoliwiona maszyna, ale rywale zaczną ich czytać, więc cały czas muszą dbać o to, by stale się rozwijać. W obronie nadal mają wiele rzeczy do poprawy. W pierwszej fazie sezonu większość energii przenoszą na konstruowanie ataku, co odbija się na ich defensywie – 6. najgorszy wynik w NBA ze średnią 113,7 punktów traconych na sto posiadań. Zatem Sacramento Kings Mike’a Browna to „work in progress”, ale chyba wszystkich zaskoczyli tym, że w pierwszej kolejności skupili się na ataku.