Jedno możemy powiedzieć w ciemno – tego wieczoru emocji nie zabraknie. Już o godzinie 18:00 czeka nas fantastycznie zapowiadające się starcie osłabionych kadrowo OKC Thunder z Minnesota Timberwolves. Dwie i pół godziny później rozpoczną się aż trzy spotkania, w tym starcie Detroit Pistons z Toronto Raptors. O kolejną dawkę emocji, już o nieco bardziej zaawansowanej godzinie, zadbają Sixers i Blazers.
[18:00] Oklahoma City Thunder – Minnesota Timberwolves
Zaczynamy z wysokiego „C” i choć kolejne spotkania również dostarczą nam sporo emocji, to jest to bez wątpienia hit niedzielnych zmagań na parkietach NBA. Minnesota Timberwolves walczą o powrót do regularności, ale na ich drodze staną obrońcy mistrzowskiego tytułu, którzy mają na swoim koncie siedem zwycięstw z rzędu.
Sezon Oklahoma City Thunder zdefiniowały przede wszystkim dwie rzeczy. Pierwszą z nich był fenomenalny początek sezonu, po którym mogliśmy nawet spekulować, że podopieczni Mike’a Daigneaulta powalczą o pobicie historycznego bilansu 73-9 w wykonaniu Golden State Warriors z sezonu 2015/16.
Marzenia te szybko zostały jednak rozdmuchane, a wówczas na przeszkodzie zaczął stawać drugi ze wspomnianych elementów. Chodzi o kontuzje, które doskwierały OKC od samego początku rozgrywek. Pierwsze pięć tygodni musieli radzić sobie bez Jalena Williamsa, który obecnie również pozostaje poza grą od 11 lutego i nie zobaczymy go w starciu z Timberwolves.
Regularnie poza rotacją znajduje się też Isaiah Hartenstein, którego również najprawdopodobniej dziś zabraknie (questionable). Duet ten odegrał kluczową rolę w mistrzowskim sezonie Grzmotów, więc ich nieobecność poważnie wpływa na możliwości zespołu. W 36 spotkaniach, które rozegrał, środkowy notował średnio 10,2 punktu, 9,2 zbiórki, 3,5 asysty oraz 1,0 przechwyt na mecz, trafiając 63,7% wszystkich rzutów z gry.
Wilki znajdują się w dosyć trudnym położeniu, bo zaledwie jeden mecz może zdecydować o spadku z 3. na 6. pozycję. Przypomnijmy, jak wygląda obecnie sytuacja w tabeli Konferencji Zachodniej, pamiętając przy tym, że Phoenix Suns również są głodni sukcesów, a Los Angeles Clippers mają za sobą fantastyczny okres i planują gonić czołową szóstkę.
W poprzednim spotkaniu z Golden State Warriors ekipa z Minneapolis prowadziła nawet różnicą 25 punktów, ale ostatecznie w końcówce i tak zaczęło robić się gorąco. Rudy Gobert wskazywał wówczas, że przeciwko Thunder jego zespół nie może pozwolić sobie na takie momenty słabości.
— Kiedy czujemy, że się rozpadamy, musimy nawzajem się napędzać. To zaczyna się od jednostek, po czym staje się kolektywem. Musimy po prostu sobie pomagać i upewniać się, że każdy bierze za siebie odpowiedzialność. Próbujemy walczyć o mistrzostwo, więc nie ma powodu, przez który nie powinniśmy być w stanie tego zrobić — mówił środkowy.
Przed meczem występ Anthony’ego Edwardsa stał pod znakiem zapytania, a mimo to pojawił się on na parkiecie i skompletował 42 punkty. W trzech spotkaniach przeciwko OKC w bieżących rozgrywkach notuje on średnio 27,7 oczka, 8,3 zbiórki oraz 4,3 asysty na mecz.
— Myślę, że OKC są świetnym przykładem tego, czym chcemy być pod względem nastawienia. Nie chodzi mi tutaj o talent. Mówię o mentalnym nastawieniu, oddawaniu się zespołowi i po prostu pozwolenie, by gram sama o siebie zadbała — podkreślał Gobert.
Ciepłe słowa nie oznaczają, że Timberwolves planują okazać Grzmotom jakąkolwiek litość. W trzech dotychczasowych starciach obu ekip w bieżących rozgrywkach Minnesota wygrała już dwukrotnie, z czego w drugim z nich OKC dysponowali wszystkimi zawodnikami swojego głównego trzonu.
Nawet gdy trener Daigneault może korzystać z kompletnej rotacji, to Thunder cały czas nie są w stanie odnaleźć optymalnego zestawienia, które powinno dominować w play-offach. To właśnie jest główną bolączką sztabu szkoleniowego przed zakończeniem rozgrywek zasadniczych, ale nieobecność wspomnianych zawodników nie pomaga w osiągnięciu tego założenia.
Najczęstszą piątką w tym sezonie było zestawienie Luguentz Dort – Shai-Gilgeous Alexander – Isaiah Hartenstein – Cason Wallace – Jalen Williams, które powtórzyło się 22 razy i doprowadziło do bilansu 18-4. Zdecydowanie gorzej wygląda teoretycznie najsilniejsze zestawienie OKC, w którym Wallace zastępowany jest przez Cheta Holmgrena. W tym przypadku ich bilans to już tylko 9-4. To wciąż świetny wynik, ale różnica widoczna jest gołym okiem.
Osłabienia kadrowe nie zmieniają faktu, że Thunder są jedną z najlepszych ekip w lidze z fantastyczną głębią składu i to oni – również zdaniem ekspertów Superbet – są faworytem dzisiejszego starcia.
[20:30] Cleveland Cavaliers – Dallas Mavericks
Tutaj faworyt może być tylko jeden, choć po stronie Dallas Mavericks również jest na kim zawiesić oko. Mowa tutaj o Cooperze Flaggu, który pobił niedawno record Kobego Bryanta pod względem liczby spotkań z dorobkiem co najmniej 20 punktów jako nastolatek.
Cały czas to jednak Kon Knueppel jest na szczycie „wyścigu” o tytuł Debiutanta Roku. Flagg wrócił niedawno po kontuzji i zaliczył kilka nieco bardziej przeciętnych występów, co sam przyznał na konferencji prasowej. Zwrócił również uwagę, że szuka obecnie powrotu do formy i tak jak przez cały sezon, wciąż uczy się nowych rzeczy.
Mavs zmierzyli się z Cleveland Cavaliers w piątek i zostali całkowicie zdominowani (105:138). Świetny występ zaliczyli Evan Mobley (29 punktów, 7 zbiórek) oraz Donovan Mitchell (24 punkty, 8 asyst).
— Musimy pokazać więcej swojej obecności, więcej fizyczności. Zaczęli niszczyć nas w pomalowanym, a to doprowadziło do zasypania trójkami. Musimy po prostu móc szczycić się swoją defensywą — komentował poprzednie starcie Flagg.
Przed wygraną z Mavs ekipa z Ohio prezentowała mocno przeciętną formę. Podopieczni Kenny’ego Atkinsona (41-26) wygrali tylko cztery z dziewięciu wcześniejszych spotkań i stracili nieco dystansu do Boston Celtics (44-23) czy New Yor Knicks (43-25).
James Harden miał jakiś czas temu drobne problemy ze zdrowiem, ale jego występ w dzisiejszym starciu nie jest zagrożony. Zabraknie natomiast Jarretta Allena, Sama Merrilla, Craiga Portera Jr’a oraz Tyrese’a Proctora. Status Maxa Strusa to z kolei „probable”.
Po drugiej stronie lista nieobecność też może okazać się długa. Nie ma oczywiście Kyrie’ego Irvinga i Derecka Lively’ego II, ale oprócz tego pod znakiem zapytania stoją występy m.in. Klaya Thompsona, Daniela Gaffoda, P.J. Washingtona oraz Caleba Martina.
Będziemy mogli oglądać z kolei Dwighta Powella, który w tym tygodniu rozegrał swój 750. mecz w trykocie Dallas. Pod względem liczby występów w barwach Mavs wyprzedzają go tylko Rolando Blackman (865), Derek Harper (872), Brad Davis (883) oraz Dirk Nowitzki (1522).
Uwzględniając wszystkie nieobecności, a także obecne możliwości obu ekip, nie powinno dziwić, że to Cavaliers są faworytem tej rywalizacji, co trafnie odzwierciedlają kursy oferowane przez Superbet.
[20:30] Toronto Raptors – Detroit Pistons
Kolejny, świetnie zapowiadający się pojedynek. Toronto Raptors kapitalnie rozpoczęli sezon, ale w ostatnich tygodniach prezentują się zdecydowanie gorzej. Ich bilans 37-29 plasuje ich obecnie na 6. lokacie na Wschodzie, a tuż za ich plecami plasują się Miami Heat (38-30), Atlanta Hawks (36-31) i Philadelphia 76ers (36-31).
Jeżeli podopieczni Darko Rajakovicia chcą udowodnić, że mogą włączyć się do rywalizacji z czołówką, to starcie z Detroit Pistons jest do tego doskonałą okazją. Pierwsze starcie obu ekip nie poszło jednak po myśli Raptors. Trafiali oni wówczas tylko 31% swoich rzutów z gry, wyraźnie przegrali walkę na tablicach, a losy spotkania były rozstrzygnięte w dużej mierze jeszcze przed przerwą.
Dziennikarze Toronto Sun zwrócili ostatnio uwagę na możliwe problemy w chemii w ekipie z Kanady. Raptors przegrali z dużo niżej notowanymi New Orleans Pelicans, a kiedy Dejounte Murray prowokował i przeszedł ponad leżącym na ziemi Jamalem Sheadem, żaden partner nie stanął w jego obronie, a jedynie Immanuel Quickley pomógł mu wstać.
Shead to rzekomo jedna z najważniejszych, najbardziej charyzmatycznych i lubianych postaci w szatni Raptors, więc brak stanowczej reakcji wzbudził w sympatykach klubu sporo niepokoju. To mocno zaskakujące, biorąc pod uwagę jak wiele radości zdawała się sprawiać im koszykówka w pierwszych miesiącach rozgrywek.
Niekwestionowanym liderem Pistons jest Cade Cunningham, który w ostatnim ranking MVP został sklasyfikowany na 5. pozycji, choć wcześniej zajmował nawet 3. lokatę. Cały czas walczy jednak o tytuł króla asyst, bo jego dorobek (10,1) ustępuje jedynie Nikoli Jokiciowi (10,5).
W ostatnim czasie dobrze zza łuku dysponowany jest Duncan Robinson. Po kiepskim występie pod tym względem przeciwko Miami Heat (1/7), skrzydłowy trafiał w kolejnych spotkaniach odpowiednio 3/3, 5/7 oraz 2/4 zza łuku. Może nie notuje on rekordu kariery w punktach, ale wszystkie swoje występy zaczął w pierwszej piątce i jest kluczowym elementem układanki trenera J.B. Bickerstaffa.
Trudno dziwić się kursom Superbet, które sugerują, że to Pistons będą tego wieczoru lepszą ekipą. Szanse Raptors nie są jednak przekreślone, co sugeruje oferta na poziomie 2.35.
[20:30] Milwaukee Bucks – Indiana Pacers
Nieco ponad rok temu obie ekipy mierzyły się ze sobą w pierwszej rundzie play-offów. Teraz ich sytuacja jest zgoła odmienna i nikt nie jest w stanie nawet wyobrazić ich miejsca w czołowej ósemce Konferencji Wschodniej.
Indiana Pacers oficjalnie stracili już szansę na grę chociaż w turnieju play-in, co nie powinno dziwić. Odejście Mylesa Turnera i poważna kontuzja Tyrese’a Haliburtona doprowadziły do obecnego stanu, w którym ekipa z Indianapolis ma najgorszy bilans nie tylko na Wschodzie, ale i całej NBA (15-52).
Powrót Haliburtona i potencjalnie wysoki wybór w drafcie, połączony z Ivicą Zubacem, który dołączył niedawno do zespołu, może sprawić, że w kolejnych rozgrywkach z Pacers znów będzie trzeba się liczyć. Na to z pewnością liczymy, bo doda to kolorytu do rywalizacji w tej konferencji.
Warto wspomnieć, że choć włodarze Pacers wysłali swój pick pierwszej rundy do Los Angeles Clippers, to jest on chroniony na miejscach 1-4. Na taki scenariusz szanse Indiany wynoszą obecnie 52,1%. Jednocześnie mają obecnie również 47,9% szans na wybór z 5. numerem, co oznaczałoby jednak, że trafi on do Miasta Aniołów. Pacers muszą przegrywać, ale sporo zależeć będzie też od szczęścia.
Co słychać w Wisconsin? Giannis Antetokounmpo gra, ale nawet z nim na parkiecie Milwaukee Bucks nie są po prostu w stanie wygrywać meczu za meczem, a biorąc pod uwagę solidną grę Charlotte Hornets, ich szansę na grę w play-inach są znikome. Grek może i pojawiać się na parkiecie, ale jego obecność wiele nie zmienia.
Znów zatem wracamy myślami do sytuacji sprzed trade deadline, bo podobnie może wyglądać nadchodzące lato. To właśnie to, a nie wydarzenia na parkiecie, są tym, na czym w Milwaukee skupiają się prawie wszyscy. Tego wieczoru o zwycięstwo sympatycy Kozłów powinni być jednak względnie spokojni, co sugeruje również Superbet.
[23:00] Philadelphia 76ers – Portland Trail Blazers
Mamy niedzielę, więc godzina 23:00 nie jest najbardziej sprzyjająca. Nie pomaga również fakt, że po stronie Philadelphia 76ers oprócz zawieszonego Paula George’a zabraknie Tyrese’a Maxeya, Joela Embiida, Kelly’ego Oubre Jr’a i prawdopodobnie Andre Drummonda.
Zdrowi w pełni nie są też Portland Trail Blazers, gdzie oprócz Damiana Lillarda zabraknie Shadeona Sharpe’a i prawdopodobnie Roberta Williamsa III. W ostatnich tygodniach ekipa z Oregonu gra mocno w kratkę, wygrywając sześć z 13 ostatnich występów.
Choć obie ekipy plasują się na podobnym miejscu w tabelach swoich poszczególnych konferencji, to ich sytuacje są zgoła odmienne. Blazers (32-35) tracą do miejsca w czołowej szóstce aż dziewięć zwycięstw, a jako że nie muszą się martwić zagrożeniem ze strony Memphis Grizzlies (23-43) czy Dallas Mavericks (22-45), to będą walczyć przede wszystkim z Golden State Warriors (32-34) i LA Clippers (34-33) o jak najlepsze rozstawienie w play-inach.
Sixers z kolei zajmują dziewiątą lokatę na Wschodzie, ale do czołowej szóstki tracą tylko jedną wygraną. W podobnej sytuacji znajdują się dwa pozostałe zespoły obecnie okupujące pozycje 7.-10., więc każde zwycięstwo ma ogromną wartość.
Pomimo wyników w kratkę, świecie w ostatnich 13 spotkaniach prezentuje się Jrue Hoilday, który notuje średnio 20,3 punktu, 5,9 asysty oraz 4,3 zbiórki na mecz. Dobrze od swojego powrotu na parkiety po kontuzji prezentuje się też Scoot Henderson, który zagrał tylko trzy mecze w pierwszej piątce, ale jest jednym z najlepszych punktujących Portland ze zdobyczami na poziomie 14,0 oczek, 4,1 asysty i 2,9 zbiórki.
W obliczu dobrej formy kilku zawodników Blazers, a przede wszystkim poważnych braków kadrowych “Szóstek”, Superbet wyraźnie widzi przyjezdnych w roli faworyta.
























