Po raz kolejny NBA rozpieszcza nas spotkaniami w przyjaznej dla europejskiego kibica porze i raz jeszcze będzie to mecz, na który zdecydowanie warto rzucić okiem. Już o godzinie 20:00 znajdujący się obecnie na szczycie Konferencji Wschodniej Detroit Pistons zmierzą się w wyjazdowym starciu z walczącymi o powrót do czołówki Cleveland Cavaliers. Nieco później rozpoczną się dwa spotkania, które również mogą dostarczyć sporo emocji.
[20:00] Cleveland Cavaliers – Detroit Pistons
Starcie lidera Konferencji Wschodniej z zespołem, który wygrał ją w poprzednich rozgrywkach zasadniczych. Cleveland Cavaliers zajmują obecnie nieco rozczarowujące 6. miejsce, a to za sprawą porażki Miami Heat z minionej nocy, bo wcześniej okupowali dopiero 7. pozycję. Bilans 20-16 oznacza jednak, że do trzecich Boston Celtics tracą tylko dwa zwycięstwa, a od drugiej lokaty i New York Knicks dzielą ich zaledwie trzy wygrane.
Zespół z Ohio odzyskał już znaczną część zawodników, która w pierwszej części rozgrywek wypadła z gry ze względu na urazy. Ponownie możemy oglądać m.in. Evana Mobelya, ale podkoszowym zawodnikom Cavs często zarzuca się problemy z zaangażowaniem, z kolei Darius Garland często tworzy dziurę w defensywie.
Cavs mają za sobą pięć zwycięstw w siedmiu ostatnich meczach, w tym m.in. przeciwko San Antonio Spurs, w którym Donovan Mitchell odnotował tylko 10 oczek i siedme zbiórek (3/12 z gry). Kiepskie występy przelata on świetnymi, jak chociażby 34 punkty, 10 zbiórek i siedem asyst przeciwko Phoenix Suns. W starciu z Tłokami potrzebna będzie jego najlepsza wersja.
Detroit Pistons to oczywiście zespół Cade’a Cunninghama, który w czterech ostatnich meczach zdobywał średnio 28,5 punktu, 12,0 asyst, 5,8 zbiórki, 1,5 przechwytu oraz 1,0 blok na mecz. Tłoki przegrały jednak trzy z tych spotkań, ogrywając po drodze tylko Los Angeles Lakers. Cały czas prowadzą na Wschodzie z bilansem 25-9, ale ich przewaga wyraźnie stopniała.
Obecnie poza grą znajdują się dwaj zawodnicy pierwszej piątki, czyli Jalen Duren (lewa kostka) oraz Tobias Harris (biodro). Zabraknie również Carisa LeVerta, więc możliwości trenera J.B. Bickerstaffa będą nieco ograniczone. Dla trenera to również będzie wyjątkowe spotkanie, bo to przecież Cavaliers zwolnili go w 2024 roku po czterech latach pracy w Cleveland.
Gracze i eksperci Superbet nie mają wątpliwości. Biorąc pod uwagę wspomniane wcześniej okoliczności to Cavs mają być faworytem tego spotkania.
[21:00] Orlando Magic – Indiana Pacers
Po Indiana Pacers nie możemy spodziewać się w bieżącym sezonie zbyt wiele. Finaliści z poprzedniego sezonu są obecnie najgorszym zespołem całej ligi z bilansem 6-29 i choć mają w swoim składzie kilku ciekawych zawodników z Pascalem Siakamem na czele, to ich gra nie przywołuje ciarków na plecach.
Orlando Magic znajdują się z kolei w podobnej sytuacji co wspominani wyżej Cavs. Oni również mieli ambicję na czołową trójkę Wschodu, ale obecna pozycja w tabeli na to nie wskazuje. Ich bilans (19-16) także sprawia jednak, że strata do ścisłej czołówki jest niewielka.
W miniony piątek ekipa z Florydy straciła Jalena Suggsa, który nabawił się kontuzji prawego kolana i nie wiadomo na ten moment, jak długa będzie jego przerwa od gry. Wszystko ma zależeć od tego, jak jego ciało zareaguje na proces rehabilitacji. Dla Magic to poważny cios, bo 24-latek miał kluczowy wkład w tegoroczne sukcesy zespołu.
Mimo wszystko to Orlando będą faworytem starcia z dużo niżej notowanym rywalem i każdy inny wynik będzie ogromnym zaskoczeniem. Superbet oferuje kurs na poziomie 2.85 za zwycięstwo ekipy z Indianapolis.
[21:30] Brooklyn Nets – Denver Nuggets
Zaczynamy od przypomnienia najważniejszej informacji. Denver Nuggets nie będą mogli skorzystać tego wieczoru z usług Nikoli Jokicia, który jakiś czas temu wypadł z gry na okres co najmniej czterech tygodni. Oprócz niego poza składem znajdą się na pewno Cameron Johnson oraz Jonas Valanciunas.
Jest jednak światełko w tunelu. Status Aarona Gordona, który z urazem walczy już od 21 listopada, został zmieniony z „out” na „questionable”, co oznacza, że może wrócić do gry na starcie z Nowojorczykami. Pod znakiem zapytania stoi również występ Christiana Brauna, który przez kontuzje nie gra od drugiego tygodnia listopada.
Pięciu zawodników regularnej rotacji potencjalnie poza składem. Mało? Dodajmy więc, że z lekkim urazem walczy też Jamal Murray, który pojawi się najprawdopodobniej na parkiecie, ale w raporcie dostarczonym przez klubem widnieje jako „probable”. Nuggets ewidentnie znaleźli się więc w kryzysowej sytuacji.
Ekipa z Kolorado stanie w szranki z Brooklyn Nets, którzy mają za sobą całkiem sympatyczny okres. Przed serią trzech kolejnych porażek, w tym przeciwko nisko notowanym Washington Wizards, wygrali oni siedem z dziesięciu spotkań, a w grudniu mogli pochwalić się oni jedną z najskuteczniejszych defensyw w całej lidze (tracili 106,1 punktu na mecz).
Dodatkowo, barwy zespołu z Wielkiego Jabłka reprezentuje przecież Michael Porter Jr., który od 1 grudnia notuje średnio 28,3 punktu, 7,7 zbiórki, 3,8 asysty oraz 1,2 przechwytu na mecz, trafiając 51,5% wszystkich rzutów z gry, w tym fenomenalne 47,5% zza łuku.
Będzie to pierwsze starcie obu ekip od transferu 27-latka, więc może on podejść do tego spotkania z chęcią udowodnienia swojemu byłemu pracodawcy, że skreślenie go było błędem. Porter Jr. opuścił dwa poprzednie spotkania swojego zespołu z uwagi na chorobę, ale powinien wrócić do składu na dzisiejszą potyczkę.
Pomimo rażących braków kadrowych kursy Superbet sugerują, że to wciąż Nuggets będą faworytem w tej rywalizacji. Za każdą złotówkę postawioną na Nets, w przypadku ich zwycięstwa bukmacher oferuje 2.17.













