Boston Celtics to drużyna z niesłychanie bogatą historią, istniejącą już od 1946 roku. W trakcie 75 sezonów lidze udało im się zdobyć 17 mistrzostw NBA. Jest to rekord, który dzielą obecnie razem z Los Angeles Lakers. Czego w tym sezonie można spodziewać się po tej legendarnej organizacji?


Boston Celtics swój ostatni tytuł zdobyli w sezonie 2007-2008, kiedy w drużynie prowadzonej przez Doca Riversa grali Paul Pierce, Ray Allen, Kevin Garnett oraz młodzi Rajon Rondo czy Kendrick Perkins. Od tego czasu drużyna z Bostonu 4-krotnie kończyła swoją przygodę w finałach konferencji wschodniej, a ostatni raz w finałach ligi pojawiła się w 2010 roku. Celtics meldują się w playoffach regularnie przez ostatnie siedem sezonów. W rozgrywkach 2020-2021 odpadli już w pierwszej rundzie, w której zmierzyli się z Brooklyn Nets. Jasne jest to, że Boston liczy na coś więcej niż tylko awans do fazy playoff. Od kilku lat próbują zbudować drużynę godną awansu do finałów ligi. W swoich szeregach mieli Isaiah Thomasa, który rozegrał fenomenalny sezon 2016-2017, w którym ekipa z Bostonu dotarła do finałów konferencji wschodniej. Po tych rozgrywkach włodarze Celtów skusili się jednak na Kyrie’ego Irvinga i wymienili Thomasa do Cleveland Cavaliers. Z perspektywy czasu można traktować to jako błędną decyzję. Jasne, za czasów Irvinga Boston dotarł do finałów konferencji (sezon 2017-2018) oraz półfinałów konferencji (sezon 2018-2019), ale trzeba zaznaczyć fakt, że Kyrie zagrał w playoffach dla Celtics tylko w sezonie 2018-2019.

Czego jednak możemy spodziewać się po Bostonie w nadchodzącym sezonie? Mają w swoim składzie Jaysona Tatuma oraz Jaylena Browna. Stanowisko głównego trenera na generalnego menadżera zamienił Brad Stevens, a Celtics zatrudnili w miejsce Ime Udokę, który do tej pory pełnił funkcję asystenta trenera w takich drużynach jak San Antonio Spurs, Philadelhpia 76ers oraz Brooklyn Nets. 44-latek miał okazję zebrać sporo doświadczenia oraz z bliska przyjrzeć się pracy trenerskiej legendarnego Gregga Poppovicha. Jednak to, jak poradzi sobie Udoka w nowej roli i czy jego zakontraktowanie było słuszną decyzją, okaże się dopiero w trakcie sezonu. Przyjrzyjmy się ruchom, jakie dokonał zarząd Bostonu w trakcie tegorocznego offseason. Jednym z ważniejszych posunięć było ściągnięcie do drużyny Ala Horforda z Oklahomy City Thunder. 35-latek reprezentował już barwy Bostonu od 2016 do 2019 roku, zdobywając w tym czasie średnio 13 punktów oraz 7 zbiórek na mecz. W ostatnim sezonie rozegrał tylko 28 spotkań w barwach „Grzmotów”, notując 14 „oczek” i 7 zbiórek, po czym został odsunięty od gry. Weteran pokazał w tym czasie, że jest w stanie pomóc drużynie na parkiecie. Pięciokrotny All-Star z całą pewnością wniesie do szatni Bostonu doświadczenie i spokój, którego młodzi zawodnicy, tacy jak Tatum czy Brown, będą zdecydowanie potrzebować, szczególnie jeśli Celtom marzy się walka w playoffach.

Podpisany został również Dennis Schroder. Były rozgrywający Atlanty Hawks, czy ww. Oklahomy City Thunder liczył na znacznie większe pieniądze w trakcie tegorocznego offseason niż te, które zarobi w Bostonie. Niemiec z całą pewnością będzie chciał udowodnić swoją wartość, walcząc tym samym o swój wymarzony kontrakt. W sezonie 2020-2021 reprezentując barwy Los Angeles Lakers, Schroder zdobywał 15 punktów i blisko 6 asyst co mecz, jednak nie przynosił oczekiwanych przez ówczesnych obrońców tytułu efektów. Jego gra z Anthonym Davisem na pick and rollu nie była idealna, co przyznawał sam Davis. Schroder to dobry rozgrywający, potrafiący podać oraz trafić zza łuku – średnia jego kariery to ponad jedna trafiona „trójka” na trzy oddane (34%). Boston szukał rozgrywającego. Kyrie okazał się nie najlepszym fitem, podobnie było z Kembą Walkerem, którego wartość spadła podczas gry w Bostonie, dlatego po dłuższyn czasie został wymieniony za wspomnianego Ala Horforda.

Swoje przewidywania na temat gry Boston Celtics w nadchodzącym sezonie przedstawili w programie The Jump Ramona Shelburne oraz były gracz Celtów, Kendrick Perkins. Powiedział on, że pomimo fenomenalnej gry Tatuma, który jest gwiazdą drużyny oraz Browna, grającego po obu stronach boiska na bardzo wysokim poziomie, to Horford i jego doświadczenie będą najważniejsze. Stwierdził, że Al w Bostonie wygląda inaczej, powoływał się na wypowiedzi Brada Stevensa, który mówił o tym, że weteran w barwach tej drużyny porusza się znacznie żwawiej i gra dużo zgrabniej. Podczas gry pod okiem Stevensa trafiał 40% rzutów za trzy. W trakcie gry dla Celtów jego wskaźnik +/- był najlepszy w całej jego karierze, będąc prawie dwa razy większym niż za czasów gry w Hawks, Sixers i Thunder.

– Tatum i Brown wchodzą w ten etap kariery, kiedy nie jesteś już tylko All-Starem, dobrym zawodnikiem, ale możesz zostać Superstarem. Myślę, że to jest rok, w którym mogą to pokazać, bo nic nie stoi im na przeszkodzie – mówi Ramona Shelburne.

Nie da się ukryć, że forma Boston Celtics będzie w głównej mierze zależeć od dyspozycji dwóch młodych All-Starów. Zarówno Brown, jak i Tatum pokazali, że potrafią grać na wysokim poziomie. To na ich barkach będzie spoczywać ciężar gry. Do pomocy mają Marcusa Smarta, bardzo dobrego gracza, który na parkiecie daje z siebie wszystko szczególnie w defensywie. Josh Richardson będzie miał za zadanie straszyć rzutem z dystansu, a Enes Kanter zabezpieczyć tablice, walcząc o zbiórki. Nie można zapomnieć również o młodym Paytonie Pritchardzie, dla którego będzie to drugi sezon w karierze. Podczas swojego debiutanckiego roku grał średnio 19 minut na mecz, zdobywając w tym czasie 8 punktów i rzucając ze skutecznością 40% za trzy.

Śmiało można stwierdzić, że sezon Bostonu zapowiada się emocjonująco. Najprawdopodobniej nie przeskoczą w tabeli konferencji wschodniej Brooklyn Nets, Milwaukee Bucks czy 76ers, ale powinni być w stanie powalczyć o miejsce w pierwszej piątce na wschodzie. Wiele będzie zależeć od zdrowia zawodników, w szczególności graczy pierwszej piątki.





1 KOMENTARZ

  1. Przede wszystkim ten rok powinien już definitywnie dać odpowiedź na pytanie czy dwójka Brown – Tatum ma nadal być przyszłością tego zespołu. Czy tę dwójkę stać na to, by wspólnie prowadzić Celtów do sukcesów.

    Moim zdaniem w zeszłym sezonie ich współpraca wyglądała po prostu fatalnie. Nie widziałem by grali razem, widziałem za to jakąś dziwną, młodzieńczą rywalizację. Dość powiedzieć, że trafiły im się mecze gdzie wymienili między sobą 4 podania. 4 podania przez cały mecz (wliczając rozpoczęcia zza linii) pomiędzy liderami. Dodatkowo nudna i schematyczna gra całego zespołu. Z takiego basketu nie mogło wyniknąć nic pozytywnego.

    Teraz jest nowy trener i nowe rozdanie, ale klucz do sukcesu pozostaje taki sam – sprawienie by wreszcie Tatum i Brown zaczęli grać ze sobą, a nie obok siebie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here