Już od paru miesięcy z Nowego Jorku dochodzą do nas te same doniesienia. Czyżby Brooklyn Nets tracili resztki cierpliwości do jednej z najbardziej ekscentrycznych postaci w lidze? Kyrie Irving wie, jak swojemu otoczeniu zajść za skórę i wcale nie jest to dla niego korzystne. 

Kyrie Irving jest bez cienia wątpliwości jedną z najbardziej skomplikowanych osobowości w NBA. Bardzo trudno przewidzieć jego kolejnych ruch. Teoretycznie jest z Brooklyn Nets związany kontraktem, ale nie powinniśmy być szczególnie zdziwieni, jeśli wkrótce sam dojdzie do wniosku, że powinien zmienić otoczenie. Sean Marks, generalny menadżer drużyny oraz Steve Nash mogą być gotowi na każdy scenariusz z Irvingiem w roli głównej. 

Według ostatnich pogłosek, Nets mają już dość zachowania Irvinga i są gotowi rozważyć transfer za swojego rozgrywającego. Informacje te szybko zostały zdementowane przez osoby blisko powiązane z zespołem. Matt Sullivan – były dziennikarz Bleacher Report oraz Esquire, w trakcie podcastu “Celtics Lab” podzielił się kolejną dawką doniesień, że w relacjach pomiędzy zespołem i zawodnikiem nie jest wszystko tak, jak powinno. 

Słyszałem, że władze Nets były wściekłe na Irvinga za pauzę, jaką sobie zrobił w trakcie sezonu – mówił Sullivan. – Zwłaszcza po tej imprezie bez masek, która spowodowała, że został objęty kwarantanną. Sforsowanie Nets to jak dostanie się do tajnych informacji Kremla, ale doszły mnie słuchy, że Sean Marks wysłucha propozycji transferu za Irvinga – dodał. Takich głosów pojawia się więcej, lecz można odnieść wrażenie, że są tylko myślenie życzeniowym tych, którzy nie widzą na Brooklynie miejsca dla tak rozkapryszonego gracza. 

Steve Nash podkreślał jednak frazę: “let Ky be Ky”, która w wolnym tłumaczeniu oznacza, że Nets są gotowi znosić nastroje jednej ze swoich największych gwiazd, bo na parkiecie Irving robi wyraźną różnicę i może okazać się bardzo pomocny w zrealizowaniu celu, jakim dla Nets pozostaje walka o mistrzostwo NBA. Mimo wszystko kibice Nets nie powinni żyć w przekonaniu, że kolejny sezon na sto procent rozpoczną z trójką Irving, Harden, Durant w składzie.