Chris Paul po raz pierwszy w swojej karierze awansował do Finałów NBA, co oznacza, że od wzniesienia trofeum imienia Larry’ego O’Briena dzielą go teoretycznie jedynie cztery zwycięstwa. Rozgrywający Suns na ostatniej konferencji prasowej przed Game 1 opisał między innymi osobistą różnicę pomiędzy tą, a innymi fazami rozgrywek.

To dziwne, że nie ma równoległych meczów. Zazwyczaj oglądam spotkania każdego dnia, więc to jest chyba ta część, do której najbardziej teraz nie mogę się przyzwyczaić. Ale oczywiście wolę sam grać, niż tylko oglądać innych. – odpowiedział Paul na pytanie o różnicę pomiędzy Wielkim Finałem, a innymi fazami sezonu. Warto przypomnieć również, że na przestrzeni 16 sezonów na parkietach najlepszej ligi świata CP3 jedynie dwa razy awansował do Finałów Konferencji, po raz pierwszy w barwach Houston Rockets w 2018 roku oraz teraz z Phoenix Suns.

W wypowiedziach Paula widać było pewność umiejętności swojego zespołu, jednakże trudno było doszukać się jakiejkolwiek tremy. – To wciąż koszykówka. Nie trzeba nas dodatkowo mobilizować. Myślę, że wszyscy mamy przed sobą cel, który nas motywuje. To jest pewnego rodzaju równowaga. Nasz zespół wie, kiedy trzeba przycisnąć, a kiedy cieszyć się chwilą i cieszyć się sobą.

Rozgrywający odniósł się również do powszechnych komentarzy, zarzucających Phoenix Suns awans do Finałów jedynie z powodu kontuzji w innych zespołach, z którymi mierzyli się w drodze na koszykarski szczyt. – Kontuzje zawsze są przykrą i niespodziewaną rzeczą. Nienawidzisz ich, gdy się dzieją. Każdemu jednak mogą się one przytrafić, więc każdy ma takie same szanse.

Trudno wyobrazić sobie Phoenix Suns w tym miejscu, w którym są bez Chrisa Paula. Jako mentalny lider drużyny, 36-latek daje jej znacznie więcej niż mówią suche statystyki. 18.1 punktu, 8.7 asysty, 3.9 zbiórki oraz 1.4 odbioru w samych Playoffach, w niespełna 33 minuty, może robić wrażenie, jednakże jak podkreśla sam zawodnik – Nasza wspólna droga, jako drużyny jeszcze się nie zakończyła.