Minnesota Timberwolves kontrolowali przebieg trzeciego meczu pierwszej rundy przeciwko Memphis Grizzlies. Przez 35 nic nie wskazywało na katastrofę, z jaką musieli za chwilę zmierzyć się nie tylko kibice, ale może przede wszystkim zawodnicy Leśnych Wilków. Grizzlies przeprowadzili serię punktową 42:15 i ostatecznie wygrali. Tuż po zakończeniu spotkania Ja Morant nie omieszkał zażartować z lidera Wolves, Karla-Anthony’ego Townsa.

Zawodnicy Minnesota Timberwolves kontrolowali przebieg wydarzeń na parkiecie przez 35 minut trzeciego meczu pierwszej rundy play-offów. Później jednak coś się zacięło, a Memphis Grizzlies przeprowadzili serię 42:15, odnosząc ważną wygraną w hali przeciwników. Dzięki zwycięstwu Grizzlies prowadzą 2:1 w serii do czterech zwycięstw.

Środkowy Timberwolves, Karl-Anthony Towns, który był w tym meczu na „podsłuchu”, czuł się bardzo pewnie, gdy na mniej niż cztery minuty przed przerwą jego drużyna prowadziła 51:34. Towns powiedział słowa, z których później najchętniej by się wycofał. – Tak, jesteśmy teraz w Minnesocie. Tak jak mówiłem mediom, musimy wrócić do własnej hali. Widziałem ich [Grizzlies – red.] tylko we własnej hali – mówił KAT do jednego z kolegów na ławce.

Trzykrotny uczestnik Meczu Gwiazd pośpieszył się ze swoim wyrokiem i nie docenił Ja Moranta i walczących Grizzlies, którzy w sezonie regularnym zanotowali drugi najlepszy bilans w całej NBA. Podczas gdy statystyki z rozgrywek zasadniczych nie zawsze mają przełożenie na play-offy, goście pokazali, że pod żadnym pozorem nie można ich skreślać. Grizzlies przegrywali w pewnym momencie już 26 punktami, ale byli w stanie obrócić losy spotkania na swoją korzyść. O wszystkim zadecydowało ostatnie 13 minut.

„Jesteśmy teraz w Minnesocie” – napisał Morant krótko po meczu. Przy okazji udostępnił nagranie, na którym słychać, jak Towns z pewnością wypowiada to samo zdanie. Na pomeczowej konferencji KAT nie był już tak pewny swoich słów – mówił o trudnym meczu i o tym, że zespół musi się przegrupować.

Morant nie miał może najlepszej nocy pod względem strzeleckim, ale pomógł drużynie w innych elementach. Błyskotliwy rozgrywający zanotował triple-double, ale jednocześnie zaznaczył, że to jego koledzy z drużyny, Tyus Jones i Brandon Clarke, trafiali ważne rzuty. Towns z kolei zakończył spotkanie z ośmioma punktami i pięcioma zbiórkami. W Minnesocie liczą na jego lepszą grę już w kolejnym, kluczowym dla losów dalszej rywalizacji, meczu. Spotkanie nr 4 w nocy z soboty na niedzielę o godz. 4.00.







2 KOMENTARZE

  1. Właśnie jestem po seansie. Po trzech kwartach myślę sobie : Memphis chyba w tej konfrontacji popłyną z Minnesota… a później nastąpiła czwarta kwarta…

    I myślę sobie: Minnesoto to nie była porażka to była klęska, he

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj