Była trzecia kwarta trzeciego meczu serii Phoenix Suns – Denver Nuggets, gdy Cameron Payne popełnił prostą stratę. Chwilę zwątpienia swojego gracza szybko zauważył Monty Williams i natychmiast poprosił o czas. W trakcie przerwy HC Suns postanowił wesprzeć lekko podłamanego Payne’a słowami: „Chcę, żebyś był opanowany i solidny, ale bądź również sobą, bądź taki jak zawsze”. W kolejnej akcji 26-latek trafił zza łuku. Ta sekwencja zdarzeń wspaniale obrazuje, jak mocną relację ze swoimi zawodnikami zbudował Williams. Za takim trenerem zawodnicy gotowi są pójść w ogień.


„To on zaszczepił we mnie pewność siebie” – relacjonował po meczu Payne. Pewność siebie Monty Williams zaszczepił we wszystkich zawodnikach Suns. Magiczny kontakt, jaki udało mu się zbudować z graczami, przełożył się na wysoką formę w „bańce Disneya oraz niezwykle skuteczną i atrakcyjną grę w sezonie zasadniczym. Bilans 51-21 był preludium do wielkich rzeczy, jakie miały nastąpić w playoffach. Wyższość rozpędzonych Słońc w pierwszej rundzie uznać musieli obrońcy tytułu Los Angeles Lakers, natomiast w kolejnej sweepa nie ustrzegli się Nuggets z Nikolą Jokicem. Grający bez kontuzjowanego Leonarda Clippers okazali się wymagającym rywalem, jednak i oni musieli uznać wyższość chłopców Monty’ego. Pierwszy od 28 lat finał NBA stał się faktem.

Historia tegorocznych Suns to niezwykła opowieść o Kopciuszku. Jej głównymi bohaterami są 49-letni trener po przejściach, 36-letni weteran parkietów oraz utalentowana młodzież, która smaku playoffs nie zdążyła jeszcze poznać. Choć najważniejsza część tej opowieści dopiero przed nami, to już teraz możemy zgodnie przyznać, że zasługuje na filmową adaptację.

Pod przewodnictwem Williamsa Słońca przekształciły się z zespołu, który miał jeden z najgorszych rekordów (19-63 w sezonie 2018/19) w mocnego pretendenta do mistrzostwa.

„Nigdy nie przypuszczałem, że będę przeżywał takie chwile jak obecnie” – powiedział trener Phoenix. Trudno się dziwić słowom Williamsa. Zaledwie pięć lat temu jego życie było w całkowitej rozsypce. W lutym 2016 roku, jego żona Ingrid zginęła w wypadku samochodowym, a on wstrząśnięty utratą ukochanej osoby pozostał sam z pięciorgiem dzieci. Świat dzisiejszego szkoleniowca Suns stanął na głowie. Bez ukochanej żony, Monty czuł się całkowicie zagubiony.

Wypadek, w którym zginęła żona Williamsa, spowodowała Susannah Donaldson. Sprawczyni, która podobnie jak jej ofiara także zginęła w katastrofie, prowadziła swój pojazd pod wpływem narkotyków. Mimo osobistej tragedii Williams postanowił jej wybaczyć.

W czasie dramatycznych wydarzeń Williams pełnił funkcję asystenta trenera w Oklahoma City Thunder. Zdruzgotany tragiczną śmiercią żony podjął decyzję o przerwaniu pracy. Wrócił dopiero w 2018 roku, zostając asystentem trenera w Philadelphia 76ers. 3 maja 2019 roku objął stanowisko HC w Phoenix Suns.

Gracze Słońc od razu zauważyli odmienność charakteru Williamsa, który nie brał niczego za pewnik. Sprawiał, że w jego otoczeniu ludzie czuli się wyjątkowo. Chciał dobrze poznać każdego ze swoich podopiecznych.

„Człowieku, ten gość podchodzi do ciebie w zupełnie inny sposób niż większość trenerów NBA” – zdradza Deandre Ayton. „Jest jak przyjaciel. Niektórzy mówią, że jest nawet jak ojciec. Uczy cię wielu rzeczy niezwiązanych z koszykówką. Tworzy więź i chemię, którą zauważasz w momencie, gdy przychodzisz do niego po radę. Takie relacje przekładają się na boisko. Dla tego człowieka i klubu chcesz grać najlepiej, jak potrafisz”.

Od trenera Słońc bije autentyczność. Potrafi śmiać się z samego siebie i uwielbia, gdy zawodnicy robią sobie z niego żarty. Śmieje się razem z nimi, gdy nabijają się, że jest łysy lub siwy. „Chwile, gdy w żartach nabijają się ze mnie, świadczą o tym, że mamy całkiem fajny zespół”.

Williams ufa swoim graczom. Gdy gra nie układa się po jego myśli, potrafi zdać się na ich wyczucie. Jego pokora i otwartość ułatwiają współpracę.

„Od pierwszego dnia we wszystkim, co mówił, czuło się autentyczność” – zdradza Devin Booker. „Przez kontakt wzrokowy, sposób bycia, kilka innych drobiazgów sprawia, że stajesz się lepszym człowiekiem”.

Dzięki świetnej postawie w bańce, gracze Słońc zaczęli wierzyć we własne możliwości. Zwycięstwa w Orlando stały się pierwszym ważnym kamieniem milowym. Drugim, nie mniej istotnym okazał się transfer Chrisa Paula. Między Williamsem i Paulem istniała głęboka więź, jeszcze z czasów współpracy w Nowym Orleanie. Potrafili komunikować się ze sobą jednym spojrzeniem. Paul okazał się brakującym ogniwem w układance.

Williams stwierdził w trakcie sezonu, że CP3 wpłynął na jego styl coachingu tak samo, jak jego wcześniejsi mentorzy Gregg Popovich, Nate McMillan i Michael Malone.

„To niezwykle bystry facet, który rzuca mi wyzwanie, bym każdego dnia był lepszym trenerem” – powiedział Williams o Paulu. „Zmusza mnie do tego, abym dla dobra zespołu wznosił się na coraz wyższy poziom”.

Słońca chcą wygrywać dla Williamsa. Pod jego batutą klub powrócił do playoffów po 11-latach. Kiedy Williams zajął drugie miejsce w kategorii Trener Roku, a zwycięzcą okazał się Tom Thibodeau, zawodnicy byli głęboko rozczarowani. Wiadomość została ogłoszona przed pierwszym meczem przeciwko Nuggets. Podrażnieni zawodnicy Słońc odpowiedzieli dominującym zwycięstwem 122-105.

„Monty wszedł tutaj i całkowicie odmienił kulturę” – powiedział poirytowany wyborem Booker. „Byliśmy na dnie, a kiedy do nas dołączył, wraz z nim zmieniła się energia. Wprowadził nową kulturę, którą wszyscy pokochaliśmy. Odpowiednia kultura sprawia, że codzienne przychodzenie do pracy staje się przyjemnością. Zaczęło się od trenera Monty’ego. Zdecydowanie zasługiwał na wygraną”.

Wymarzony sezon Phoenix Suns wciąż trwa. Do pokonania pozostała już tylko jedna przeszkoda. Nie bacząc na rywali, Suns kontynuują swój zwycięski marsz. Jak żadna inna ekipa pięknie dzieli się piłką, CP3 gra tak, jakby był dziesięć lat młodszy, Ayton uciszył każdego, kto kpił z Suns za to, że postawili na niego, a nie Lukę Doncica, Booker udowadnia, że już teraz jest supergwiazdą, a Mikal Bridges i Cameron Payne grają swoją najlepszą koszykówkę.

Monty Williams jest bezsprzecznie głównym architektem sukcesu Słońc i z tego faktu zawodnicy doskonale zdają sobie sprawę. Williamsa to dla nich nie tylko trener, ale przede wszystkim lider i przyjaciel. Więź Monty’ego z zawodnikami, w jednym z ostatnich wywiadów najlepiej określił Chris Paul – „w swojej karierze masz trenerów, którzy są tylko trenerami, ale czasami trafiają się relacje, które trwają przez całe życie”.

To jak niezwykłym trenerem jest Monty Williams wspaniale obrazuje film z szatni Suns po ósmym zwycięstwie w bańce Disneya.






2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here