Charles Barkley się wściekł. Uderzył w Trae’a Younga i Kevina Duranta. – Powtarzam to od dawna, ci wszyscy pasażerowie autobusu nic dla mnie nie znaczą. Jeśli nie prowadziłeś tego autobusu (nie byłeś liderem drużyny – przyp. red.) , nie chodź i nie gadaj, że jesteś mistrzem NBA. Jeśli byłeś kierowcą, cała presja i odpowiedzialność spoczywała na twoich barkach, to to jest zupełnie inna rozmowa – oświadczył Barkley.

Dyskusje w studiu TNT mają to do siebie, że nigdy nie wiadomo, w którym kierunku pójdą. Tym razem Charles Barkley poruszył temat gwiazd, liderów drużyn, uznania na jakie poszczególnie zawodnicy zasługują oraz właściwych oczekiwań wobec nich.

Jeśli jesteś gwiazdą NBA, to w play-offach musisz grać dobrze. Często powtarzam, że jeśli jesteś gwiazdą, to nawet jeśli twoja drużyna odpadnie, to musisz wygrać dwa mecze w serii – powiedział Charles Barkley.

Odnosił się w tej wypowiedzi do Trae’a Younga, którego Hawks przegrywali wtedy 1-3 z Heat. Young w sezonie zasadniczym rzucał średnio 28,4 punktu i miał 46% z gry i 38% za 3. W tegorocznych play-offach te średnie wyraźnie spadły do 16,5 punktu, 35% z gry i 21% za 3 (w rzuty z gry wliczają się rzuty za 3). Young w czterech meczach rzucał odpowiednio 8, 25, 24 i 9.

– Kiedy jesteś gwiazdą, to w play-offach grasz więcej minut, dlatego powinieneś rzucać więcej, niż w sezonie. Nie chodzi tylko o liczbę zdobywanych punktów, ale też o skuteczność. Nie masz meczów dzień po dniu, nie lecisz po meczu samolotem, żeby wylądować w nocy w hotelu i rozegrać następnego dnia mecz. Możesz się wysypiać. W play-offach twoje statystyki zawsze powinny być lepsze – uważa Barkley.

Chyba, że grasz przeciwko obronie Miami Heat – odpowiedział prowadzący studio Ernie Johnson.

I wtedy się zaczęło.

– Nie mogę tego słuchać jak ich ciągle tłumaczycie, jak szukacie wymówek. Nie mówcie mi, że ktoś jest świetnym graczem, jeśli można go zatrzymać – odparł wkurzony Barkley. Co zatem z Kevinem Durantem, którego w pierwszych trzech meczach Celtics niemal wyłączyli? – No właśnie, wy ciągle poruszacie tę kwestię mistrzostwa. Powtarzam to od dawna, ci wszyscy pasażerowie autobusu nic dla mnie nie znaczą. Jeśli nie prowadziłeś tego autobusu (nie byłeś liderem drużyny – przyp. red.) , nie chodź i nie gadaj, że jesteś mistrzem NBA. Jeśli byłeś kierowcą, cała presja i odpowiedzialność spoczywała na twoich barkach, to to jest zupełnie inna rozmowa – oświadczył Barkley.

Siedzący obok Kenny Smith, dwukrotny mistrz NBA z Houston Rockets w 1994 i 1995 roku miał nie tęgą minę. Widać, że czuł, że to określenie „pasażera”, jest skierowane do niego. Dlatego po chwili namysłu powiedział: ci pasażerowie autobusu wyznaczali też kierunek, nie tylko siedzieli w autobusie. Kevin Durant nie siedział tylko w autobusie.

A co było, kiedy Durant prowadził autobus? Przegrywał z Thunder – dodał Barkley.

A nie uważasz, że był kierowcą autobusu w Golden State Warriors? – zapytał Smith.

Nie. Nie był najlepszym zawodnikiem tamtej drużyny. Wygrał dwa razy MVP, ale nie był ich najlepszym graczem – stwierdził Barkley.

Po przegranej w play-offach Durant dołączył do Golden State Warriors, kiedy ci mieli za sobą najlepszy sezon w historii NBA – 73 wygrane i tylko 9 porażek. Durant dołączył do składu, w którym był już Steph Curry, Draymond Green i Klay Thompson, ale mimo że zdobył dwa tytuły MVP i dwa mistrzostwa, to jednak nie była tego jego drużyna, to znaczy nie był w niej liderem i największą gwiazdą. Był nim Stephen Curry. Dlatego tak wiele osób uważa, że tamte mistrzostwa nie mają takiego znaczenia w karierze Duranta, bo nie wygrał ich jako lider zespołu, który był zbudowany wokół niego, tylko dołączył do mistrzowskiej ekipy.

Gloryfikowanie mistrzów jest w Stanach Zjednoczonych od lat tematem wielu dyskusji. Dziennikarze, kibice, ale też zawodnicy zadają sobie pytanie: czy można oceniać kogoś, tylko po pierścieniu na palcu? Czy fakt, że tak wielu znakomitych zawodników jak Charles Barkley, Patrick Ewing, Vince Carter, Karl Malone czy Tracy McGrady oraz wielu innych, czy fakt, że nie zdobyli nigdy mistrzostwa przekreśla ich kariery oraz wszystko co osiągnęli? Byli liderami swoich drużyn, wielu z nich grało w finałach lub zdobywało MVP sezonu zasadniczego. Walczyli z najlepszymi o najwyższe cele. Czy to wystarczy, aby mówić o nich, że byli wielcy? Czy może jednak fakt, że nigdy nie zdobyli mistrzostwa stawia ich kariery niżej od zawodników, który pierścienie mają, ale nie byli liderami mistrzowskich drużyn?

Więcej moich artykułów znajdziecie tutaj.

Michał Pacuda – http://twitter.com/Pacuda

Poznaj nowy koszykarski newsletter o NBA!

Please wait...

Dziękujemy!