Sezon Lakers, a tym samym LeBrona Jamesa praktycznie już się zakończył. Gwiazdor ma zatem więcej czasu na życie medialne i snucie planów na przyszłość. W programie The Shop LBJ wyjawił, z kim najbardziej chciałby zagrać w jednej drużynie.

Po powrocie na tron w 2020 roku tegoroczne rozgrywki były dla Lakers ogromnym rozczarowaniem. Niezakwalifikowanie się, chociażby do turnieju play-in jest rozpatrywane w gronie największej kompromitacji w historii klubu z Los Angeles. Zespół, który James w praktyce sam skomponował, nie sprostał jego wymaganiom, w związku z czym LBJ zaczął już nową rekrutację. Oczywiście mówiąc z przymrużeniem oka.

Steph Curry jest tym, z którym na pewno chciałbym grać w dzisiejszej NBA – przyznał gwizdor. – Uwielbiam w nim wszystko. On jest zabójczy. I to od momentu, kiedy wysiada z samochodu. Lepiej go pilnować od chwili, gdy podjeżdża pod halę. Powinieneś go też pilnować, gdy wstaje z łóżka. Przysięgam na Boga – dodał.

Przyjaźń pomiędzy Jamesem i Currym ciągnie się już od wielu lat. Zawodnicy rywalizowali między sobą o cztery kolejne pierścienie w latach 2015-18, mając tym samym szansę lepiej poznać swoje możliwości. Poza tym widać u LeBrona podziw i szacunek dla Stepha, jako jednej z ikon współczesnej generacji koszykówki.

Panowie doskonale bawili się razem za sprawą tegorocznego Meczu Gwiazd, gdy Curry rzucił dla zespołu LBJ-a kosmiczne 50 punktów.

Spełnił swoje życzenie. Był kapitanem, wybrał mnie w dwóch ostatnich Meczach Gwiazd – odpowiedział mu Curry. – Nie wiem, czy mu to wystarczy, ale w tej chwili jest mi dobrze tu, gdzie jestem.

Zobacz najnowszy podcast PROBASKET Live!