Do tej pory wydawało nam się, że LeBron James jest jak Robocop. Gra 19. sezon w NBA. Przez wiele lat omijały go kontuzje, ale ostatnie trzy lata pokazują, że stał się zwykłym śmiertelnikiem – wybitnym koszykarzem, być może najlepszym w historii, ale po tylu latach jego organizm nie jest już tak wytrzymały, jak wcześniej. To jednak nie jest największym problemem Los Angeles Lakers.


Zaczęło się od kontuzji pachwiny niespełna trzy lata temu, kiedy to opuścił tak wiele spotkań, że Lakers nie mieli szans nawet na awans do play-offów. Potem przyszła pandemia i zmobilizowani oraz zdrowi Lakers, znakomicie przygotowali się do gry w „bańce”, co zaowocowało mistrzostwem. Rok temu jednak LeBron znów doznał urazu, tym razem kostki. Jeziorowcy zajęli 7. miejsce na Zachodzie. Musieli walczyć w play-in i w pierwszej rundzie przegrali 2-4 z późniejszymi finalistami – Phoenix Suns. LeBron grał w tej serii, ale nie był sobą. Nie był tym samym zawodnikiem, co w poprzednich latach.

W tym sezonie wydawało się, że po długim odpoczynku i rehabilitacji LeBron James znów będzie w stanie wejść na najwyższy poziom. Przecież jest Robocopem, przecież jest niezniszczalny, a wielu kibiców nawet nie pamięta NBA, kiedy LBJ’a w niej nie było.

W grudniu skończy jednak 37 lat i nie ma już szans, aby jego ciało było tak samo wytrzymałe, jak jeszcze kilka sezonów temu. Musimy się więc przyzwyczaić do faktu, że LeBron nie jest niezniszczalny i że przyszedł moment, kiedy należy uznać, że nie jest już najlepszym koszykarzem w NBA, jeśli patrzymy na formę i możliwości tu i teraz, a nie historię, tytuły i osiągnięcia. 

Ma na koncie cztery mistrzostwa, 10 razy grał w finałach, cztery tytuły MVP sezonu zasadniczego i finałów. Jest najbardziej utytułowanym zawodnikiem obecnie grającym w NBA. Dyskusję na temat jego wielkości i miejsca w historii odłóżmy do czasu, kiedy zakończy karierę. Skupmy się na tym, co jest tu i teraz.

Wygląda na to, że powrót do dawnej formy dominatora i zawodnika wręcz niezniszczalnego, odpornego na wszelkie możliwe obciążenia fizyczne i psychiczne, jest poza zasięgiem. W obecnych rozgrywkach LBJ opuścił dwa spotkania z powodu kontuzji kostki, a teraz doznał nieprzyjemnego i czasem skomplikowanego do wyleczenia urazu naderwania mięśni brzucha.

Lakers zajmują obecnie 8. miejsce na Zachodzie z bilansem 6-5. LeBron zagrał w sześciu z nich (bilans 4-2) i oczywiście notował imponujące statystyki – 24,8 punktu na mecz, 7 asyst i 5,5 zbiórki. Dlatego jeśli Lakers będą zdrowi, to wciąż są jednym z głównych kandydatów do mistrzostwa NBA. Początek sezonu i problemy także jego partnerów pokazują, że tych „jeśli” jest jednak bardzo dużo, bo „jeśli będą zdrowi„, „jeśli będą w formie„, „jeśli Westbrook to…„, „jeśli Davis tamto„. Patrząc obiektywnie, utrudnia to stawianie ich w roli faworyta do tytułu. 

Znaleźć miejsce dla Westbrooka

Innym problemem Lakers jest znalezienie odpowiedniego sposobu na wykorzystanie umiejętności Russella Westbrooka. Russ zaliczył kilka bardzo dobrych meczów (33 punkty i triple-double ze Spurs albo po 27 punktów w obu meczach z Rockets), ale zdecydowanie więcej ma na razie tych słabszych występów na koncie.

To jak duże problemy w grze może mieć Westbrook, zobaczyliśmy np. w meczu przeciwko Blazers, kiedy to trafił tylko jeden z 13 rzutów z gry. Można pomyśleć „zdarza się” – nawet Stephowi zdarzają się słabsze mecze (taki żart). Tu trzeba jednak dokładnie przyjrzeć się, z czego ta niemoc Russa wynikała, bo nie były to po prostu niecelne rzuty.

Westbrook nie jest strzelcem, więc na jego skuteczność i dobrą grę wpływa wiele czynników. Przede wszystkim, kiedy jest na boisku, zespół musi grać szybko – im mniej ustawianych zagrywek 5 na 5 tym lepiej. Musi grać dynamicznie, a jeśli już trzeba coś ustawić, to piłka powinna być w jego rękach i niech to będzie pick&roll.

Westbrook nie sprawdza się w roli gracza bez piłki, kiedy to np. LeBron próbuje grać 1 na 1. Nie jest też dobrym kandydatem do podawania do wysokich, żeby ci grali 1 na 1, bo nie wie jak się zachować – ani nie zetnie, ani nie rzuci po podwojeniu. Dogranie po minięciu czy zasłonie to co innego. Kluczem dla Westbrooka jest tempo gry i rytm. Nawet nie sam styl, który to on powinien narzucać, a nie rywale, ale przede wszystkim rytm.

W meczu z Blazers było to widać jak na dłoni. Gospodarze zwalniali jak tylko mogli, nie pozwalali Lakers się rozpędzić (tylko 14 punktów zdobyli z kontrataków). Westbrook musiał rzucać z dystansu albo z półdystansu, co nie jest jego mocną stroną. Próbował też wjazdów pod kosz, ale to też się nie udawało. Być może było to wynikiem właśnie braku tego rytmu, którego Westbrook potrzebuje, aby narzucić rywalom swój styl i dominować na boisku.

Jeszcze przed sezonem padały pomysły, aby Westbrook wchodził z ławki, ale nawet trener Frank Vogel by się na to nie odważył. Za dużo potencjalnych szkód i kwasów w zespole mogłoby to przynieść. Lakers potrzebują Russa w najlepszej formie, głodnego zwycięstw, zaangażowanego, a nie obrażonego na to, że ktoś go właśnie z piątki wykolegował.

Jednym z rozwiązań, które wydają się sensowne, kiedy LeBron będzie już oczywiście zdrowy, to zmienianie Westbrooka po około pięciu minutach, a potem wstawianie go na ostatnie dwie w pierwszej kwarcie, aby pozwolić mu grać potem w drugiej, kiedy to jest czas zmienników, żeby mógł wykorzystywać swoje atuty, żeby po prostu mógł być sobą.

Zaczekajmy chwilę

Musimy też pamiętać o jeszcze jednej rzeczy. Przed sezonem mówiłem, że ciężar zdobywania punktów będzie często na barkach Kendricka Nunna i Talena Hortona-Tuckera. Często, kiedy najlepsi zawodnicy siadają na ławce, to wśród zmienników jest jeden lub dwóch graczy, którzy wszyscy wiedzą, że są teraz opcją numer jeden do zdobywania punktów. Nunn i Horton-Tucker są właśnie takimi graczami, a obaj nie grają teraz z powodu kontuzji. Zaczekajmy więc ze skreślaniem Lakers, bo może się okazać, że pomimo opuszczania meczów przez LeBrona i Anthonyego Davisa, to Lakers i tak będą w czwórce Zachodu, bo będą mieli graczy, którzy są przede wszystkim od zdobywania punktów.

Problemem Lakers nie jest więc tylko zdrowie LeBrona, ale też nieobecność bardzo ważnych zawodników rotacji. Celem Jeziorowców jest „dojechać spokojnie do play-offów„, czyli żeby ich najlepsi gracze byli wtedy zdrowi, a zespół w czwórce Zachodu. Pomóc osiągnąć ten cel mają młodzi zawodnicy, bo to młodzież musi zasuwać, żeby weterani mogli czasem odpoczywać, a przynajmniej nie przekraczać pewnych granic wytrzymałości, które mogą im potem utrudnić grę na najwyższym poziomie.

UWAGA! Ważna zmiana! Najbliższy Podcast PROBASKET Live w środę 17 listopada o godz. 21:00! Zapraszamy na nasz kanał na YouTube.

Na którym miejscu Los Angeles Lakers zakończą sezon zasadniczy NBA 2021/22?

View Results

Loading ... Loading ...

Więcej moich artykułów znajdziecie tutaj.

Czy znacie już koszykarski newsletter PROBASKET? Zachęcam do zapisania się.

Z wcześniejszych newsletterów mogą Cię zainteresować te wpisy:

Jeśli chciałbyś dostawać ode mnie co jakiś czas maile, to zapisz się do newslettera – tutaj na specjalnej stronie lub w formularzu poniżej.

Poznaj nowy koszykarski newsletter o NBA!

Please wait...

Dziękujemy!





3 KOMENTARZE

  1. Ja to widzę tak, jak się około 30-40 meczu w sezonie zaczną zgrywać, to rozsypie się Davis. Potem wypadnie LeBron i zacznie się polowanie na czarownice. Wózek będzie nieudolnie ciągnął Westbrick, a po drodze rezerwowe dziadki z Melo na czele, będą grali piach. Lakersom brakuje takich zawodników jak Young, Doncic czy Lamelo Ball. Młodzi, głodni sukcesów, prący do przodu.

    • Młodzi pod Bronkiem zawsze są duszeni w dół, więc niekoniecznie by się to udało.
      Przede wszystkim Lakersi wyglądają po prostu na kiepsko złożony zespół, który na razie nie ma pomysłu jak ze sobą grać. No i oczywiście kontuzje dużo dokładają od siebie.

  2. Problem w tym, że od 2017 roku nie jest najlepszym koszykarzem. Gdyby nie przerwa długa w 2020 roku nie byłoby tego mistrza w bańce przy ciągłości 82+playoff.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here