Po poprzednim sezonie, za który Robowi Pelince mocno się oberwało, bieżące rozgrywki są dla Los Angeles Lakers zupełnie inną historią. Generalny menadżer dokooptował do składu kolejną gwiazdę i zdaje się, że stworzył dla ekipy z LA idealne warunki do walki o mistrzostwo.


Po fiasku z Magicem Johnsonem, spodziewano się, że Rob Pelinka nie przetrwa długo na stanowisku generalnego menadżera Los Angeles Lakers. Ma on szczególny problem, bo jako były agent nie zyskał jeszcze zaufania kolegów po fachu, co z pewnością utrudnia mu zadanie w kontekście budowania składu. Jednak latem 2019 roku poradził sobie naprawdę dobrze tworząc wokół LeBrona Jamesa solidny kolektyw.

Jeanie Buss, która obecnie zajmuje się m.in. kwestiami sportowymi, postanowiła dać Pelince szansę. Teraz z kolei dostał awans i nowy kontrakt, co niejako jest potwierdzeniem dobrze wykonanej pracy. Pozyskanie takich graczy jak Danny Green, Kentavious Caldwell-Pope, Dwight Howard, Rajon Rondo miało kluczowe znaczenie dla sukcesu pierwszej połowy sezonu. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc presja związana z wynikami będzie na Pelince ciążyć coraz bardziej.

Jestem bardzo dumna z tego, co Rob osiągnął stawiając zespół na drodze do sukcesu – mówi Jeanie Buss. – Jest prawdziwym liderem i potrafi zbudować kulturę zwyciężania zarówno na, jak i poza parkietem. Dzięki niemu zrobiliśmy krok w przód w kontekście tworzenia mistrzowskiej drużyny. Dlatego też chciałabym, aby kontynuował swoją pracę – dodała. To bardzo mocna deklaracja.

W kontrakcie Pelinki były jeszcze dwa lata. Można przypuszczać, że w nowej umowie otrzymał także podwyżkę. Ale na tym zadania się nie kończą i de facto teraz będzie tylko trudniej. Wśród graczy w rotacji jest wielu takich, którzy latem 2020 mogą dostać więcej gdzie indziej, a to będzie oznaczało konieczność znalezienia substytutu. Wszyscy patrzą teraz na ręce Pelinki, zwłaszcza Jeanie Buss.

NBA: W końcu! Kyrie Irving wraca do gry!


Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments