Choć powoli opada kurz po pierwszych dniach szaleństwa na rynku wolnych agentów, to jednak kilku ciekawych zawodników wciąż nie podpisało jeszcze kontraktów. Co więcej, kilka drużyn wciąż ma znaczące środki do wydania na rynku. Wśród tych zespołów są też m.in. San Antonio Spurs, którzy cały czas mają niemal 40 milionów dolarów do dyspozycji!

Zdecydowana większość graczy, która weszła na rynek wolnych agentów NBA, porozumiała się już z klubami w sprawie nowych umów. Na rynku nadal znajdziemy jednak kilka ciekawych nazwisk. To choćby DeAndre Ayton, czyli pierwszy numer draftu z 2018 roku, który na razie nie otrzymał jeszcze żadnej oferty – ani od Phoenix Suns, ani od żadnego innego klubu. Niektóre drużyny i zawodnicy na razie dali sobie zresztą na wstrzymanie, czekając na rozwój sytuacji na Brooklynie.

Jak się tymczasem okazuje, kilka klubów cały czas ma znaczące wolne środki do wydania na wolnych agentów:

  • San Antonio Spurs – około 38 milionów dolarów

Od początku wiadomo było, że Spurs będą mieli tego lata sporo wolnych środków, lecz nie było pewne, czy cokolwiek z tego użyją. San Antonio od lat nie jest bowiem graczem na rynku wolnych agentów i w tym roku mamy do czynienia z podobną sytuacją. Zdaje się, że Spurs nie chcą ładować się w wysokie kontrakty, lecz zamiast tego skupić się na rozwoju młodzieży. Mają jednak na tyle dużo wolnego miejsca, że bez problemu mogliby powalczyć np. o wspomnianego Aytona. Są zresztą w tej chwili jedynym klubem w lidze, który może zaproponować środkowemu wysoki kontrakt bez konieczności transakcji sign-and-trade.

  • Indiana Pacers – około 26 milionów dolarów

Tak Spurs, jak i Pacers nie są zbyt aktywni na rynku, ale za to obie drużyny przeprowadziły w ostatnich dniach ruchy transferowe. Spurs oddali Dejounte Murraya do Atlanty, podczas gdy Pacers wysłali Malcolma Brogdona do Bostonu. Po finalizacji tej wymiany cały czas będą mieli około 26 milionów wolnych środków, ale z rynku poznikała już większość zawodników, z którymi wcześniej ekipa z Indianapolis była łączona.

  • Detroit Pistons – około 8 milionów dolarów

Jako młoda drużyna w przebudowie Pistons mocno zmniejszyli swoją elastyczność finansową na rynku, przyjmując z Nowego Jorku kontrakty Nerlensa Noela, Aleca Burksa oraz Kemby Walkera. W zależności od tego, jak zostanie jednak rozwiązana sytuacja z wykupieniem kontraktu tego ostatniego, to Tłoki mogą mieć jeszcze nawet około 14 milionów wolnych środków. To za mało, by włączyć się do walki o Aytona, choć zdaje się, że drużyna z Detroit z tego wyścigu się już wypisała, gdy w noc draftu pozyskała Jalena Durena.

  • New York Knicks – około 5 milionów dolarów

Czwarty i ostatni zespół, który najprawdopodobniej będzie miał jeszcze trochę wolnych środków. Knicks wykorzystali już lwią część pieniędzy – tak, by nowymi zawodnikami nowojorskiej drużyny zostali Jalen Brunson oraz Isaiah Hartenstein. Knicks zawsze mogą jednak zwolnić jeszcze Taja Gibsona, by wygospodarować sobie dodatkowe kilka milionów.

Oczywiście powyższe liczby są tylko szacunkowe, gdyż drużyny mają do dyspozycji różne narzędzia, by w razie potrzeby otworzyć sobie więcej wolnego miejsca. Pozostałe zespoły muszą posiłkować się już tylko i wyłącznie wyjątkami oraz kontraktami minimalnymi. Wśród klubów, które nie wykorzystały jeszcze większego wyjątku mid-level o wartości 10.5 miliona dolarów (w pierwszym sezonie gry zawodnika) są m.in. Charlotte Hornets, Oklahoma City Thunder czy Memphis Grizzlies.