Nie było co do tego żadnych wątpliwości. Kobe Bryant prędzej czy później doczekałby się tego wyróżnienia, ale w obecnych okolicznościach kapituła nie miała innego wyjścia. Niestety KB24 zostanie włączony do Galerii Sław pośmiertnie.


Kapituła Galerii Sław w Springfield ogłosiła listę ośmiu nazwisk, które w tym roku dołączą do największych legend koszykówki z całego świata. Zarówno Kobe Bryant, jak i Tim Duncan oraz Kevin Garnett od tego roku mieli pełne prawo, by dołączyć do Galerii Sław i postanowiono nie czekać. Ceremonia odbędzie się 29 sierpnia. – Jak zaczynasz karierę to nie myślisz o Hall-of-Fame, to się po prostu dzieje – komentuje Garnett.

Tegoroczna klasa jest niezwykle silna, dlatego zdecydowano się wyjątkowo w tym roku zrezygnować z niektórych nominacji, by więcej czasu poświęcić graczom, którzy przez lata prezentowali absolutnie najlepszy światowy poziom i złotymi zgłoskami wpisali się w historię NBA. – Przez tak silną klasę, niektórzy mogliby nie dostać uwagi, na którą zasłużyli, dlatego podjęliśmy taką decyzję – mówi Jerry Colangelo.

Kobe mimo wszystko nie otrzymał wyróżnienia bez głosowania. Kapituła ma swoje reguły, którymi musi się kierować i w kwestii włączenia legendy Los Angeles Lakers do Galerii Sław odbyło się głosowanie. Ono całkowicie rozwiało wątpliwości.

Oprócz trzech wymienionych wcześniej legend, do Galerii Sław dołączą również: Tamika Catchings – mistrzyni WNBA, Rudy Tomjanovich – jako trener wygrał w NBA i zdobył złoto igrzysk, Kim Mulkey – zdobył uniwersyteckie mistrzostwo kraju jako gracz, asystent trenera i pierwszy szkoleniowiec, Eddie Sutton – przez 36 z sukcesami trenował w NCAA, Barbara Stevens – jedna z pięciu kobiet na stanowisku trenera w NCAA, która ma na swoim koncie 1000 zwycięstw.

NBA: Amerykanie lepsi od Reszty Świata. Zion zniszczył kosz



Subscribe
Powiadom o
8 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
manute
manute
15 lutego 2020 12:13

Chris Bosh jednak póżniej. Oby nie został stałym członkiem w poczekalni jak: Webber, Billups, Ben Wallace, Kemp, Stoudemire, czy Tim Hardaway, którym bym od ręki to wyróżnienie dał.

matbyd93
matbyd93
15 lutego 2020 13:39
Odpowiedz  manute

Pamiętam jak w zeszłym roku wybrano Divaca kosztem Webbera. Paranoja. W tym przypadku kompromitacja ligi.

manute
manute
15 lutego 2020 15:59
Odpowiedz  matbyd93

Divac był pomagierem Webbera w genialnych Kings z początku lat 2000. Swoją drogą genialny to był zespół.

Rob
Rob
15 lutego 2020 18:07
Odpowiedz  manute

Będąc po operacji ACL oglądałem właśnie serię Kings vs Lakers z 2002 r. Twierdzenie, że Divac był tylko pomagierem Webbera to mega nadużycie. Tylko Serb był w stanie ograniczyć Shaqa. Kiedy wchodził Pollard, Shaq roznosił całą strefę podkoszową. Ogólnie polecam całą serię. Niestety Kings przegrali trochę po frajersku (szczególnie mecz nr 3 lub 4).

Krzysztof
Krzysztof
15 lutego 2020 21:29
Odpowiedz  Rob

Najlepiej bronili Shaqa Bulls i Jazz. W serii Bulls vs Magic w fin.konf.1996 Rodman nie pozwolił na wiele Shaqowi i był to jedyny człowiek, który nie dał się przepchnąć jemu 1 na 1. Ale też wtedy pomagali mu Jordan, Pippen, Harper, którzy podbiegali i kradli piłki Shaqowi. Jazz w 1997 i 1998 też stosowali podobną taktykę z podbieganiem niskich, by robić przechwyty na Shaqu, ale bronił go Ostertag, który o wiele słabiej bronił przeciw niemu 1 na 1 niż Rodman. A mimo wszystko Jazz wygrali obie serie 4-1 w 1997 i 4-0 w 1998 przez większe zgranie i dobrą taktykę… Czytaj więcej »

Krzysztof
Krzysztof
15 lutego 2020 21:18
Odpowiedz  matbyd93

Divac też był pomagierem Magica i Worthego, gdy zakończył karierę Jabbar. Grał w Lakers w finale 1991, ale przegrał z Bulls 1-4. Divac wtedy stracił szansę na mistrzostwo. W 2002 był też blisko, gdy grał w Sacramento Kings, bo odpadł dopiero w finale konf. 3-4, gdy sędziowie przepchnęli Lakersów i skrzywdzili w tej serii Kings. Sądzę, że e ewentualnym finale Kings daliby rade ograć Nets.

Rob
Rob
15 lutego 2020 22:07
Odpowiedz  Krzysztof

W tamtej serii Kings zabrakło przede wszystkim zdrowego Stojaković. Do gry dołączył chyba w meczu nr 5 i widać było, że nie ma rytmu meczowego. Poza tym Kings mieli wówczas krótką ławkę: B. Jackson czy Pollard + Stojaković to trochę za mało. Sacramento z tamtego okresu to nieco zapomniana świetna ekipa.

pops
pops
16 lutego 2020 12:47

w tym roku chyba głównie skupiłbym się na Kobe i Davidzie Sternie…