Golden State Warriors pokonali poprzedniej nocy Houston Rockets 127:120. To ósma wygrana mistrzów NBA w sezonie 2022/23. Sytuacja nadal jest dla nich bardzo trudna, ale próbują się podnieść z kolan. Niezwykle pomocny w tym procesie może być Klay Thompson. Poprzedniej nocy grał zjawiskowo. 

Poprzedniej nocy Klay Thompson zaprezentował potencjał, jaki nadal w nim tkwi. Lider GSW skończył mecz z dorobkiem 41 punktów, 4 zbiórek, 3 asyst i 2 przechwytów. W 36 minut trafił 14/23 z gry i 10/13 za trzy punkty. Obrona Houston Rockets nie miała bladego pojęcia, jak zatrzymać rozpędzonego strzelca z Bay Area. Takiego Klaya oglądaliśmy już wcześniej, przed dwoma urazami, które zabrały mu dwa lata gry z jego najlepszego okresu w karierze. W tym sezonie zawodnik cały czas szuka optymalnej formy.

Kilka tygodni temu mówił, że mamy uzbroić się w cierpliwość, bo zobaczymy jeszcze tego samego Thompsona, co sprzed urazów. Problematyczne były dla niego to, że nie grał regularnych minut, a czasami był odsuwany od gry, by zakonserwować swoje zdrowie. Warriors w jego przypadku stosują dodatkowe środki ostrożności, bo doskonale zdają sobie sprawę, że topowa forma Thompsona musi przyjść na play-offy. Na razie jednak o te play-offy trzeba powalczyć, bo Warriors znaleźli się w trudniejszej sytuacji. 

W 13 meczach sezonu 2022/23 Thompson notował średnio 15,5 punktu, 3,5 zbiórki i 2,4 asysty trafiając 33,6 3PT% oraz 36,3 FG%. Te liczby mają konsekwentnie zmierzać w górę. Pamiętamy jego wielkie indywidualne występy sprzed lat, gdy 23 stycznia 2015 roku w jednej kwarcie rzucił przeciwko Sacramento Kings 37 punktów! Pokonał wtedy 31 oczek Wilta Chamberlaina z 2 marca 1962 roku i ten rekord pozostaje niepobity. Było także 11 trójek Klaya w meczu numer sześć finałów zachodu 2016 roku. 

Zanotował wtedy 41 punktów i wymusił mecz numer siedem przeciwko Oklahomie City Thunder, której barw bronił Kevin Durant. GSW serię wygrali, ale w finale przegrali z Cleveland Cavaliers. W 2018 roku trafił czternaście trójek w United Center, gdy Warriors mierzyli się z Chicago Bulls. To rekord NBA, który pomimo faktu, że mamy w lidze tylu strzelców, pozostaje niepobity. Zanotował w tamtym starciu 52 punkty. Był też 60-punktowy występ w 29 minut z grudnia 2016 roku. Trafił osiem trójek i Steve Kerr posadził go na ławce, co wielu osobom się nie spodobało. Liczymy na to, że podobnych historii jeszcze kilka Klay napisze.