Skład reprezentacji USA na igrzyska olimpijskie w Tokio składa się z 11 zawodników kalibru All-Star lub takich, którzy byli wysoko w głosowaniu na Najlepszego Obrońcę Sezonu. 12. powołanym koszykarzem jest Kevin Love, który w minionym sezonie swoją grą nawet nie zbliżył się do występu w Meczu Gwiazd. Powołany został jednak na igrzyska, co spotkało się ze sporą krytyką ze strony kibiców.


W pewnym sensie jest to zrozumiałe, bo za mną sezon, w którym nie wystąpiłem w zbyt wielu spotkaniach. Nie grałem też w nich zbyt dobrze. Mówiłem o tym publicznie, że nie gram tak, jakbym tego oczekiwał. Czuję, że mam tu dużo do udowodnienia. W taki sam sposób podchodzę do każdego wyzwania. To dla mnie świetna okazja do sprawdzenia się w koszykówce na najwyższym poziomie i świetna okazja do płynnego przejścia do kolejnych rozgrywek – powiedział Love.

Zawodnik przyznał jednocześnie, że żadne uczucie nie może równać się z tym, gdy zakłada się koszulkę reprezentacji USA. – To dla mnie niezwykłe przeżycie. Za każdym razem, gdy byłem w składzie, były to niezapomniane chwile. To dla mnie ważna sprawa, która pozwoli mi wrócić do zdrowia i rytmu meczowego. Wciąż mogę być takim graczem jak przed kilkoma laty, mimo kontuzji. Nie czułem się tak dobrze od bardzo długiego czasu – dodał Love.

Wysoki miał fatalny sezon w barwach Cleveland Cavaliers i pod względem czystych statystyk nie zasłużył na miejsce w składzie USA. Love to słaby defensor, który potrafi stanowić wartość dodaną jako zawodnik rozciągający grę w ataku. Wydaje się, że Brook Lopez lub Myles Turner byliby lepszymi wyborami.

Amerykanie mogli również wybrać kogoś na inną pozycję. Nie jest to jednak wina Love’a, w końcu to sztab szkoleniowy wybiera skład. Love nie naciskał na nikogo, po prostu zgłosił swoją gotowość. Należy trzymać kciuki za jak najlepszy występ. Trudno jednak podzielać jego optymizm. Wysoki ma już 32 lata i sporą kartotekę lekarską.





1 KOMENTARZ

  1. Nie nazwałbym tego powołaniem. Kevin zapewne wyraził chęć gry, a drużyną wyciągnęła do niego pomocną dłoń. Brook Lopez pożarłby go.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here