Michael Jordan uwielbiał rywalizację i wywieranie presji na przeciwników (oraz kolegów z drużyny). Jego „trash talking”, ogromna pewność siebie i żądza rywalizacji przeszły do legendy. W trakcie swojej kariery Jordan natrafiał jednak na graczy, którzy nie czuli się przytłoczeni charakterem najlepszego koszykarza w dziejach i potrafili mu się przeciwstawić. Jednym z takich zawodników był Vernon Maxwell, czyli ważna postać drugiego najlepszego zespołu lat 90-tych.

Prowadzeni przez Michaela Jordana Chicago Bulls byli zdecydowanie najlepszą drużyną tamtego okresu w NBA. Był jednak zespół, który zawsze sprawiał Bykom niemało kłopotów, czyli Houston Rockets. W latach swojej pierwszej mistrzowskiej trylogii Bulls przegrali z Rockets pięć z sześciu meczów.

Liderem drużyny z Houston był wówczas Hakeem Olajuwon. Legendarny środkowy poprowadził zespół z Houston do dwóch tytułów w 1994 i 1995 roku. O wielkości Olajuwona najlepiej świadczy fakt, że choć został wybrany w drafcie 1984 roku przed Jordanem, to mało kto wypominał później tę decyzję władzom Rockets.

O sukcesie Rockets decydował nie tylko „The Dream”, ale również szereg świetnych koszykarzy drugiego planu. Być może najważniejszy z nich to rzucający obrońca Vernon Maxwell. Obwodowy Rockets znany był z nieustępliwego stylu gry i trafiania rzutów za trzy w kluczowych momentach, czym zasłużył sobie na przydomek „Mad Max”. Maxwell walnie przyczynił się do wygrania siódmego meczu finałów 1994 roku przeciwko New York Knicks oraz jest jednym z niewielu koszykarzy w historii, którzy zdobyli 30 punktów w jednej kwarcie (osiągnął to w 1991 roku w starciu z Cleveland Cavaliers).

Przede wszystkim jednak gracz ten był uosobieniem twardej koszykówki lat 90-tych. Maxwell zawsze miał swoim rywalom wiele do powiedzenia i często wdawał się w fizyczne starcia z przeciwnikami, a nawet kibicami. Do historii przeszła sytuacja, gdy Mad Max uderzył w twarz fana, który miał ponoć wygłaszać komentarze na temat jego córki oraz rasistowskie uwagi. Za to karygodne zachowanie Maxwell został wyrzucony z meczu i zawieszony na dziesięć kolejnych spotkań.

Według Kennego Smitha, który również był częścią tamtej drużyny, a dziś jest ekspertem w stacji TNT, Maxwell był również jedynym znanym mu graczem, który potrafił zajść za skórę samemu Jordanowi.

„Granie z Vernonem Maxwellem było świetne. Jego charakter i osobowość Mad Maxa były zaraźliwe na parkiecie. Był jednym facetem, o którym wiedziałem, że potrafił zirytować Michaela. Vernon powiedział mu dwa razy: jeśli znowu zdobędziesz punkty w taki sposób, to będę z tobą walczyć. Ja na to: co masz na myśli? A Vernon odpowiedział: On mnie nie szanuje. Za łatwo zdobywa na mnie punkty. Więc Michael ponownie zdobył punkty i Vernon faktycznie się na niego rzucił” – mówił Smith w odcinku programu Open Court.

Jakiś czas temu Maxwell przy okazji premiery serialu „The last Dance” zamieścił tweeta, w którym pisał, że ścierając się z MJ-em nigdy nie był zastraszony jak większość graczy i Jordan grając przeciw niemu musiał dać z siebie wszystko.

Szkoda, że tych dwóch nigdy nie spotkało się w finałach. Pojedynki Maxwella z Jordanem byłyby z pewnością ozdobą serii, a Rockets byli wówczas najsilniejszym możliwym przeciwnikiem dla Bulls i bardzo możliwe, że Byki nie wyszłyby z tego starcia zwycięsko.
Sam Michael Jordan wspominał nieraz, że teksaska ekipa zawsze sprawiała im mnóstwo problemów, głównie przez brak odpowiedzi na Olajuwona. Z drugiej strony mówimy o Jordanie, który zawsze, bez względu na okoliczności potrafił znaleźć drogę do zwycięstwa.







4 KOMENTARZE

  1. Jako Gówniak zarywałem nocki i z wypiekami na twarzy oglądałem wszystkie finały 94, Rockets – Knicks. Mecze niesamowitej walizki, geniuszu Hakeema, waleczności NYK i magicznej atmosfery Madison Squere Garden. I miło było na chwilę odpocząć od Jordana (tak, wiem, Goat, ale po prostu go nie lubiłem. I nie lubię). Vernon też był kozak!!!

    • Ja też całe te finały oglądałem na żywo w TVp, ale moje odczucia są zgoła odmienne. Wg mnie to wielka nuda była przepychających się dwóch tytanów w rolach głównych. Ale były też perełki np. John Starks czy Otis Thorpe albo Sam Cassell. Ale Maxwell jakoś nie gwiazdorzyl za bardzo. Raczej to zadaniowiec. Gdyby Michael grał w Bykach, to by rozjechali tak jednych jak i drugich, a te wymienione w artykule pięć przegranych meczów na sześć to jakieś nieporozumienie chyba.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj