Pandemia nie zrobiła wyjątku. Liga NBA także poniosła spore straty finansowe, choć wedle ostatnich doniesień udało się je nieco zminimalizować. Wszystko za sprawą bańki, która pozwoliła lidze nieco się „odbić”.


Stworzenie bańki na Florydzie to był pomysł nie tylko na dokończenie sezonu i wyłonienie mistrza. Dla NBA była to także próba jak największej minimalizacji strat finansowych związanych z pandemią koronawirusa. Dziś wiemy już, że bańka okazała się być dla ligi sporym sukcesem, bo w kieszeni udało się zatrzymać około półtora miliarda dolarów. Ta kwota to przede wszystkim różnego rodzaju umowy sponsorskie, ale też kontrakty telewizyjne (zarówno ze stacjami lokalnymi, jak i ogólnokrajowymi).

Tym samym straty NBA nie są aż tak duże, choć i tak mówi się o astronomicznych kwotach. Wpływ na to ma zresztą nie tylko pandemia, ale też prawie roczna przerwa w nadawaniu meczów NBA w Chinach, która była efektem jednego tweeta Daryla Moreya. Były już generalny menedżer Houston Rockets wyraził wtedy poparcie dla protestów w Hong Kongu, co spowodowało kryzys na linii NBA-Chiny i przyniosło lidze setki milionów dolarów strat.

Teraz relacje wreszcie nieco się polepszyły, ale straty finansowe NBA wciąż są duże i mogą mieć spory wpływ na to, jak będą wyglądać kolejne sezony. Na ten moment wciąż nie wiadomo zresztą, czy i kiedy na trybuny mogliby wrócić kibice, którzy dla ligi stanowią istotny procent dochodu. Co więcej, nadal nie wiemy także kiedy wystartuje w ogóle nowy sezon. Wedle ostatnich doniesień, liga chciałaby wrócić do gry „wcześniej niż później”, lecz konkretnych dat cały czas nie ma.

Follow @PROBASKET





ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here