W dniu, który na zawsze zapisze się w kronikach kanadyjskiego sportu, Kyle Lowry powrócił do miejsca, które nazywa domem, aby postawić ostatnią kropkę w swojej imponującej, trwającej dwadzieścia lat przygodzie z NBA. Wybór daty nie był przypadkowy – 7 lipca stał się symbolicznym hołdem dla numeru, który 40-latek z dumą nosił na plecach przez dziewięć sezonów w barwach Toronto Raptors. Podpisując jednodniowy kontrakt, zawodnik określany mianem „GROAT” (Greatest Raptor of All Time) dopełnił obietnicy złożonej kibicom przed laty: zakończył karierę jako członek jedynej kanadyjskiej drużyny w lidze.
Kiedy Kyle Lowry trafił do Toronto Raptors w 2012 roku, drużyna znajdowała się w głębokim kryzysie, od lat nie potrafiąc wygrać serii w fazie play-off. Przez blisko dekadę rozgrywający nie tylko poprawił statystyki zespołu, ale fundamentalnie zmienił jego DNA, wprowadzając kulturę nieustępliwości, walki o każdą piłkę i poświęcenia, które w 2019 roku zaowocowało historycznym mistrzostwem NBA.
– Kyle to Toronto Raptors — to on stworzył tożsamość , którą staramy się pielęgnować za każdym razem, gdy wychodzimy na parkiet: grać z pełnym zaangażowaniem i grać po zwycięstwo, dla swoich kolegów z drużyny, dla Toronto i dla Kanady. Poświęcać swoje ciało dla zespołu. Wymuszać faule w ataku, rzucać się po bezpańskie piłki — robić wszystkie te drobne rzeczy, które nie zawsze widać w statystykach, ale które składają się na wielką i godną uznania karierę – ujął to najdobitniej podczas konferencji prasowej generalny menadżer, Bobby Webster. Sam zawodnik, nie kryjąc wzruszenia, również podkreślał swoją więź z krajem, który przyjął go jak syna.
– To jest mój dom i Toronto na zawsze nim pozostanie. Wspólnie stworzyliśmy tutaj coś wyjątkowego, a potem razem sięgnęliśmy po mistrzostwo – powiedział były już koszykarz. Dodał również, że gra w Kanadzie to doświadczenie wykraczające poza jedno miasto: – Nie grasz tylko dla Toronto. Grasz dla Halifax, Calgary, Kolumbii Brytyjskiej… grasz dla całego kraju.
Największą niespodzianką wtorkowej ceremonii była obecność Kawhia Leonarda, który pojawił się osobiście, by wspierać przyjaciela. Skrzydłowy, który niedawno sam powrócił do Toronto po wymianie z Los Angeles Clippers, swoją obecnością podkreślił wyjątkową więź łączącą liderów mistrzowskiego składu z 2019 roku.
– Wszyscy wiecie, że Whi to wyjątkowy człowiek i zawodnik. Jestem mu wdzięczny, że tu przyszedł. To tylko pokazuje jego pokorę — że pojawił się tutaj dla mnie, w tak ważnym dla mnie momencie, żeby okazać mi wsparcie – nie szczędził ciepłych słów Kyle pod adresem popularnego „The Klaw”. W luźniejszej części konferencji zażartował nawet, że powrót Leonarda do Toronto niemal skłonił go do zmiany decyzji o emeryturze: – Bobby [Webster] właśnie powiedział mi, że złożył mi ofertę kontraktu. Myślę o powrocie, bo Kawhi też wrócił.
Podczas gdy dwukrotny MVP Finałów (2014 i 2019) z niezwykłym dla siebie, promiennym uśmiechem wspierał byłego kolegę z boiska z pierwszych rzędów, inna ikona Toronto, Vince Carter, połączył się z nim za pośrednictwem aplikacji FaceTime w trakcie trwania konferencji. Było w tym coś symbolicznego — człowiek, który jako pierwszy rozpalił Kanadę do koszykówki, oddawał hołd zawodnikowi, który przyniósł jej upragnione mistrzostwo, nazywając go „GOAT-em” i „właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.”
Świeżo upieczony emeryt, wyraźnie zaskoczony telefonem od legendy, przerwał na chwilę odpowiadanie na pytania dziennikarzy, by porozmawiać z Carterem o wspólnej kolacji i planach na przyszłość. Ta interakcja pokazała, że mimo różnych dróg, jakimi podążały ich kariery, szacunek między zawodnikami, którzy budowali potęgę Raptors, pozostaje niezachwiany.
Oficjalne ogłoszenie o zakończeniu przez 40-latka kariery zbiegło się w czasie z proklamacją burmistrz Toronto, Olivii Chow, która ogłosiła 7 lipca „Dniem Kyle’a Lowry’ego”. Klub zapowiedział już, że numer 7 zostanie zastrzeżony i wkrótce zawiśnie pod dachem Scotiabank Arena. Dla samego zainteresowanego, który kończy karierę jako lider wszech czasów Raptors w asystach, przechwytach i rzutach za trzy punkty, nadszedł czas na nowy rozdział. Poza pracą komentatora sportowego i mniejszościowego właściciela Toronto Tempo z WNBA, zamierza poświęcić się rodzinie.
– Jestem dumny i szczęśliwy z tego, jak wyglądała moja kariera. Osiągnąłem w niej wiele rzeczy: zdobyłem złoty medal, mistrzostwo, zostałem wybrany do Meczu Gwiazd, znalazłem się w składzie All-NBA. Byłem w stanie zapewnić byt swojej rodzinie. Myślę, że to jest ta jedna rzecz, z której jestem najbardziej szczęśliwy. Mam dwójkę wspaniałych dzieci. Widziały wiele z tego wszystkiego, mogły być częścią wielu tych chwil, i to jest naprawdę fajne – podsumował, dodając żartobliwie, że teraz jego głównym zajęciem będzie bycie „kierowcą Ubera” dla swoich latorośli.
Choć Kyle Lowry odłożył już buty na kołek, duch, który wniósł do Toronto — waleczność, oddanie i mentalność zwycięzcy — pozostanie w Kanadzie na zawsze.










