NBA chce uratować finanse ligi w nadchodzącym sezonie. Tego priorytetu nie podziela jednak związek zawodników (NBPA), co doprowadziło nas do niepokojącego momentu w dyskusjach obu stron. Czy lidze grozi lockout, jeśli wkrótce nie poznamy rozstrzygnięcia dotyczącego kolejnych rozgrywek?


Adam Silver traci resztki włosów z głowy, bowiem jego zadaniem jest przede wszystkim ratowanie biznesowej strony NBA. Druga strona stara się z kolei zapewnić odpowiednio długą przerwę ekipom, które rywalizowały w bańce. Pojawiły się bowiem doniesienia, że kilku wielkim nazwiskom ligi nie spodobał się pomysł powrotu do gry już 22 grudnia. Takie rozwiązanie pozwoliłoby NBA zanotować zysk wysokości 500 milionów dolarów w górę, co ma kluczowe znaczenie w obecnej sytuacji. 

Liga oraz związek wspólnie poinformowali, że datę „możliwości odstąpienia” od obecnej umowy zbiorowej przesunęli na 6 listopada, by dać sobie więcej czasu w toczonych obecnie rozmowach. Jeśli któraś ze stron wykorzysta tę klauzulę, zawiśnie nad nami widmo lockoutu. Wszystko zdaje się sprowadzać do kalendarza i terminu startu nowego sezonu. Zawodnicy mają naciskać na powrót 18 stycznia, ale to oznaczałoby znaczące skrócenie rozgrywek zasadniczych i utratę dużej części zysków z umów telewizyjnych. 

NBA zaproponowała start 22 grudnia i 72 mecze sezonu regularnego. Rozgrywki miałyby się zakończyć tuż przed startem Igrzysk Olimpijskich w Tokio. Według informacji Adriana Wojnarowskiego, strony mają duży problem zarówno z ustaleniem daty startu, jak i liczby meczów rozgrywek zasadniczych. To rodzi pewne zagrożenie w kontekście relacji NBA i NBPA, które od kilku lat układały się wręcz wzorowo. Sytuacja jest jednak nadzwyczajna. 

Wojnarowski mówi nawet o stracie miliarda dolarów, jeśli sezon ruszy w styczniu. To rzecz jasna odbije się zarówno na wysokościach kolejnych kontraktów, jak i na funkcjonowaniu wszystkich ekip. Niewykluczone, że drużyny będą musiały zredukować liczbę zatrudnionych pracowników, by nie zbankrutować. Sprawa zatem nie dotyczy tylko i wyłącznie koszykarzy, ale także członków zarządu, ludzi administracji i wszelkich niższych szczebli. 

Co natomiast oznaczałby start już 22 grudnia? Że mielibyśmy naprawdę szalony okres od draftu zaplanowanego na 18 listopada do startu rozgrywek, bowiem w cztery tygodnie ekipy musiałyby zorganizować przygotowania do nowego sezonu, a jednocześnie prowadzić transferową grę, bowiem okienko zostanie otwarte najprawdopodobniej dwa/trzy dni po drafcie. Widzimy zatem w czym problem. Związek zawodników chce, by dać im więcej czasu. Liga z kolei nie może sobie na to pozowlić.






1 KOMENTARZ

  1. Żenada , mam coraz mniejszy szacunek do tych przepłaconych pajacyków. Już dawno powinien być ustalony cup kontraktów na jakimś normalnym racjonalnym poziomie . Czy zarobienie powiedzmy 50mln dolarów na czysto w przeciągu powiedzmy 10 lat gry to mało ? W tym momencie przeciętny bonifacy w lidze zarabia po 20mln za sezon a za chwile trzeba będzie zwolnić kilka osób z obsługi . Pani od sprzątania , żeby w szatni im nie jebało, pani od prania, żeby ciuchy były świeże , niedługo stracą prace bo oni są zmęczeni i musza sobie jeszcze poodpoczywać . Nie interesuje ich ze liga straci miliard , ważne żeby dostali hajs . W dupie sie przewraca od dobrobytu . Gdyby ekipy nie prześcigały się w dawaniu absurdalnych kontraktów , to nadal mielibyśmy w lidze zajebistych graczy. Coś czuje ze pan Silver niedługo poda się do dymisji i słusznie . Powinien jebnąć to wszystko i powiedzieć krótko , nie chcecie to nie grajcie , koniec nba.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here