Tego na pewno władze Golden State Warriors nie chciały, ale stało się. Nagranie, na którym dokładnie widać niedawną sprzeczkę Jordana Poole’a z Draymondem Greenem, w której trakcie ten drugi wyprowadził nokautujący cios, wyciekło do sieci. Wszystko za sprawą portalu TMZ.

Wydawało się, że sprawa jest już załatwiona i wszystko zostało zamiecione pod dywan. Bob Myers, czyli generalny menedżer Golden State Warriors, stwierdził, że Draymond Green przeprosił za uderzenie Jordana Poole’a podczas treningu, a ewentualna kara dla Greena zostanie ustalona wewnątrz klubu i najprawdopodobniej będzie to grzywna, a nie zawieszenie. Sęk w tym, że Myers nie wiedział, iż kilkadziesiąt godzin po jego słowach cały koszykarski świat zobaczy, jak ta sprzeczka rzeczywiście wyglądała. Nagranie uzyskał portal TMZ:

Nie wiadomo, co tak naprawdę dzieje się między Greenem a Poole’em, ale widać, że to ten pierwszy inicjuje kontakt, a gdy zostaje odepchnięty, to rewanżuje się nokautującym ciosem w twarz młodszego kolegi. Tymczasem według pierwszych raportów Poole po całym tym „incydencie” miał dokończyć trening jak gdyby nigdy nic.

Na nagranie zareagował oczywiście światek NBA. Niektórzy nie dowierzali, że taki materiał wyciekł do opinii publicznej, a inni zaczęli zastanawiać się, czy po czymś takim Green i Poole będą mogli jeszcze grać w jednym zespole:

Jednym z powodów ich sprzeczki mógł być fakt, że obaj starają się o przedłużenie kontraktu z Warriors. Według prasowych doniesień Poole miał tymczasem zmienić swój sposób zachowania i zaczął ponoć uważać, że należą mu się spore pieniądze po poprzednim sezonie, co miało zdenerwować innych zawodników. W mediach koledzy Poole’a, w tym m.in. Stephen Curry, jak również trener Steve Kerr, stanęli jednak w obronie 23-latka i zaprzeczyli doniesieniom, jakoby miał on zmienić swoje podejście.

Na razie nie wiadomo, czy wyciek nagrania zmieni coś w sprawie ewentualnego zawieszenia dla Greena. W tej chwili można się jednak spodziewać także reakcji ligi. Warto przypomnieć sytuację z 2017 roku, kiedy to Bobby Portis został zawieszony na osiem spotkań przez Chicago Bulls po tym, jak w trakcie treningu uderzył w twarz Nikolę Mirotica, czego efektem był wstrząs mózgu oraz złamania kości twarzy u hiszpańskiego zawodnika. Portis twierdzi jednak dziś, że po prostu bronił się wtedy przed atakami byłego już kolegi z zespołu.