Wiele głosów niezadowolenia pojawiło się po decyzji NBA o tym, by właściciela Phoenix Suns – Roberta Sarvera ukarać grzywną w wysokości 10 milionów dolarów i zawiesić na rok. Reakcja ligi nie spodobała się także Draymondowi Greenowi, który rzucił propozycję dotyczącą przyszłości Sarvera w NBA. 

Jak informowaliśmy wcześniej, Robert Sarver został odesłany na roczną banicję za szereg niestosowanych zachowań wobec swoich pracowników, których dopuszczał się na przestrzeni wielu lat. NBA dokładnie przeanalizowała wszystkie zeznania osób poszkodowanych i ogłosiła swoją decyzję, która rzecz jasna wielu osobom się nie spodobała. Wiele głosów na ligowych korytarzach sugerowało, by do sprawy Sarvera podejść tak samo, jak do sprawy Donalda Sterlinga z Los Angeles Clippers

Ten dostał całkowity zakaz uczestniczenia w życiu NBA w jakimkolwiek stopniu. W przypadku Sarvera liga była bardziej pobłażliwa. Draymond Green z Golden State Warriors uważa, że przyszłość właściciela Phoenix Suns powinna zostać poddana pod głosowanie na kolejnym spotkaniu zarządu ligi, czyli wszystkich właścicieli plus przedstawicieli nowojorskiego biura z komisarzem Adamem Silverem na czele. Takie rozwiązanie na pewno ściągnęłoby część odpowiedzialności z Silvera, ale czy jest realne? 

Dla mnie to będzie dziwne, gdy za rok wejdę na halę i on [Sarver] tam będzie siedział, jakby nic się nie stało – mówi Green. – Ktoś musi mi wytłumaczyć, dlaczego mogliśmy się pozbyć Donalda [Sterlinga], a nie możemy tego samego zrobić z Robertem Sarverem, zmuszając go do sprzedaży zespołu – pyta skrzydłowy Warriors. – Dlatego właśnie chciałbym, żeby odbyło się głosowanie. Wtedy mielibyśmy jasność – dodał, sugerując, że głosowanie mogłoby zdemaskować kilka osób, które mimo wszystko Sarvera bronią. 

Przypuszczamy, że liga nie będzie wystawiała na szwank swojego wizerunku poprzez głosowanie, które mogłoby odbić się w mediach szerokim echem i przedstawić NBA w złym świetle. Green sugeruje, że gdyby podobne śledztwo zostało wszczęte w sprawie pracownika Klubu lub zawodnika, ten na sto procent zostałby wyrzucony. Sarverowi natomiast upiekło się wyłącznie dlatego, że jest właścicielem. – On już nikogo nie powinien reprezentować. […] Nie może być tak, że wróci, jakby nic się nie stało. Ja sam będę się z tym czuł niekomfortowo – skończył Green.