Nie w Dallas, a w Chicago wylądował ostatecznie Goran Dragić przed nowym sezonem NBA. Weteran parkietów poprzednie rozgrywki spędził w Nowym Jorku, grając dla Brooklyn Nets, ale niekoniecznie będzie miał z tego etapu kariery dobre wspomnienia. Powód? Kyrie Irving oraz Kevin Durant, obok których bywa czasami ciężko, co Dragić szczerze przyznał w jednym z wywiadów w słoweńskich mediach.

Nowym zawodnikiem Chicago Bulls został kilka dni temu Goran Dragić. Słoweński rozgrywający początkowo miał dołączyć do Luki Doncica w Dallas, ale okazało się, że oferta Mavs nie była zbyt zadowalająca. Co więcej, 36-latek w rozmowie z mediami stwierdził, że teksański klub chciał, by w trakcie sezonu zasadniczego Dragić więcej odpoczywał, niż grał, podczas gdy on sam uważa, że ma jeszcze trochę paliwa w baku i nie musi wcale się oszczędzać. To dlatego koniec końców wybrał Bulls, gdzie ma być zastępstwem dla Lonzo Balla.

Poprzedni sezon Dragić spędził w barwach Brooklyn Nets, gdzie dołączył już w trakcie sezonu. Dla nowojorskiej drużyny wystąpił ostatecznie w 16 spotkaniach fazy zasadniczej oraz czterech meczach fazy play-off. Jak sam teraz przyznaje, był to dla niego trudny i ciężki czas. Główny powód? Osoby liderów drużyny, czyli Kyrie Irvinga oraz Kevina Duranta. To przez tę dwójkę, według Słoweńca, w zespole Nets „bardziej niż o dobro drużyny chodziło o indywidualne występy.

Dragić to pierwszy zawodnik, który tak szczerze wypowiedział się o grze w barwach Nets w poprzednich rozgrywkach. Z jego słów wynika, że w drużynie było momentami toksycznie, co skończyło się zresztą w najbardziej przewidywalny sposób: Nets pożegnali się z walką o mistrzostwo NBA już w pierwszej rundzie playoffs, a teraz tak Irving, jak i Durant najprawdopodobniej opuszczą klub. Na całe szczęście dla słoweńskiego obrońcy ani jeden, ani drugi nie są łączeni z Bulls.