Ich gra na parkiecie zachwycała niemal wszystkich obecnych na trybunach i przed telewizorami.  Kiedy w wieku czterdziestu lat ogłosili zakończenie swoich karier byliśmy świadkami końca pewnej ery w NBA. Mimo wielu różnic między tymi zawodnikami śmiało można stwierdzić, że łączy ich jedno – serce do gry. Z miłością walczyć jest najtrudniej, co pokazuje powrót Kevina Garnetta i Tima Duncana na halę treningową w ostatnim czasie.


Odwiedziny Człowieka Orkiestry

Z bilansem  10-11 drużyna Milwaukee Bucks zajmuje 5. miejsce na wschodzie. Na pytanie: kto w głównej mierze odpowiada za sukces drużyny ze stanu Wisconsin? Większość ekspertów odpowiada wprost: The Greek Freak. Giannis Antetokounmpo swoimi systematycznymi postępami zwraca przykuwa coraz większą uwagę. Jego nieprzeciętne warunki fizyczne pozwalają mu w wielu przypadkach osiągnąć miażdżącą przewagę. Różnicę jaką robi Grek na parkiecie odwzorowują chociażby jego statystyki. Jest liderem pięciu średnich drużyny w kategorii: punktów, zbiórek, asyst, przechwytów i bloków.

Taka sytuacja nie zdarza się często,więc ciężko jest przejść koło niej obojętnie wielkim legendom NBA.  Samego siebie w Giannisie mógł ujrzeć Kevin Garnett, który w sezonie 2002/2003 dokonał podobnej sztuki co 22-latek także będąc liderem Timberwolves w pięciu kategoriach statystycznych.

6 grudnia w ramach prezentu urodzinowego 40-latek postanowił potrenować z młodym skrzydłowym oraz jego partnerami z drużyny. Motyw obecności nie jest dokładnie znany, choć według mediów miał on trenować w głównej mierze manewry podkoszowe z Khrisem Middletonem, Thonem Makerem oraz z naszym solenizantem. Sam Antetokumpo ocenił trening następująco:

„Rozmawiałem z wieloma ludźmi, wieloma legendami, ale dwóch facetów było mi naprawdę bliskich. Mogłem zobaczyć u nich  ten ogień, byli to  Kobe Bryant i Kevin Garnett”

[ot-video][/ot-video]

 

Pojedynek dwóch profesorów

Od 8 listopada Tim Duncan nie pojawił się na treningu swojej drużyny.  Długo jednak nie wytrzymał. Ostatnio w mediach pojawiła się informacja o jego wizycie w hali treningowej Spurs. Co ciekawe nie pracował z graczem młodym, lecz żywą legendą hiszpańskiej koszykówki – Pau Gasolem.  Spotkanie obu zawodników miało charakter pojedynku 1-1, który jak stwierdził Gasol nie był planowany.


Obserwując ich rywalizację przypominają się  starcia z ostatnich lat jak chociażby finały zachodniej  konferencji w 2008 roku, gdzie mimo świetnej serii Duncana to Gasol cieszył się z awansu do kolejnej rundy. Teraz Hiszpan zastępuje legendę Spurs na pozycji centra. Tim starał się przekazać mu wiele cennych wskazówek dotyczących jego gry.

„Cały czas próbuje szybko wykonywać swoje zwody . To robi ogromną różnicę, która jest ogólnie spora, ale cały czas musisz pamiętać by robić to jak najlepiej”.

„Jest wspaniałym obrońcą, zawsze nim był, rozumie jak odnieść sukces. Wie co mu szkodzi, a co nie. Musiałem po prostu wykonywać moje zwody trochę szybciej, być agresywny, nie tylko poprzez zadawanie licznych ciosów.”

Pau zawsze odznaczał się wysokim koszykarskim IQ. Praca z tak wielkim autorytetem na pewno pozwoli mu wykluczyć wiele błędów. Jeśli ominą go kontuzje jego doświadczenie może być ważnym ogniwem w walce San Antonio o najwyższe cele.

Na koniec wywiadu Gasol stwierdził:

„To było dobre ćwiczenie, dobry trening. To było zabawne móc zagrać z kimś taki jak on.”

W niedzielę w hali AT&T Center odbędzie się ceremonia zawieszenia po kopułą hali koszulki Tima Duncana.

Mówią, że każdy koniec jest początkiem czegoś nowego. Czy w przyszłości Kevin Garnett lub Tim Duncan będą pracować jako trenerzy? Póki co ich współpraca z klubami ogranicza się tylko to pojedynczych spotkań. Warto pamiętać jednak jaką ,w ostatnim czasie role odgrywają trenerzy indywidualni jak chociażby Drew Hanlen czy Hakeem Olajuwon. Bagaż doświadczeń i wachlarz ich zagrań na pewno skusiłby niejednego zawodnika.

autor: Jan Melerski


Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments