Spektakularne letnie ruchy kadrowe sprawiły, że Philadelphia 76ers przystąpią do nowego sezonu z ogromnymi ambicjami. Pozyskanie 41-letniego LeBrona Jamesa, który dołączył do Joela Embiida, Tyrese’a Maxeya oraz sprowadzonego z Boston Celtics Jaylena Browna, wywołało w Pensylwanii prawdziwą falę entuzjazmu. Największa legenda w historii klubu, Julius Erving, postanowił jednak nieco ostudzić nastroje. Mistrz NBA z 1983 roku przypomniał, że wielkie nazwiska i wysokie oczekiwania nie gwarantują sukcesu. Jego dyplomatyczna, lecz stanowcza ocena nabiera dodatkowego znaczenia w kontekście niedawnej, znacznie ostrzejszej krytyki Jamesa ze strony innej legendy Sixers – Charlesa Barkleya.
Podczas rozmowy w programie „Words with Scoop” prowadzonym przez Brandona „Scoop B” Robinsona Julius Erving nie ukrywał, że z dużym zainteresowaniem czeka na sezon 2026-27. Gdy został zapytany o transfer LeBrona Jamesa do jego byłego klubu, Dr. J zachował jednak zdrowy dystans do entuzjazmu towarzyszącego nowemu obliczu Philadelphia 76ers. Jego odpowiedź była wyważona, ale jednocześnie jasno wskazywała, czego oczekuje od zespołu.
– Co wydarzy się w Filadelfii? Myślę, że dla kibiców Sixers będzie to bardzo ekscytujący sezon. Dla LeBrona również. Uważam, że ta drużyna może pobić kilka rekordów, a także zdobyć mistrzowskie tytuły. Ale najpierw muszą tego dokonać na parkiecie, a nie tylko dużo o tym mówić – podkreślił Erving, dając do zrozumienia, że medialny szum wokół nowo powstałego superteamu nie ma żadnego znaczenia w zderzeniu z boiskową rzeczywistością.
Dla ekipy z Miasta Braterskiej Miłości, która zakończyła ubiegły sezon regularny z bilansem 45-37, lecz po heroicznym powrocie w serii z Boston Celtics odpadła w półfinale konferencji z New York Knicks, letnia ofensywa transferowa jest wyraźnym sygnałem, że klub zamierza walczyć o najwyższe cele. Obok Jamesa i Jaylena Browna szeregi zespołu zasilili również wartościowi gracze zadaniowi, tacy jak Anfernee Simons i Kentavious Caldwell-Pope. Dla Ervinga, który spędził w Filadelfii 11 znakomitych sezonów, a w 1981 roku zdobył nawet nagrodę MVP, potencjał obecnego składu jest oczywisty. Teraz trzeba go jednak przełożyć na sukces na parkiecie.
Transfer LeBrona przywrócił także pytanie, które od lat budzi sporo emocji: gdzie właściwie wśród największych koszykarzy w historii NBA należy go umieścić? 76-latek wielokrotnie pomijał Jamesa w swoich zestawieniach najlepszych graczy, czym zaskakiwał wielu kibiców i ekspertów. Teraz Dr. J postanowił wyjaśnić, z czego wynika jego stanowisko. Jak przekonywał, nie chodzi o brak uznania dla osiągnięć młodszego kolegi po fachu, lecz o zasadę, którą konsekwentnie stosuje przy ocenianiu zawodników.
– Kiedy tworzę zestawienia najlepszych zawodników w historii, zazwyczaj biorę pod uwagę tych, którzy zakończyli już kariery, a nie aktywnych graczy. James wciąż gra, więc trudno mi ocenić jego miejsce w takim zestawieniu, dopóki nie zakończy kariery – wyjaśnił.
Erving od lat konsekwentnie unika opowiadania się po którejś ze stron w debacie o miano najlepszego koszykarza w historii (GOAT). Jak sam niejednokrotnie podkreślał, dla niego bezdyskusyjnym numerem jeden pozostaje Kareem Abdul-Jabbar, który jego zdaniem wniósł najwięcej do historii profesjonalnego sportu. Spory o wyższość Michaela Jordana nad LeBronem uważa natomiast za domenę kibiców, a nie samych zawodników. Dopóki 41-letni James pozostaje aktywnym graczem, Dr. J nie zamierza oceniać jego miejsca w historycznych rankingach.
Zresztą mało kto ma większe prawo do mówienia o drodze od wielkiego talentu do upragnionego mistrzostwa niż sam Erving. Legenda Sixers doskonale pamięta bolesne porażki w Finałach NBA, których jego drużyna doświadczyła na przełomie lat 70. i 80. Przełom nastąpił w 1982 roku, gdy do zespołu dołączył legendarny środkowy, Moses Malone.
Erving wciąż z sentymentem wspomina moment, który stał się początkiem ich mistrzowskiego sezonu. Gdy Malone wchodził do szatni, miał powiedzieć liderowi drużyny: – To drużyna Doca i jego show, ale może być jeszcze lepiej, jeśli do niej dołączę.
– Tak, z tobą w składzie musi być lepiej – bez wahania odparł Dr. J. Efektem tej współpracy był fenomenalny bilans sezonu zasadniczego 65-17 i historyczny marsz przez fazę play-off zakończony bilansem 12-1 oraz spektakularnym rozbiciem Los Angeles Lakers w Finałach.
Obecna Filadelfia, sprowadzając Jamesa na dwuletni kontrakt wart 8 milionów dolarów oraz pozyskując Browna w zamian za Paula George’a, próbuje stworzyć zespół, który – podobnie jak ten z 1983 roku – będzie w stanie zamienić wielkie nazwiska w mistrzostwo. Erving przestrzegł jednak przed przedwczesnym świętowaniem. Wielkie nazwiska mogą stworzyć wyjątkowy zespół, ale dopiero zaangażowanie i gotowość do poświęceń na parkiecie mogą zamienić jego potencjał w sukces.
Podczas gdy 76-latek swoje zastrzeżenia formułował w sposób niezwykle dyplomatyczny i stonowany, inna ikona Filadelfii, Charles Barkley, nie bawiła się w półsłówka. Występując w podcaście Billa Simmonsa, Sir Charles brutalnie zweryfikował przekonanie, że 41-letni James wciąż jest w stanie oszukiwać upływający czas.
Barkley skupił się wyłącznie na twardych faktach z fazy play-off, pomijając świetne statystyki indywidualne LeBrona z sezonu zasadniczego, w którym w 60 meczach w barwach Lakers notował średnio 20,9 punktu, 7,2 asysty i 6,1 zbiórki.
– Musimy uczciwie spojrzeć na LeBrona. Jeśli w ostatnich kilku latach odpadał z play-offów po sweepie, to dobre statystyki same w sobie nie oznaczają jeszcze, że był skuteczny. I nie próbuję w ten sposób atakować LeBrona, po prostu stwierdzam fakty. Ludzie mówią, że przeciwstawia się wszelkim przeciwnościom losu. A ja myślę: jeśli dobrze pamiętam, w ostatnich kilku latach odpadał z play-offów po 0:4 – grzmiał MVP z 1993 roku.
Barkley poszedł wręcz jeszcze dalej, porównując zachwycających się Jamesem bezkrytycznie analityków do książkowych „żon ze Stepford” – ludzi pozbawionych własnego zdania, którzy jedynie powtarzają panującą narrację.
– Czy LeBron notuje dobre statystyki? Oczywiście, że tak. Ale czy to oznacza, że oszukuje upływający czas? Moim zdaniem nie. Dzisiaj znacznie łatwiej jest nabijać statystyki niż kiedyś. I nie zrozumcie mnie źle – LeBron nadal gra bardzo dobrze. Ale mówienie, że oszukuje czas, jest dla mnie przesadą. Jeśli mamy być uczciwi, jego drużyny były przecież w ostatnich latach wielokrotnie zamiatane z play-offów – argumentował były skrzydłowy, nawiązując m.in. do ostatniej porażki Lakers z Oklahoma City Thunder w stosunku 0-4 w drugiej rundzie fazy play-off.
Choć ton wypowiedzi obu legend Filadelfii wyraźnie się różni – Barkley postawił na bezpośrednią i pełną emocji krytykę, podczas gdy Erving zachował znacznie większy dystans i dyplomację – ich wniosek pozostaje taki sam. Nowo powstały superteam nie dostanie taryfy ulgowej tylko ze względu na wielkie nazwiska i osiągnięcia z przeszłości. Wysokie oczekiwania trzeba będzie jeszcze zamienić w rzeczywiste sukcesy.
W nowym sezonie LeBron James stanie przed prawdopodobnie ostatnim wielkim wyzwaniem w swojej karierze. Aby uciszyć krytyków pokroju Barkleya, on i jego nowi koledzy z 76ers będą musieli udowodnić swoją wartość w najważniejszych momentach sezonu. Czas wielkich deklaracji już się skończył. Teraz liczyć będzie już tylko to, co wydarzy się na parkiecie.










