Bez cienia wątpliwości zaskoczyli wszystkich i jeszcze wiele razy napsują faworytom krwi. Niewykluczone, że na pewnym etapie rywalizacji opadną z sił, stracą impet i wypadną z tego wyścigu w czołówce zachodniej konferencji. Z czego jednak wynika to, że dotychczas radzili sobie tak dobrze? 

Z bilansem 12-7 Utah Jazz są na 2. miejscu w tabeli zachodniej konferencji. Przegrali co prawda cztery z ostatnich sześciu meczów, ale biorąc pod uwagę, jak ciasno jest w czołówce, każdej drużynie przydarzyła się taka seria. Nie da się ukryć, że Jazz grają ponad swoje możliwości. Przed rozpoczęciem sezonu mówiło się o tym, że zespół ma zamiar tankować, by zmaksymalizować swoje szanse na wyciągnięcie w drafcie utalentowanego Victora Wembanyamy. Jednak początek sezonu podpowiada, że ambicje w drużynie są znacznie większe.

Nie wiemy, co na to Danny Ainge. Sternik ekipy z Salt Lake City rozpoczął przebudowę i chyba zupełnie niechcący stworzył na sezon 2022/23 zespół, który dobrze się rozumie i dobrze reaguje na polecenia młodego trenera Willa Hardy’ego. Ten 34-letni szkoleniowiec debiutuje w swojej roli. Uchodzi za jednego z najbardziej błyskotliwych trenerów młodego pokolenia i bardzo szybko to potwierdza. Wcale nie przeszkadza mu fakt, że ma wokół siebie starszych koszykarzy. Zespół ma do niego duży szacunek. 

Sytuacja na pewno Ainge’owi nie jest na rękę. Niewykluczone, że na pewnym etapie sezonu GM spotka się z Hardym, by raz jeszcze omówić z nim plan na pozostałą część rozgrywek. Albo nie będzie pytał go o zdanie i wytransferuje liderów – Mike’a Conleya oraz Jordana Clarksona. Ten pierwszy z powodu kontuzji lewej nogi przez jakiś czas będzie odpoczywał, co może wpłynąć na jakość gry Jazz po obu stronach parkietu. Za to ten drugi prezentuje się z bardzo dobrej strony, budując w ten sposób swoją pozycję na rynku transferowym. 

Istnieje bowiem bardzo duże prawdopodobieństwo, że Clarkson nie dogra tego sezonu w koszulce Jazz. W 19 meczach rozgrywek 2022/23 wychowanek Missouri notował na swoje konto średnio 19 punktów, 3,9 zbiórki i 4,6 asysty trafiając 42,8 FG% oraz 37,5 3PT%. Są dwie opcje dotyczące przyszłości Clarksona – albo zostanie wytransferowany w zamian za picki w drafcie, albo podpisze w Utah przedłużenie umowy i stanie się ważną częścią składu na kolejne lata. Warto zaznaczyć, że ma w kontrakcie opcję zawodnika za 14 milionów na sezon 2023/24.

Zatem w najgorszym wypadku Jazz stracą zawodnika latem przyszłego roku i jedyne, co w ten sposób zyskają to miejsce w salary-cap. Siłą rzeczy sprawa Clarksona jest dla Danny’ego Ainge’a niezwykle ważna. Na ten moment zawodnik stanowi fundamentalny element ofensywnych schematów Jazz. Jest bardzo często pierwszą opcją i dobrze czuje się w tej roli. Wiele akcji pozycyjnych jest rozrysowanych tak, by to właśnie dla Clarksona przygotować optymalną pozycję do rzutu. Will Hardy chce wykorzystać każdy atut, jaki ma. 

Naturalnie należy wspomnieć o Laurim Markkanenie. Fin po kilku nieudanych sezonach, w Utah rozwinął skrzydła. W 19 meczach notował na swoje konto średnio 22,4 punktu, 8,5 zbiórek i 2,4 asysty trafiając 53,9 FG% oraz 36,1 3PT%. W dotychczasowych meczach wyglądał jak All-Star i w dużej mierze jest to efekt jego współpracy z play-makerami oraz dobrego ustawiania zarówno do gry na obwodzie, jak i do gry bliżej kosza. Skrzydłowy jest jednym z największych wygranych przenosin do Utah trenera Hardy’ego. 

W grze obecnych Jazz widać podobieństwa do zespołu prowadzonego przez Quina Snydera. Nowy szkoleniowiec wykorzystał kilka cennych lekcji swojego poprzednika, zwłaszcza w obronie, gdzie zespół bardzo mocno ogranicza rzuty za trzy rywala. Jednocześnie chcą zadbać o to, by samemu egzekucji z dystansu nie zaniedbywać i w tym sezonie trafiają na średnio 37% skuteczności, co na ten moment jest 10. wynikiem w lidze. Jeśli mielibyśmy określić grę Utah Jazz jednym słowem, to moglibyśmy powiedzieć, że grają pragmatycznie. 

Rzucają średnio 115,4 punktu na sto posiadań, co jest 4. najlepszym wynikiem w NBA. Są na 8. miejscu w Net Rating, czyli różnicy pomiędzy punktami traconymi i punktami zdobywanymi na sto posiadań. Pod względem liczb wyglądają jak drużyna, która jest gotowa realnie włączyć się do walki o play-offy zachodniej konferencji. Oczywiście przy założeniu, że rotacja pozostanie bez zmian. Każda najmniejsza ingerencja Danny’ego Ainge’a w skład osobowy może powodować zawirowania, jakie wpłyną na efektywność gry zespołu. 

Szkoleniowiec ma co najmniej kilku graczy gotowych wziąć na siebie odpowiedzialność związaną z rozgrywaniem – Conleya, Clarksona, czy Malika Beasleya i Collina Sextona, którzy często stanowią uderzenie z ławki rezerwowych. Są na 7. miejscu w średniej liczbie asyst na mecz (27,5), a w poprzednim sezonie byli na 27 (22,7). Widać tutaj szkołę Gregga Popovicha, czyli przesuwanie piłki i cierpliwe szukanie, jak najlepszego rzutu. To wszystko sprawia, że Jazz grają koszykówkę kompleksową i jeszcze wiele razy nas w tym sezonie zaskoczą. Ale czy będą w stanie utrzymać się w czołówce zachodu? Można odnieść wrażenie, że wszystko leży w rękach Ainge’a i jego transferowych planów.