Po blisko pięć i pół roku na stanowisku generalnego managera, Vlade Divac przestanie piastować to stanowisko. Nie wiadomo tylko czy sam zrezygnował, czy też podziękował mu właściciel klubu Vivek Ranadive. Jego miejsce tymczasowo zajmie Joe Dumars po kilku latach niebytu w NBA.


Gwoździem do trumny byłego świetnego zawodnika okazała się gra zespołu w trakcie dogrywki sezonu w Orlando. Kings wygrali w niej tylko 3 z 8 spotkań i zakończyli na ostatnim miejscu w tabeli konferencji zachodniej wśród drużyn, które przyjechały na Florydę. To sprawiło, że po raz czternasty z rzędu nie zobaczymy drużyny z Sacramento w play-off, co jest najdłuższą taką serią wśród wszystkich zespołów NBA.

Divac przez ponad 5 lat na stanowisku przebudował drużynę według swojego pomysłu, ale nie udało mu się sprawić, żeby klątwa została zdjęta. A chociażby rok temu było blisko i wydawało się, że niewiele brakuje, aby zrobić ten kolejny kroczek potrzebny do awansu do najlepszej ósemki. Zabrakło jednak zdrowia, lepszych ruchów transferowych czy też na stanowisku trenerskim. Szczególnie w tym ostatnim aspekcie Kings robili zdecydowanie za często zmiany.

Po nieco ponad roku pracy Divac zwolnił ze stanowiska George’a Karla po tym jak ten w sezonie 2015/16 wygrał 33 spotkania. W jego miejsce zatrudniony został Dave Joerger, który chwilę wcześniej święcił triumfy z Memphis Grizzlies. Joerger utrzymał się na stanowisku przez trzy sezony i to on otarł się rok temu o play-offy, kończąc sezon z bilansem 39-43, najlepszym od lat. Potem jednak i jemu podziękowano, bo dostępna była wschodząca gwiazda trenerska – Luke Walton, któremu podziękowali Lakers. To jednak nie wystarczyło, bo Kings znów nie weszli do czołowej ósemki.

Divac też podejmował trudne decyzje związane z zawodnikami. Najpierw wybrał w drafcie 2015 roku z szóstym numerem Willie Cauley-Steina, mając w zespole będącego u szczytu swoich możliwości DeMarcusa Cousinsa. Gwoli ścisłości, w tym drafcie zdecydowanie niżej wybrany został choćby Devin Booker, Montrezl Harrell czy Josh Richardson. Następnie zrobił wymianę, przez którą był długo wyśmiewany. Oddał swój wybór w drafcie z 2017 roku do Philadelphia 76ers razem z kilkoma zawodnikami. Skończyło się to tym, że Sixers wybrali Jaysona Tatuma i oddali go do Celtics, a Kings pozostał De’Aaron Fox. Jego wybór się broni, ale na dzisiaj to Tatum jest zdecydowaniej wyżej w hierarchii ligowej.

Kolejny draft to kolejne dziwne decyzje. Z numerem 8 wybrany został Marquese Chriss tylko po to, żeby wymienić go za Georgiosa Papagiannisa z Phoenix Suns. O ile Papagiannis szybko stał się człowiekiem wyśmianym przez DeMarcusa Cousinsa na twitterze, to w ramach tej wymiany udało się pozyskać Bogdana Bogdanovicia. Ale żeby być dokładnym, to w drafcie dostępni jeszcze byli Domantas Sabonis, Caris LeVert, Pascal Siakam, Dejounte Murray czy Malcolm Brogdon.

W 2017 roku podjął kluczową decyzję, oddając do New Orleans Pelicans DeMarcusa Cousinsa. To był kluczowy moment przebudowy, bo oddany został kluczowy zawodnik Kings w poprzednich latach. Z tej wymiany Kings do dzisiaj został Buddy Hield i kolejny niewykorzystany wybór w drafcie. Wybrano wtedy Zacha Collinsa i oddano go do Blazers za Harry’ego Gilesa i Justina Jacksona. Z niższych miejsc do Divaca uśmiechają się Donovan Mitchell, Bam Adebayo, John Collins, Jarrett Allen, Kyle Kuzma czy Dillon Brooks.

Rok później Divac ponownie zaszalał. Miał w drafcie 2018 roku drugi wybór. Suns zabrali DeAndre Aytona i w grze pozostawało wielu wspaniałych zawodników. Wybrał Marvina Bagleya, który na razie słynie głównie z problemów zdrowotnych. Nie wybrał Luki Doncicia czy Trae Younga, bo nie chciał robić tłoku na obwodzie obok De’Aarona Foxa. Jak pokazują obecnie Oklahoma City Thunder, da się grać na trzech rozgrywających, więc pomysł bardzo słaby. Co prawda Doncic i Young wystarczają do krytyki Divaca, ale można jeszcze na liście dorzucić choćby Jarena Jacksona Jr’a, Collina Sextona, Shai Gilgeous-Alexandra, czy rewelację ostatnich tygodni Michaela Portera Jr’a. Już nawet nie chce mi się wspominać, że Divac wybrał w drugiej rundzie draftu Gary’ego Trenta Jr’a, obecnie kluczowego rezerwowego Blazers i oddał go do Portland za kilka wyborów w drugich rundach draftu.

Ta długa wyliczanka ma na celu jedno – pokazanie, że Divac nie umie wybierać w drafcie. Owszem, trafił mu się De’Aaron Fox, ale to raczej wyjątek potwierdzający regułę. W tej chwili stery tymczasowo przejmuje Joe Dumars, którego pierwszym celem ma być znalezienie nowego GM’a. Nie zdziwię się jednak jeśli to on będzie miał decydujący głos podczas najbliższego draftu, a potem podczas okresu wolnej agentury.

Okres pracy Divaca na pewno nie jest sukcesem. Ale okres od kiedy właścicielem klubu jest Ranadive to czas podejmowania złych decyzji. Także powyżej Divaca. Dlatego nie mam zaufania, że następne lata będą lepsze niż te poprzednie. Divac być może zamknął sobie już drogę do powrotu do NBA, ale może jeszcze kiedyś znajdzie się tak samo dziwny właściciel klubu, który mu jeszcze zaufa.


Subscribe
Powiadom o
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Jerzu
Jerzu
15 sierpnia 2020 11:28

Cały artykuł poświęcony został zasłużonej krytyce zarządzeń Divaca. Jednak nawet tu pierwsze skrzypce w braku profesjonalizmu i zwykłej kultury osobistej gra DMC. Koleś jest skończony i chyba nikt go nie może żałować. W moim rankingu to najbardziej obmierzła postać, jaka pojawiła się w NBA moich czasów.

dennisthemenace
dennisthemenace
15 sierpnia 2020 13:24
Odpowiedz  Jerzu

W punkt.