Po raz kolejny się nie udało. W Portland wielkie rozczarowanie, które może spowodować, że w zespole nastąpią bardzo konkretne zmiany. Posada trenera Terry’ego Stottsa wisi na włosku, a bardzo niepewnie wobec swojej przyszłości wypowiadał się także Damian Lillard. 


Jeszcze niedawno Damian Lillard zapewniał o swojej lojalności wobec Portland Trail Blazers. Zespół w sezon 2020/21 wkroczył jako drużyna mająca ambicje do walki z najlepszymi. Nie byli mimo wszystko stawiani w gronie faworytów. Mimo to w starciu z osłabionymi Denver Nuggets dostali konkretną szansę. Koniec końców przegrali po sześciu meczach i kolejny rok z rzędu muszą przełknąć bardzo gorzką pigułkę. Czy dla Lillard to nie za duży ciężar? 

Dame wziął udział w konferencji prasowej zaraz po zakończeniu pierwszej rundy i został spytany m.in. o to czy odnosi wrażenie, że to coś więcej niż tylko koniec serii. – Nie mam pojęcia – przyznał. – Miałem bardzo dobre lato ubiegłego roku. Odpowiednio się przygotowałem do tego sezonu. W jego trakcie miałem kilka problemów osobistych. Sezon regularny zamknęliśmy tak, jak sobie tego życzyłem i do play-offów przystąpiłem gotowy do walki – dodaje. 

Blazers uniknęli turnieju play-in i zaczynali play-offy naładowani pozytywną energią. Rozczarowujący koniec tej historii sprawia, że Lillard musi sobie wszystko dobrze przemyśleć. Próbował brać drużynę na własne barki, lecz dobrze zorganizowany atak Denver Nuggets miał po prostu więcej jakości. – Na razie nie myślałem o tym, co dalej. Myślę jeszcze o tym, co się wydarzyło teraz – przyznał lider zespołu z Oregonu. Co na to kibice Blazers?

Czy w Portland powinni się obawiać o przyszłość swojej gwiazdy? De facto Dame na rynek wolnych agentów trafi dopiero w… 2025, gdyż podpisał przedłużenie kontraktu, które wchodzi w życie od następnego sezonu. Jednak dotąd PTB nie byli w stanie zapewnić mu drużyny nie pozostawiającej wątpliwości, co do swoich szans. To może kosztować posadę zarówno generalnego menadżera Neila Olsheya, jak i trenera Terry’ego Stottsa, o którego zwolnieni umówiło się już wiele razy.

Przegraliśmy z drużyną, która grała bez swojego podstawowego rozgrywającego – Jamala Murraya i rzucającego obrońcy – Willa Bartona. Najwyraźniej nie dysponujemy zespołem, który ma wystarczająco duży potencjał – mówił Lillard w odpowiedzi na pytanie dotyczące potencjalnych zmian w składzie. Te niewątpliwie nastąpią i mogą być znaczące, jeśli drużynę przejmie nowy GM. Zatem nad dalszymi losami Blazers stoi duży znak zapytania.






1 KOMENTARZ

  1. Lillard dwoił się i troił ,to jeden z najbardziej stabilnych zawodników w lidze i na pewno sobie nie może nic zarzucić .Chyba pora na niego ,jasne może zostać ale wtedy pewnie tytuł pozostanie w strefie marzeń a z drugiej strony był przecież blisko ,ten klasyk (bo to automatyczny klasyk ,mecz nr 5 )mógł zakończyć się pomyślnie dla nich to może i dziś oni cieszyli by się z awansu .Jeśli jednak odejdzie gdzieś to ta ekipa mega się wzmocni.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here