Steve Nash uważa, że zasługuje na stanowisko pierwszego trenera Nets. Wielu analityków i obserwatorów kwestionuje jednak jego kwalifikacje i wątpi w sukces Brooklynu. Pewny swego Nash nie przejmuje się jednak krytyką.

Zdaniem Kanadyjczyka, ogromne doświadczenie zawodnicze przygotowało go na to wyzwanie doskonale.

Mogę zaoferować mocne strony i cechy, na których zbudowałem swoją karierę” – powiedział Nash w Nets Daily. „Myślę, że potrafię dotrzeć do zawodników na różnych poziomach kariery. Tak jak wielu zawodników zostałem wybrany w pierwszej rundzie draftu, później miewałem słabsze okresy, jednak ostatecznie udało mi się odnieść indywidualne sukcesy. Potrafię być wsparciem dla zawodników z całego świata. Wiem jak budować więzi i potrafię przewodzić grupie. Uważam, że między innymi z tego powodu powierzono mi funkcję trenera”.

Trudno się z nowym trenerem Nets nie zgodzić. Z drugiej jednak strony, ciężko uciec od faktu, że nie ma żadnego doświadczenia jako główny trener w NBA. Mało tego, Nash doświadczenia trenerskiego nie ma żadnego. Przed objęciem drużyny Brooklynu był wyłącznie doradcą w Golden State Warriors.

Zatrudnienie Kanadyjczyka nie jest jednak wydarzeniem bezprecedensowym. W ostatnich latach sukcesy święcili trenerzy, którzy doświadczenia trenerskiego nie mieli w ogóle. W swoim debiutanckim sezonie Steve Kerr zdobył mistrzostwo z drużyną Warriors. Dokładnie tego samego dokonał z Cleveland Tyronn Lue. Doświadczenia na poziomie NBA nie miał także Nick Nurse, jednak nie przeszkodziło mu to w wywalczeniu mistrzostwa z Toronto Raptors. W przeciwieństwie do Nasha, Kerra i Lue Nurse nawet w NBA nie grał.

Bez dwóch zdań Nash ma narzędzia niezbędne do odniesienia sukcesu w każdej drużynie NBA, jednak czy naszpikowana gwiazdami drużyna Nets to dobre miejsce na trenerski debiut? Czy presja wyniku nie jest zbyt duża? Sezon 2020/21 przyniesie odpowiedź na to i wiele innych pytań.