Podopieczni Gregga Popovicha po wczorajszym spotkaniu pożegnali się z fazą play-offs. Olbrzymiego bólu wśród zgromadzonych na hali nie wywołała jednak bezwzględna eliminacja przez zespół przyjezdnych, a gest jednego z zawodników, Manu Ginobiliego. Czy zeszłej nocy byliśmy świadkami pożegnania współautora wieloletniej potęgi San Antonio Spurs?


Przez ostatnie kilka lat dziennikarze kilkukrotnie mówili o możliwym zejściu ze sceny Manu Ginobiliego. Podkreślano przy tym jego wiek, słabnącą rolę w zespole czy konieczność zakończenia kiedyś ery Wielkiej Trójki. Mimo to Argentyńczyk pozostał nieugięty i każdego kolejnego roku ogłaszał kontynuację swojej niezwykle udanej kariery. Nie przekonało go ani wielkie odejscie po zdobyciu pierścienia, ani nawet zawieszenie butów na kołku przez Tim Duncana. I tak wraz z rozpoczęciem tegorocznej fazy play-offs znowu nadeszła pora plotek dotyczących jego osoby, jednakże Manu postawił wtedy sprawę jasno- Nie wypowiadałem się jeszcze na ten temat i nie zamierzam. Pytaliście mnie o to chyba ze 40 razy. Ja jednak jeszcze nie myślałem o tym i nie zdecydował czy tak lub nie. Powiem o tym, gdy będę gotowy.

Ponadto dodał, że jego na jego decyzję nie będzie miał wpływu ostateczny rezultat Spurs podczas fazy play-offs.

– Zwycięstwo czy porażka nie ma tutaj najmniejszego znaczenia, wszystko rozstrzygnie się w mojej głowie.

Tym samym Argentyńczyk wylał miód na skołatane serca kibiców Ostróg, dla których Manu, mimo wieku wciąż jest jednym z liderów zespołu. Pokazała to chociażby niedawno skończona seria z Warriors, gdzie obrońca Spurs wyglądał jakby nie dotyczył go proces starzenia. Profesorska gra na koźle, niesamowity przegląd pola, uznany przez wielu eurostep i ten pass pomiędzy nogami Davida Westa. To był właśnie ten Ginobili, którego podziwiał oraz naśladował James Harden i ten, który przed kilkoma laty wznosił statuetkę dla najlepszego rezerwowego roku.

Kiedy na dwie minuty przed końcem spotkania Warriors- Spurs, Gregg Popovich podjął decyzję by zdjąć z boiska Manu, całe AT&T Center postanowiło postanowiło odprowadzić go do ławki rezerwowych owacjami na stojąco.

Po upłynięciu regulaminowego czasu gry zawodnik pocałował pięść i wskazał palcem na niebo. Następnie jak gdyby nigdy nic schował się w ciemnościach tunelu prowadzącego do szatni.

To była niezwykle wzruszająca scena. Nie ma chyba nic gorszego niż pożegnania, a na taką wiadomość wskazywał właśnie gest Ginobiliego, legendy NBA, która mimo ograniczonej roli wciąż świeci tym samym blaskiem.

Jestem fanem Manu Ginobiliego– powiedział Stephen CurryMógłbyś mówić jak wiele znaczy dla tej organizacji, dla tego miasta. Oczywiście jest on prawdziwym mistrzem. Sposób w jaki się porusza sprawia, że nie masz innego wyjścia jak tylko pokochać jego grę. Jego kreatywność, pasję jaką pokazuje każdego wieczoru. On po prostu zrobił wiele dobrego dla tej gry.

Mimo dosyć jasnych sygnałów pożegnania dziennikarze chcieli usłyszeć o oficjalnym odejściu na emeryturę od samego zawodnika. Ginobili jednak jak co roku pozostawił sprawę otwartą.

– Oczywiście jestem tego coraz bliżej- to z pewnością nie jest żaden sekret– powiedział Ginobili– To staje się coraz bardziej trudniejsze. Zawsze jednak mówiłem, że chciałbym, aby nastąpiło to po upłynięciu jakiś trzech, czterech, tygodni. Cokolwiek. Usiądę wtedy z żoną  i zobaczę jak się z tym czuję. Cokolwiek zdecyduję się zrobić, będę szczęśliwym obozowiczem. Muszę wybrać pomiędzy dwoma wspaniałymi, naprawdę wspaniałymi wariantami.

Jednym z nich jest dalsza gra w tej lidze, w tym wieku ciesząc się nią codziennie i uprawiając sport, który wciąż kocham nad życie. Drugim wariantem jest pozostanie w domu, bycie tatą, częste podróże i cieszenie się moją rodziną. Mam wspaniałą rodzinę i spędzam z nimi czas. Cokolwiek to jest są to dwie niewiarygodne opcje. Nie mogę się smucić, cokolwiek zdecyduję.

Całą sytuację skomentował też jak zwykle bezbłędny Gregg Popovich.

-Przed meczem, myślisz że może to być lub nie, ostatnie spotkanie w jego wykonaniu. Nie chciałem przegapić okazji, aby uhonorować go przed naszymi fanami za jego bezinteresowność przez te wszystkie lata. Chodzi mi o to, że jest Hall-of Famerem, który pozwolił mi bym korzystał z jego usług z ławki rezerwowych. To sprawiło, że staliśmy się ogólnie lepszym zespołem. (…) Oczywiście to duży powód naszego sukcesu. On zasługuje tej nocy na szacunek. On naprawdę czuje, że doceniamy to wszystko co zrobił dla nas przez te wszystkie lata- powiedział szkoleniowiec- Jeśli się zdecyduje to ponownie zagra, to zależy od niego. Ale nie będę starał się przekonać go w ten czy inny sposób. Nie sądzę, żeby tego potrzebował.

Do tej pory szkoleniowiec nie dał tak wyraźnie wolnej ręki swojemu podopiecznemu, co w jego wykonaniu wydaje się być dosyć niespotykane. Czy ta wypowiedź wpłynie na decyzję Manu?

Durant: Stuprocentowo dobra decyzja

Subscribe
Powiadom o
7 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Cikos
Cikos
23 maja 2017 22:59

Kozak jakich mało….

Drexler
Drexler
24 maja 2017 06:21

Czy ja wiem ze mało?Takich kozaków troche jest.Malo to jest naszczęście przereklamowanych pseudo gwiazd jak płaczek czy currry lub harden

Johny
Johny
24 maja 2017 09:47
Odpowiedz  Drexler

Płaczek jest tylko jeden. Chwilowo mieszka w Cleveland i ma imię składające się z dwóch imion. Przypadek ? Nie sądzę:)

cormac
cormac
24 maja 2017 10:37
Odpowiedz  Drexler

dawniej SAS oglądałem dla Manu – jakieś super wejście pod kosz czy extra podanie to była codzienność, teraz oczywiście jest tego mniej ale np. ten koziołek pod nogami Westa w 3 meczu to cały Manu… artysta

czasem czytam o koszu
czasem czytam o koszu
24 maja 2017 23:52
Odpowiedz  Drexler

To jedyny zawodnik na tej planecie który ma mistrza NBA, złoto olimpijskie i mistrzostwo euroligi! To jest Kozak!!!

Bartek
Bartek
24 maja 2017 09:21

Wielki zawodnik. Cieszę się, że miałem okazję oglądać jego grę.

Grzegorz Es
Grzegorz Es
24 maja 2017 23:52

Wiele sukcesów w drużynie San Antonio, nie jeden chciałby mieć takie dossier, mimo że właściwie prawie zawsze rezerwowy.
Ale chyba największy triumf jednak to złoty medal na IO2004 Argentyny po wygranej w półfinale z USA.