Już dzisiaj reprezentacje Polski i Finlandii zmierzą się w kolejnym meczu turnieju Mistrzostw Europy. Dla biało-czerwonych to bardzo ważna rywalizacja, bo po zwycięstwie z Islandią – teraz muszą potwierdzić, że są gotowi postawić się drużynie ze znacznie wyższej półki. Nie wiadomo jeszcze, co z kontuzjowanym Lauri Markkanenem.


Wysoki reprezentacji gospodarzy jest objawieniem turnieju w Helsinkach. W ostatnich sekundach wczorajszego meczu ze Słowenią, to właśnie do nowego gracza Chicago Bulls trafiła piłka, gdy zespół potrzebował celnej próby za trzy. Wcześniej Anthony Randolph wyprowadził Słoweńców na 3-punktowe prowadzenie, więc Finowie by przedłużyć mecz o kolejne 5 minut, musieli trafić z dystansu. Markkanen złapał piłkę w lewym rogu, przesunął się za linię trzech i oddał rzut, który ostatecznie okazał się niecelny. Wcześniej Markkanen nadepnął na linię boczną.

Przy tej próbie zawodnik doznał niestety kontuzji nogi. Nie był w stanie o własnych siłach zejść do szatni. Finowie wstrzymali oddech, a Lauri z frustracji uderzył w parkiet. Niemal natychmiast pojawił się temat jego dalszych występów na EuroBaskecie. Kilka godzin po zakończeniu meczu, różne źródła informowały, że kontuzja nie jest tak poważna, jak można sądzić i Markkanen będzie gotowy do gry na wieczorne spotkanie z reprezentacją Polski.

Obie ekipy mają taki sam bilans (1-1), więc w pogoni za zwycięstwem powinni zostawić na parkiecie całe serce. Markkanen w meczu ze Słowenią zanotował 24 punkty i 7 zbiórek. W swoim jedynym sezonie w Arizonie notował średnio 15,6 punkty i 7,2 zbiórki. Kto wie – może Bulls trafili z wysokim tak, jak kilka lat temu New York Knicks trafili z Kristapsem Porzingisem? Przed Laurim bez wątpienia interesująca przyszłość.

Taylor: Islandia grała jak w domu


Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments