W koszykówce, jak w życiu, są niepisane zasady, których się nie łamie. Tak jak nie podrywa się żony przyjaciela, tak samo nie podstawia się specjalnie nogi zawodnikowi, który właśnie wyskoczył, albo nie fauluje się z zamiarem zrobienia komuś krzywdy. Niepisane zasady dotyczą także rywalizacji sportowej. Ich złamanie naraża nas na krytykę, dezaprobatę, a czasem nawet wykluczenie z danego środowiska. Czy Kevin Durant złamał właśnie niepisaną zasadę w NBA? Jak historia zapamięta jego przejście do Golden State Warriors?

jordan-pistons W 1990 roku Chicago Bulls przegrali drugi z rzędu finał konferencji wschodniej z Detroit Pistons. Michaelowi Jordanowi przez myśl nie przeszło, aby przestać się męczyć i przeprowadzić do stanu Michigan. Gdyby ktoś go wtedy o to zapytał, w najlepszym przypadku, zignorowałby rozmówcę. Dlaczego? Bo takim pytaniem poczułby się obrażony. Takie samo wrażenie mieliby rywalizujący ze sobą Larry Bird i Magic Johnson. Odwieczni rywale z legendarnych Boston Celtics i Los Angeles Lakers.

Piszę o tym, ponieważ to ważne, aby zrozumieć, kto w ocenie wielu osób nadał ton lidze. To za ich karier i w dużej mierze dzięki nim NBA stała się najlepszą ligą świata. To oni ustalili standardy i niepisane zasady, których większość przetrwała do dziś.

Jedną z tych zasad był duch rywalizacji największych gwiazd NBA. Jordan nie przeszedł do Pistons, a Charles Barkley do Bulls. Zasada była prosta, jeśli chcesz być liderem – „superstarem” i mistrzem, to wokół ciebie ma powstać drużyna, która to osiągnie.

Jeśli jednak sięgniemy dalej do historii, to znajdziemy przypadki, kiedy gwiazdy NBA przechodziły do mocniejszych klubów. Wilt Chamberlain z 76ers do Lakers, Kareem AbdulJabbar z Bucks do Lakers albo Moses Malone z Rockets do Sixers. Nawet w ostatnich 20 latach zdarzało się to częściej niż tylko „the decisionLeBrona Jamesa z 2010 roku. Shaquille O’Neal opuścił Orlando, aby zdobyć trzy mistrzostwa z Lakers, a Kevin Garnett zostawił Wolves na rzecz Celtics.

Większą akceptacją cieszyły się jednak transfery gwiazd, które przez lata próbowały sięgnąć po mistrzostwo w drużynie budowanej wokół nich, a dopiero potem, najczęściej po 30-stce, decydowały się na taki ruch. Tak jak w przypadku Clyde’a Drexlera (z Blazers do Rockets) czy nieudanej próbie dołączenia do Houston przez Barkleya.

Koniec romantyzmu

Krzysztof Sendecki, dziś radio TOK FM, a wcześniej m.in. komentator koszykówki w Orange sport, napisał na Twitterze: Czasy romantyzmu skończyły się na panach Magic/Larry/MJ, a od „Decyzji” LeBrona wolno już wszystko 😉

I nawet jeśli uznamy Michaela Jordana za wyznacznik, a Kobe Bryanta za kontynuatora tradycji, to niestety ma sporo racji. LeBron, który skrzyknął się z dwoma innymi gwiazdami NBA, że teraz zbudują razem drużynę mistrzowską w Miami, złamał tę zasadę. Dziś już nie pamiętamy, ale szczególnie forma „the decision” była żenująca. LBJ nie zrobił jednak tego, co właśnie uczynił Kevin Durant. LeBron, Wade i Bosh rozpoczęli wspólnie budowę drużyny od zera. Szybko się przekonali, że bez zawodników o określonych rolach i wartościowych zmienników oraz sprawnie działającego systemu gry, łatwo mistrzostwa nie zdobędą. Dopięli jednak swego i nikt im ich mistrzowskich pierścieni nie odbierze.

Ucieczka od odpowiedzialności

W ocenie wielu osób Durant postąpił jeszcze gorzej niż LeBron, bo dołącza do drużyny, która została już zbudowana. Przychodzi na gotowe. Oczywiście, teraz czekają Warriors zmiany nie tylko kadrowe, ale też w systemie grania, ale to mistrzowie NBA z 2015 roku, wicemistrzowie z 2016 i najlepsza drużyna w historii, która wygrała w tym sezonie 73 z 82 meczów. Durant dołącza do drużyny Curry’ego, Thompsona i Greena. Nie buduje z nimi od zera. To spora różnica.

KD to obok LeBrona i Stepha największa gwiazda NBA i zamiast walczyć z OKC lub podjąć próbę budowania mistrzowskiej drużyny np. w Nowym Jorku, on idzie na łatwiznę i ucieka od odpowiedzialności, bo w przypadku przegranej oczy będą zwrócone na Curry’ego – to jego zespół.

Trudno to inaczej odebrać. Durant gra w NBA od dziewięciu lat, a we wrześniu skończy dopiero 28 lat. Nie jest weteranem, który niedługo zakończy karierę. Jest czterokrotnym królem strzelców NBA, MVP sezonu zasadniczego 2013/14, mistrzem olimpijskim i mistrzem świata. Jeśli podejmuje decyzję o dołączeniu do zespołu, który mimo prowadzenia Thunder 3-1 w finale konferencji zdołał pokonać jego zespół 4-3, to można to odebrać jak próbę wycofania się z ogromnej odpowiedzialności.

Internet nie zapomina

W lipcu 2010 roku Kevin Durant pisał na Twitterze na temat rywalizacji z Heat i Lakers, w których każdy chciał wtedy grać. Ten cytat szybko został mu przypomniany.

Albo mistrzem albo nikim?!

Jeff Van Gundy słusznie zauważył, że dziennikarze i kibice mają dziś ogromne oczekiwania, a dzięki mediom społecznościowym często radykalne stwierdzenia nadają ton dyskusjom. Wytworzona została atmosfera, gdzie liczy się tylko mistrzostwo, a wszyscy inni to przegrani. Być może zawodnicy też zaczęli czuć tę presję i dążyć do zdobycia pierścieni za wszelką cenę.

Kiedyś nikt nie powiedziałby, że Charles Barkley, Patrick Ewing czy Karl Malone i John Stockton nie są wybitni, bo nie zdobyli mistrzostwa. Owszem, nie zdobyli, ale są to wielcy koszykarze – legendy.

W NBA jest 30 drużyn i tylko jedna co roku wygrywa mistrzostwo. Czy to znaczy, że pozostałe 29 powinno spisać sezon na straty? Oczywiście, że nie. Celem każdego jest progres, bycie lepszym, ale trzeba pamiętać o realiach i sytuacji w jakiej się jest. Durant miał swoje powody, aby opuścić OKC, ale przejście do Warriors odebrano zostało jako jego słabość.

Warriors pewniakiem do mistrzostwa?

Na pewno będą liderem u bukmacherów, ale koszykówka jest zbyt skomplikowana, zbyt wiele czynników wpływa na wynik końcowy, aby mówić, że mistrzostwo w 2017 roku mają w kieszeni. Presja będzie ogromna, a jedna kontuzja może zniszczyć wszystko.

Poza tym bardzo ciekawe, jak Steve Kerr wkomponuje do gry Warriors Duranta, bo wciąż jego gracze będą mieli tylko jedną piłkę do dyspozycji. Jeśli jednak uda się zdobyć tytuł, to czy będzie smakować tak samo, jakby zrobił to z inną drużyną i w innych okolicznościach?

KD jest sobą

Nic nie zmieni tego, że Kevin Durant jest jednym z najlepszych koszykarzy NBA w XXI wieku. Był czterokrotnym królem strzelców, MVP sezonu zasadniczego i grał w finale NBA. Spędził wspaniałe osiem lat w Oklahoma City (pierwszy rok w Seattle) i być może zrobił dla tego miasta więcej niż ktokolwiek wcześniej. Jego aktywność i praca dla lokalnej społeczności jest nie do przecenienia. Tego nie wolno zapominać. Durant, tak jak zresztą LeBron, należy do grupy zawodników określanych mianem „nice guys”, czyli miłych, przyjacielskich, otwartych, po prostu pozytywnych. W 2011 roku w szatni w Los Angeles przed meczem z Lakers, kiedy dziennikarze przestali już zadawać pytania, spytał mnie skąd jestem, co tu robię itd. Nie musiał, ale chciał być miły, bo taki właśnie jest.

Podobno jedną z rzeczy, których obawiał się najbardziej przed podjęciem decyzji był „hejt”, który wiedział, że go spotka. Po Westbrooku by to spłynęło. Po nim nie.

Historia oceni

Można mówić, że Durant złamał niepisaną zasadę. Poszedł inną drogą niż ta, którą wytyczyły legendy NBA. Zrobił jednak to, co uznał, że w danej chwili będzie dla niego najlepsze. Zamknął jeden rozdział, aby otworzyć zupełnie nowy. Jeśli zdobędzie mistrzostwo, to sam odpowie sobie na pytanie, czy o to mu właśnie chodziło? A może za rok zobaczymy go w zupełnie innej drużynie? Durant idzie swoją ścieżką i być może, kiedyś będziemy mówić, że to LeBron i Durant wyznaczyli nowe zasady. Na razie KD realizuje swoje motto, które ma w opisie na Twitterze: I AM ME, I DO ME, AND I CHILL.

Są sądzisz o decyzji Kevina Duranta?

View Results

Loading ... Loading ...



Poprzedni artykułTBL: Piotr Stelmach wraca do Koszalina
Następny artykułNBA: Wade wraca do Chicago!
Założył PROBASKET w 2001 roku. Pisał o koszykówce w Dzienniku Metro i Onet.pl. Od 12 roku życia trenował kosza. Studiował w USA, gdzie grał z drużyną Junior College'u w mistrzostwach Stanów Zjednoczonych. Po powrocie do Polski przez cztery lata był trenerem na poziomie kadetów i juniorów. Skomentował ponad 100 meczów NBA i WNBA w Orange sport i Canal+ Sport oraz Igrzyska Olimpijskie w nSport HD. W latach 2013-2016 pełnił rolę rzecznika prasowego reprezentacji Polski koszykarzy. Był z kadrą na dwóch EuroBasketach - współtworzył projekt Kosz Kadra. Przez sześć lat w Polskiej Lidze Koszykówki wdrażał strategię komunikacji (WWW, video i Social Media). Jest specjalistą w dziedzinie Public Relations oraz Marketingu w sporcie.

72 KOMENTARZE

  1. Warto wspomnieć o przeciekach mówiących dlaczego KD opuścił OKC. Ponoć dał rok Donovanowi aby ten zmienił styl gry Thunder, który mu zdecydowanie nie pasował. Kolejnym czynnikiem była gra u boku Russa, nie raz było widać frustrację Kevina na parkiecie po forsowaniu RW00.

    • Tak tylko można zauważyć że w tym sezonie OKC poczyniło progres RW zmienił styl a OKC było w czołówce, trener też musiał poświęcić przynajmniej pół sezonu aby rozeznać się jak to jest w NBA teraz pozyskali Oladipo, wzmocnili by ławkę jeszcze przed sezonem i skład mają na misia. KD w tym sezonie niczym szczególnym nie zasłyną miał dobre jak i bardzo złe mecze.

  2. Tak zdecydowanie tak. Durant uciekł od odpowiedzialności. Po prostu stwierdził, że nie da rady poprowadzić OKC do mistrza tak jak Lebron cavs czy miami. Lecz jedno mistrzostwo zdobyte z OKC było by więcej warte niż 4 z GSW, ale to tylko moje zdanie. Jego ewentualne tytuły z GSW będą mało warte a jego Legacy zostało poważnie naruszone. Nie będzie można stawiać go obok najlepszych…

    • A LeBron to co zrobił jak przeszedł z Cavs do Miami? Nie uciekł od odpowiedzialności? Hipokryta z Ciebie.

    • LeBron odszedł do Miami, bo dawał z siebie wszystko a nie mógł zdobyć mistrzostwa. Grał tam sam, bo nie było nikogo, kto mógł by go odciążyć, wziąć piłkę na kozioł i przesądzać o wynikach meczy. Varejao, Mo Williams, J.J Hickson, Ilgauskas, Delonte West, itd. Takich zawodników miał wtedy LeBron. W OKC żaden z nich nie grał by w pierwszym składzie, podobnie jak i w dzisiejszych Cavs. Byli to po prostu bardzo przeciętni zawodnicy, nadający się tylko na ławę. Durant natomiast w OKC miał Hardena, który wtedy siedział na ławie a teraz jest liderem Rockets, Reggie Williams, który jest liderem w Pistons i oczywiście Westbrook i Ibaka, z którymi grał do momentu podjęcia decyzji o odejściu. Tak więc mówiąc krótko Durant w OKC miał możliwość zdobycia mistrza, natomiast LeBron takiej możliwości nie miał.

    • Tak tak i z cienisami takiego pokroju doszedł do finału NBA zupełnym przypadkiem ?

    • No to jest właśnie zasługą Jamesa. Reszta jedynie po podaniach ze stojących pozycji trafiali na obwodzie i to wszystko. Zero dodatkowych umiejętności. W sumie nie było się czego spodziewać po tego pokroju zawodnikach. Wiem bo oglądałem i przykro było patrzeć. Podobnie było w finałach 2015.

    • ekhem… po pierwsze, to z tymi „cieniasami” nie doszedł do finału NBA, technicznie rzecz biorąc 🙂 Z graczami wyżej wymienionymi była druga runda i potyczki z Celtics (ze swoimi Big3- prawdziwymi finalistami NBA) i finał konf. z Orlando. Także komentarz tak śmieszny, jak i oderwany od rzeczywistości 😀

      Ale skoro już wspomniałeś skład CAVS z fianłów z San Antonio to prezentował sie on następująco:
      Shannon Brown, D. Gibson, D. Gooden, L. Hughes, Big Z, LBJ, Damon i Dwayne jones, D. Marshall, I. Newble, A. Pavlovic, S. Pollard, E. Snow, Andy Varejao, D. Wesley

      Próżno tam szukać D.Westa, albo JJ’a, nawet Mo nie było 🙂

    • Ale ja nie wymieniałem składu z finału z 2007. Chciałem mniej więcej przytoczyć z jakimi graczami grał LBJ przez 7 pierwszych sezonów CC. Skoro już przytoczyłeś skład z finału 2007 to sam zobacz jakie otoczenie miał LeBron. Porównaj to sobie z Duncanem, Parkerem, Ginobilim i Popovichem na ławce trenerskiej w SAS.

    • to było do spree8, tylko mi tak PB dziwnie wyświetlił 🙂 Przecież ja sie z Tobą zgadzam Rad23 😀

    • Ja to nie rozumiem tego calkowicie. Lebrona to tak nosicie na rekach ze nie wiem. A co takiego mial Durant w Okc? Zarzad ktory mimo ze mial zespol o nieskonczonych mozliwosciach co nie umial zrobic kroku naprzod. Oddali Hardena za bezcen kiedy byli bliscy mistrzostwa. Przez tyle lat nie umieli zatrudnic trenera ktory bedzie umial zrobic porzadek. I punkt kulminacyjny. Kogo mial KD w okc? Westbrooka, szalonego jezdzca bez glowy, ktory w najwazniejszym momencie sezonu potrafil na sile samemu rzucac i zaliczyc airballa. Okc mialo tyle lat na zbudowanie prawdziwej potegi a caly czas stalo w miejscu. Przestancie bronic tego Lebrona, bo to jest smieszne. On moze a reszta ligi nie moze…

    • Twoje argumenty są baardzo naciagane. Hardenowi kończył sie kontrakt pierwszoroczniaka i zespół nie mógł dać Jamesowi i Ibace (chyba on też miał koniec kontraktu wtedy, poprawcie, jeśli pamiec mnie zawodzi) wiecej pieniędzy bo by przekroczyli znacznie salary cap. Musieli wiec z kogoś zrezygnować a Harden miał do tego „finały widmo” z Miami, gdzie totalnie sie spalił i to zaważyło.

      Druga sprawa- Westbrook jest taki jechany i uważany za „punkt kulminacyjny” a nikt juz nie pamięta co ten człowiek z siebie dawał w poprzednim sezonie, ajk Durant miał kontuzję i jak ciagnąl zespół do PO. Ludzie nazywali go wtedy pewnym kandydatem do MVP obok Curry’ego i Hardena. A teraz jest „be”…

      I teraz pytanie- czy zespół, który przegrywa finały konf. 3-4 takze w dużej mierze przez forsowanie rzutów przez… Duranta! to jest słaby zespół? Bo piszesz, że OKC nie mogli zbudować potęgi zespołu a tu wyniki mówia same za siebie- przez ostatnie sześć lat OKC raz nie bło w PO(rok temu) i raz odpadli w 1r.(2010). Reszta lat to raz druga runda i cztery finały konferencji, jeden wygrany i wicemistrzostwo NBA.

      Jeśli to dla ciebie nie jest potężna ekipa, to ja nie wiem jaka drużyna obecnie w NBA (oprocz nowopowstałych GSW) jest potężna 😀

    • …James grzał się u boku chłopaków w Miami to dobrze, chłopak płakał bo przegrał finał i poleciał na Florydę…potem zobaczył że w Miami już nic nie ugra po klęsce w kolejnym finale i wrócił….bo wiedział że zrobią mu drużynę co najmniej na finał ligi…na wschodzi nie ma z kim nawet napiąć mięśni bo grają tam ekipy słabe jak cholera, więc finał pewny..wystarczy tylko pokonać jakąś umęczoną drużynę z zachodu i mistrz….Durant idzie tą samą drogą.

    • Czy ty masz chłopie jakiś kompleks wobec Jamesa? Bo piszesz takie bzdury, że ciężko przejść obok tego obojętnie.
      Tak ciężko Ci przyznać się przed samym sobie, że jest od lat najlepszym koszykarzem świata. Sprawdź sobie statystyki jak grał w Miami i zobacz kto ciągnął tą drużynę.
      Każdy twój wpis na jego temat to brak rzetelnej opinii tylko sam hejt. Nie lubisz go, ok, ale umiejszając jego wyniki potwierdzasz swoją małą wiedzę na temat koszykówki.

    • może i mam bo nie gram jak on..szkoda kurka szkoda….mnie tylko wkurza że po tym niby cudnie wygranym finale kibice Cavs widzą w nim boga,a jak było 3 – 1 dla.. to pisali że jednak nie jest wielkim liderem i że tyle już finałów przegrał…jeszcze się finał nie zakończył….piszę tylko że king zrobił tak jak Kevin ,a dziś jest cudem świata…może sie nie znam na koszykówce jak Ty, może…ale piszę to co uważam super znawco..będę śledził Twoje wpisy może się coś nauczę.

    • Jest roznica dolaczyc do zrobionej druzyny a dolaczac dodruzyn ktora sie bedzie robic? Jak jej nie widzisz to nie ma z toba o czym dyskutowac..

    • Zgodzę się z stwierdzeniem, że gdyby zdobył z OKC tytuł byłby inaczej odbierany niż pierdyliard tytułów z „Space Jam Warriors”. Spójrzmy na Nowitzkiego – jeden tylko tytuł i z bardzo dobrego zawodnika stał się legendą na zawsze.

    • Nic nie wytłumaczyłeś i nie wiesz jaka była sytuacja. Tłumacząc to w banalny sposób że po prostu sobie odszedł. LeBron był w zupełnie innej sytuacji niż Durant. Wierzenie że sam James dociągnie wtedy Cavs do mistrzostwa było absurdem i błędem w tworzeniu drużyny przez złe decyzje właściciela oraz zły dobór trenera.
      Trafiając w finale na SAS nie mieli szans. Podobnie było z Bostonem z big3 czy Orlando. OKC byli gotową drużyną pod mistrzostwo. Tego szczęścia James nie miał. Jeśli nie ma się szczęścia w drafcie tak jak OKC czy GSW to nie zbuduje się drużyny bez dobrych transferów. A tych w CC po prostu nie było. Piszerz że LeBron jest słabym liderem natomiast Wade to lider wybitny. Kto w takim razie w MH był liderem? Wade? Twój komentarz to nieuzasadniony hejt w stronę LeBrona i nic więcej.

    • W pierwszym okresie CC James był liderem w złym tego słowa znaczeniu. Wykręcał niesamowite statystyki, lecz nic to nie dawało. Mistrza takim graniem nie zdobył. Jednak przechodząc do Miami, stał się prawdziwym liderem, który bierze odpowiedzialność na siebie. Miami miało wiele trudnych meczy i często było bliskie odpadnięcia. Tak było zwłaszcza w tych sezonach, w których zdobywali mistrzostwo.
      W 2012 w PO z Indianą przegrywali 2:1. Wypadł wtedy Bosch, a MH grali o pozostanie w serii na wyjeździe. Pacers mieli wtedy niesamowitą drużynę ze ścianą w postaci Westa i Hibberta, oraz Georga jako gwiazdę. Heat odnieśli kluczowe zwycięstwo na 2:2 ,a James notował 40 pkt 18 zb 9 ast. Seria zakończyła się 4:2 dla Miami. W następnej rundzie czekał Boston z big3. Miami przegrywali 2:3 i grali gm 6 w Bostonie. W tym meczu James zdobył 45 pkt 15 zb grając na skuteczności 19/26. W gm7 zdobył 31 pkt 12 zb i zrewanżował się za porażki w barwach CC. W finałach z OKC został MVP notując 28,6 pkt 10,2 zb 7,4 ast. W 2013 Heat zrobili serię 27 zwycięstw. Wtedy drugą najdłuższą w historii. James trafił wtedy game-winner z Orlando w 16 meczu, oraz decydujący rzut z Bostonem w 23 tej serii.
      W PO znowu ciężki bój z Indianą. Gm1 wygrany 103:102, i game winner Jamesa. Biorąc pod uwagę że później drużyny wygrywały na zmianę, było to bardzo ważne zwycięstwo. W gm7 LeBron notował Triple-double i seria wygrana 4:3. Następna runda to był finał z SAS. Finał który przeszedł do historii jako jeden z najlepszych. Znowu przy stanie 2:3 dla SAS LeBron w gm6 był wielki. Zaliczył triple double i grał niesamowicie w 4q. Gm 7 LeBron notował 37 pkt 12 zb. Oddał kluczowy rzut na 4+ i dostał MVP. Po powrocie do Cavs w końcu mistrzostwo i comeback z 1:3. Znowu w najtrudniejszym momencie LeBron notuje 41 pkt w gm5, 41 w gm6 i triple double w gm7. Ja się zgadzam że lider to nie cyferki, ale wtedy jeśli to nic nie daję drużynie. Jest wielu takich „liderów” np Harden w Rockets. Pamiętam też Westbrooka kiedy nie było KD i miał 4 triple double z rzędu a w całym sezonie ponad 10, i chyba bodajże został wtedy królem strzelców, a OKC nie zagrali nawet w PO. Do pewnego czasu i tego typu „liderem” był James. W Miami natomiast LBJ wykręcał niesamowite statystyki(zwłaszcza w PO) ,lecz były one poparte zwycięstwami w kluczowych momentach sezonu. I właśnie w tych meczach LeBron grał najlepsze spotkania w karierze, wcale nie forsując rzutów tak ja w CC. Swoje oczywiście robił Wade ale miał miano tego drugiego. Ja nie wymieniam tutaj wszystkich wielkich meczy LBJ. Przytoczyłem tylko te najważniejsze, które były kluczowe do późniejszych miśków dla Heat i Cavs. Sam mówiłeś że James jest „miernym liderem”. Potem piszeż, że „liderowanie to branie gry na siebie, gdy nie idzie” Fakty są jednak takie, że w najtrudniejszych momentach to James ciągnął swoje drużyny, i był wielki.
      Powyższymi cytatami zaprzeczasz więc sam sobie.

    • hehe już spieszę Ci z odpowiedzią ,napisałeś”Znowu przy stanie 2:3 dla SAS LeBron w gm6 był wielki. Zaliczył triple double i grał niesamowicie w 4q” miałem Ci wkleić linka do tego meczu ale nie ma takiego skróconego,który by dobitnie Ci pokazał jak się mylisz albo później w kolejnym poście Ci wkleje mówisz że ,zagrał wielki mecz ? hmm rozmawiamy ponownie o liderowaniu czy o cyfrach,w najważniejszych momentach tego meczu lebron nie trafia kilku rzutów,które były niezmiernie potrzebne żeby dogonić SAS ,każdy wie jak było ,tylko zaślepieńcy nie chcą tego widzieć,było tak że,już po lebronie było widać że już myśli gdzie tu się znowu schować po kolejnej porażce w finałach ale co się wtedy dzieje ?niecelny rzut Lebrona zbiera Bosh (jaki kur..a bosch? ten do cięcia??) badź Wade…nie nie na pewno Wade i podaje do Sugar Raya Allena (sugar ray to jedna z jego ksyw nie pisz mi tu czasem że nie znam jego nazwiska) a Ray rzuca mega nieprawdopodobną trojkę ,poźniej dochodzi do dogrywki którą wygrywają Heat,jeśli chłopie uważasz że, zagrał w tych krytycznych chwilach jak lider to muszę Cię zmartwić ,nie zagrał.Ty znowu podpierasz to śmiesznymi statami ale ZROZUM! nie zagrał do kogoś w tej akcji,rzucał forsował ale nie wpadło,dzięki innym ma 3 a nie 2 tytuły w tej chwili.A to co napisałeś to tego tytułu już dla Cavs .Nie czujesz tego że,krytyczną akcje wykonał Unlce Drew???!!!!!!!!On wziął na siebie ryzyko i trafił,jakby nie wpadło i GSW by wygrali to musiałby liczyć się z krytyką ale to cechuje liderów a nie pierniczone cyfry.Gdyby porównać cyfry MJ’a z LbJ to wiele statystyk wypada na korzyść Jamesa,ale tylko idioci nazwą go lepszym od Mika,bo Mike trafiał ,gdy był mus.Zrozum to chłopie!!!!!A co do hejtowania Jamesa,powiedzcie mi psychofani Jamesa czemu miałbym go nie lubić za nic?? a np podziwiac Jordana???bo kurna to wina!Mediów i jego samego że,samozwańczo nazwał się królem ,wybranym itd. a jeszcze butów nie zdążył ubrać,ludzie ogarnijcie się ! nie lubi się za coś.Chyba że , ma się coś z deklem.Jeszcze the Decision w tv ,dajcie spokój porażka,uciekł z CC bo nie mógł wygrać,Jordan też latami dostawał lekcje pokory ale nie łączył sił z Isiah Thomasem ,bo w Bulls nie mógł z nimi wygrać,no ręce opadają!

    • Ok odniosłeś się do gm 6 finałów z 2013. Rzeczywiście James dwie akcje w końcówce zagrał źle.
      Trafił jednak wtedy bardzo ważną trójkę na 92:94. Rzeczywiście Sugar ray był tutaj kluczowy, i to on zagwarantował dogrywkę. Jednak była ona możliwa dzięki LeBronowi, który sam wtedy ciągnął Heat. Bodajże zdobył ponad 15 pkt w 4q. Przed tą kwartą było 10+ dla SAS, i samotna pogoń Jamesa za SAS, bardzo mi zaimponowała. Wiem że powiesz, że to tylko staty, ale na pewno nie było by dogrywki bez tej determinacji Lbj’a, która była wg mnie bardzo istotnym elementem. Jednak miano zawodnika meczu rzeczywiście należało się Allenowi. Skoro tak skrytykowałeś LeBrona za ten mecz i jego końcówkę, to co powiesz o meczu nr 7 tej serii. Tutaj jakoś nic nie napisałeś, a przecież to ten mecz decydował o mistrzostwie. Mówisz o najważniejszych momentach meczu?
      To masz kluczowy rzut na 92:88, później przechwyt i trafione 2 wolne w samej końcówce.Tylko kto trafiał te rzuty? Może ty mi powiesz? Jeśli chodzi o wygraną Cavs w tym roku, to zgadzam się, że najważniejszym rzutem była trójka Kyrie Irvinga. Zapomniałeś jednak o kluczowych pkt Jamesa w końcówce, i bloku na Iguodali. Przy stanie 87:83 Lbj zdobył 6 pkt z rzędu, i zablokował mvp 2015 r przy stanie 89:89. Czy to nie są kluczowe akcje meczu? Jeśli nie blok byłoby 91:89 dla GSW, i pewnie zupełnie inne zakończenie tego finału. Ale ja nie będę tutaj gdybał. Dla mnie blok i punkty w samej końcówce absolutnie kluczowe. Obiektywnie mówiąc, to Jordan jest absolutnie nr 1. Ciężko będzie komukolwiek go przebić.
      „uciekł z CC bo nie mógł wygrać,Jordan też latami dostawał lekcje pokory ale nie łączył sił z Isiah Thomasem ,bo w Bulls nie mógł z nimi wygrać”-Tak Jordan także przegrywał przez kilka dobrych lat. Myślisz że gdyby nie zbudowano drużyny pod niego to wygrał by 6 miśków ? On też musiał mieć w składzie Pippena, Rodmana, i inne niezbędne ogniwa. Przełóżmy to na sytuacje LeBrona. Tam w CC nic się nie działo. Nie budowano drużyny na miano mistrzostwa. Jeśli było inaczej to oświeć mnie, i podaj nazwiska osób pokroju tych, których miał Jordan. Ociężały Shaq rok przed emeryturą, czy weteran Jamison po kontuzjach? Proszę cię. LeBron dał sygnał, że potrzebuje wsparcia, dlatego odszedł do Miami, zdobył 2 miśki i po powrocie od razu dostał to czego oczekiwał wcześniej, czyli drużyny od Cavs. Nie chodzi tutaj o żadną zdradę tylko pokazania błędów jakie Cavs robili tworząc drużynę pod lidera. Sytuacja Jordana i Jamesa była inna, więc powyższy cytat uważam za śmieszny. Nie chcę wyjść na jakiegoś psychofana LeBrona. Stwierdzam tylko jak ja to widzę, ale obiektywnie mówiąc najlepszy był Michael. I zrozum, że aby być liderem nie wystarczy trafiać tylko tych najważniejszych rzutów. Nikt przecież nie jest idealny w tym względzie. Każdy się mylił. Nawet Jordan.

    • Nie piszę o meczu nr 7 bo bez tego rzutu nie byłoby go ,tylko pisalibyśmy o bilansie 2-7 w finałach LbJ .Na pewno ten mecz nr 7 to chyba jeden z 2 najlepszych jego występów w finałach.Blok był kluczowy to nie podlega dyskusji.Śmieszny cytat??co masz na myśli?he?Gościu masz 23 lata tak? te 23 w twoim nicku?co Ty tam wiesz ,przestudiuj czas Jordana w Bulls,takie pitolenie że inne sytuacje ,Jordan +Pippen +Rodman mistrz deski,w międzyczasie( to nie jeden sezon tylko kilka ) czas korzystania z Rona Harpera,potem jakiś czas bazowanie na talencie młodego Toni Kukoca,ale ogólnie mówiąc ,drużyna funkcjonowała dobrze bo był ŚWIETNY TRENER gra była poukładana,każdy znał swoją rolę a rolą Jordana było PRZYWÓDZTWO !Był też H.Grant i klku innych ale oni nie mieliby statusu lokalnej gwiazdy żadnej obecnej drużynie,poprostu świetnie korzystano z tego co robił zarząd a nie tak jak dziś,Lebron do zarządu”dajcie mi d wade’a albo bosha albo kurna weźmy tego Kevina z minnesoty,chce pake taką żeby nie byłona nas bata”A co do tego kim grał w CC James,po pierwsze nie obrażaj takich zawodników jak Iglauskas bo jestes strasznym ignorantem pisząc tak,Jordan mógl pomarzyć o takim centrze ,wiesz kto z nim grał Wennington albo longley!nawet grant porównaj sobie jakie mial statystyki w porównaniu do Jamisona ,którego zniżasz do poziomu Bóg wie kogo bo był po kontuzjach ?nie jeden był i nie tłumaczy się tym,Jamison to wtedy nadal była marka.Kolejny zawodnik którego zapomniałeś to larry hughes,gość który umiejętnościami zjada na śniadanie takiego bj. armstronga albo steve kerra.Masz słabą wiedzę ,naprawdę,takie głupoty pisać, że niby nie miał kogo do gry,ale jak by wtedy wygrał to by było że on taki wspaniały,bądźmy obiektywni,James jest w top 5 Jordan to the G.O.A.T.Ale i tak całkiem zboczyliśmy z tematu bo ja na samym początku pisałem do tego oszołoma Mariano,który pieprzy o Durancie a nie widzi tego że,zapoczątkował takie szukanie łatwej drogi LbJ,WYBACZ jeśli Cię gdzieś uraziłem ale ja jestem w wieku LbJ ,Jordana oglądałem troche lat (od 94 dokładadnie) i Lebrona od początku jego gry w nba i drażni mnie robienie z niego Najlepszego i w ogóle.

    • Dla mnie jest jasną sprawą że ,jedynie rok 2007 można mu wybaczyć z jednego powodu,był młody ,nawet bardzo i porażkę można wytłumaczyć ,niedoświadczeniem ale reszta to zero tolerancji ,chcesz być najlepszy to to pokaż,gdyby wygrał resztę finałów ,może dziś zastanawiałbym się kto jest najlepszym koszykarzem w historii,zresztą on naprawdę w wielu finałach zawodził ,stąd moje zdanie że , nie jest prawdziwym liderem,po prostu jego talent jest tak duży że ,jego obecność czy wkład w mecze są niepomijalne. 2011 to chyba największy przykład tego jak on jako lider się nie sprawdza,tak się zapaść w finałach,nie wyobrażam sobie Jordana grającego taki piach.

    • „reszta to zero tolerancji ,chcesz być najlepszy to to pokaż” I znowu to proste tłumaczenie. Na sukces składa się wiele czynników. Muszą być one spełnione jeśli chce się zwyciężać. W sporcie jest tak, że nie zawsze najlepsi wygrywają. Zwłaszcza w sportach drużynowych, gdzie jeden zawodnik choćby był najlepszy, to jednak jest tylko jednym z elementów, jakie składają się na sukces. 2011 to zdecydowanie najsłabsze finały Lbj’a. Trzeba jednak zauważyć, że drużyna Heat była budowana od zera. W pierwszym sezonie było widać kłopoty z graniem z drużynami dobrze poukładanymi. Często te wyniki były całkiem różne od wysokich zwycięstw do wysokich porażek. Ówcześni Heat przypominali zlepek gwiazd. Sytuacja się zmieniła dopiero w 2012 r w PO z Indianą. Przy 2:1 dla Pacers bez Bosha, Heat wygrali bardzo trudny mecz wyjazdowy. Potem grali już świetnie, i wygrywali wielkie mecze, ale nie będę o tym pisał bo już to wcześniej zrobiłem. Myślę że wtedy Heat nie byli gotowi na walkę z wielkimi Mavs, którzy mieli zespół kompletny z świetnym trenerem, i Dirkiem na czele. Widać było że Mavs drużynowo rozbijali Heat. Zapaść Jamesa? Tak ,ale winę trzeba zrzucić na całą drużynę a nie na samego LeBrona.

    • „Nie piszę o meczu nr 7 bo bez tego rzutu nie byłoby go ,tylko pisalibyśmy o bilansie 2-7 w finałach LbJ .” Trochę nieładnie tak zakłamywać rzeczywistość. Może chciałbyś żeby bilans był
      2-7, ale fakt jest taki, że doszło do 7 meczu, i kluczowych pkt Jamesa. To tak jakbym ja kwestionował wygraną Bulls z 1997, i game winner Kerra. Idąc twoim tokiem myślenia, bez tego rzutu nie było by zwycięstwa Bulls na 4:2, i może nie moglibyśmy mówić o bilansie 6:0 MJ w finałach. Radzę Ci zaakceptować fakty, bo mówienie co by było gdyby nie ma sensu. Bardzo ładnie opowiadasz historie wielkich Bulls z przywódcą Jordanem i świetnym trenerem i ja się z tobą zgadzam. Najpierw piszesz „co Ty tam wiesz ,przestudiuj czas Jordana w Bulls,takie pitolenie że inne sytuacje ” potem nawiązujesz do Bulls że „drużyna funkcjonowała dobrze bo był ŚWIETNY TRENER gra była poukładana,każdy znał swoją rolę a rolą Jordana było PRZYWÓDZTWO !” To jest dowód na to że drużyny CC Jamesa i Bulls Jordana, to były zupełnie inne drużyny. Przecież w CC drużyna nie funkcjonowała dobrze, nie było dobrego trenera, gra nie była poukładana. To były zupełnie inne drużyny. Dlaczego w Miami wyglądało to zupełnie inaczej? Bo każdy wiedział co ma robić. LeBron nie forsował rzutów tak jak w CC. Zmiennicy dawali wielkie wsparcie. Była świetna defensywa, i przemyślana gra w ataku. W dodatku bardzo dobry trener wg mnie Spoelstra, który dobrze to wszystko poukładał. W CC w kluczowych meczach gra opierała się na wbijaniu Jamesa pod kosz, a współpraca drużyny zamierała. Dlaczego w Heat tego nie było? To proste. Miami było drużyną, a Cavs nie. Winę za niepowodzenia ponosi więc cała drużyna CC, a nie tylko LeBron James. Jeśli więc porównujesz Bulls z Heat to ok, ale jeśli Bulls z Cavs, to powyższym cytatem przyznałeś mi racje. Ciągle czepiasz się o budowanie drużyny, że James uciekł itd. ale nie widzisz jak różnie wszystko w nich funkcjonowało. Jestem w stanie zrozumieć LeBrona i jego decyzje i nie potępiam go za to. Biorąc pod uwagę jak zmieniła się jego gra w Heat, to ta zmiana wyszła mu na dobre.
      „nawet grant porównaj sobie jakie mial statystyki w porównaniu do Jamisona ,którego zniżasz do poziomu Bóg wie kogo”- Przyjrzałem się statystykom Granta, i nie wieże. Jak możesz porównać Jamisona do Granta. Gość w pierwszej trylogii Bulls był absolutnie kluczowy. Przynajmniej tak mówią jego statystyki. Jamison w Cavs miał kontuzje i w sezonie 2010 zagrał 25 meczy. W PO był istotnym wsparciem, ale porównywanie go do Granta, który po Pippenie był najważniejszym graczem u boku Jordana jest śmieszne. Larry Hughes zagrał w CC tak na prawdę jeden dobry sezon. Reszta to walka z kontuzjami. Ilgauskas był dobrym zawodnikiem, ale ty na siłę starasz się coś wyciągnąć z tamtych Cavs, ale sam wiesz że w Chicago było więcej dobrych grajków.
      Jeśli chodzi o LeBrona, to można mu zarzucić niektóre jego zachowania. Zwłaszcza w Cavs, gdzie bardzo daję ponosić się emocjom. W Miami tego nie było. LBj był skupiony tylko na grze i wg mnie tam grał swoją najlepszą koszykówkę. Powrócił do Cavs i znowu te uśmieszki, mówienie że jest najlepszy, często też tracił koncentracje w RS. To dziwne ale nie siedze w głowie LeBrona, lecz nie będę ukrywał że mi się to nie podoba. Ta chwiejność emocjonalna jest dziwna i daleko mu tutaj do MJ czy też KB. Jednak LBj jest osobą bardzo emocjonalną, i trzeba to zaakceptować.
      23 to nie mój wiek lecz nr z którym gra LeBron. Nie będę ukrywał, że jest to mój ulubiony zawodnik od początku, kiedy zobaczyłem jego grę. Swojego wieku nie chcę ujawniać, ale powiem że NBA oglądam od 2008 r.

    • Rad23 nie napisałem o meczu nr 7 bo to oczywiste że wygrali dzięki niemu ,ale ja mówię że ,nie byłoby meczu nr 7 bo w meczu nr 6 dupe MH uratował Ray Allen!nic tu nie zakłamuję chyba każdy to rozumie jak zakończyły się tamte finały,mi chodzi o to o czym pisaliśmy cały czas o liderowaniu,gdzie nie byłoby meczu nr bo Lebron w kluczowych momentach meczu nr 6 nie zagrał jak Lider!A co do opisywania mi jak i kiedy grali Heat nie musisz mi tu tłumaczyć,ja wiem co i jak bo oglądałem ,skoro Ty oglądasz od 2008 roku to ja conajwyżej mogę Ci coś napisać o latach wcześniejszych od 2008 roku widziałem to co Ty tylko Ty widzę tłumaczysz to sobie po swojemu,kiedy i jak zaczęli grać dobrze,bo co bo przegrali to nie grali dobrej koszykówki??nie poprostu to było za mało na daną chwilę z ich strony ,albo nie dali z siebie wszystkiego albo w kluczowych chwilach brakowało lepszej gry LIDERA jakim powinien być James!pamiętam za to jak często gre na siebie brał D Wade.Skończmy tę polemikęZa bardzo chcesz mi tu tłumaczyć przegrane a ja za długo oglądam NBA żebyś mi wmówił coś ,co ja widziałem w wcześniejszych latach i co potrafiło się kończyć tak jak Ci najwięksi tego chcieli,po ich myśli a nie tłumaczyli się czego znowu zabrakło

    • Słuchaj nie zawsze można trafiać najważniejsze rzuty. Czasem jak to piszesz w gm 6 z SAS Jamesowi nie wchodziło, ale także trafiał w tym meczu ważne rzuty i potem w dogrywce. Generalnie zagrał bardzo dobry mecz. Zresztą nieważne.
      Pisałem już wcześniej, że bycie liderem to nie tylko te kluczowe akcje. Przede wszystkim tak, ale nie wyłącznie. Nawiązałem już do finałów 1997 gdzie bez rzutu Kerra nie byłoby mistrzostwa. Jordan oddał mu piłkę, lecz to był jego czas. To znaczy że nie był liderem? Dostał przecież wtedy MVP finałów, więc to o czymś świadczy. Widocznie inaczej pojmuję słowo Lider od Ciebie. Proponowałbym zakończyć polemikę na ten temat, bo raczej się nie dogadamy w tej kwestii.
      Jeśli chodzi o Heat to oczywiście były mecze, w których byli słabsi, i nie można tutaj niczym ich usprawiedliwiać. O ile w finałach w 2011 można na to trochę przymknąć oko, bo drużyna była w budowie to np finałów 2014 niczym nie usprawiedliwie. Byli słabsi i tyle. Pewne sytuacje można jakoś usprawiedliwić, ale nie wszystkie. Sam pisałeś że w 2007 był niedoświadczony i młody. Tak samo można powiedzieć o 2011, gdzie drużyna nie była ukształtowana tak jak potem, gdy zdobywała miśki. Ogólnie budowanie takich drużyn jak Heat 2010-14 jest ryzykowne, ale tutaj w pewnym stopniu się to udało. Mało kto może poszczycić się bilansem finałów Bulls, którzy byli bezbłędni. Nie będę tutaj porównywał rywali z jakimi w finale grali Bulls, bo po prostu tych meczy nie widziałem. Mogę jedynie powiedzieć, że zarówno Heat jak i Cavs w finałach mierzyli się z mega mocnymi drużynami, i częściej to one były faworytem do wygrania mistrzostwa od drużyn, w których grał LeBron. To wiem na pewno bo oglądałem każde z tych finałów. Nie każdy jest Jordanem, ale wg mnie to James właśnie w Miami był liderem jakim nigdy wcześniej nie był.
      Jest mnóstwo meczy w których LeBron brał na siebie ciężar gry i decydował o zwycięstwach.
      Oczywiście były mecze w których nie wychodziło, ale o tym już wcześniej pisałem.
      Nic tutaj nie wniosę dalszym pisaniem .Przedstawiłem jak ja to odbieram. Szanuję twoje zdanie, ale w pewnych kwestiach się nie zgadzam, i niech już tak pozostanie. Nie mniej jednak dziękuję za rozmowę.

    • Jordan grał do Steve’a bo tak się ugadali ,to było przedyskutowane gdy Bulls wzięli czas,znajdziesz to na pewno na youtubie.Lebron nie podawał do Ray’a a chyba jest lepszym strzelcem niż Lebron?tu jest rożnica.Też Cię pozdrawiam i sorry że ,byłem taki ostry dla Ciebie ale to wina innych tutaj ,bo strasznie nieraz prowokują.

  3. To ze odszedl z Okc to w sumie mnie bardzo nie dziwi. Ta druzyna od ladnych paru lat stala w miejscu. Talentu niesamowicie duzo a zawsze czegos brakowalo. Najblizej byli w finalach z miami ale wtedy byli jeszcze za mlodzi. Pozniej odszedl Harden i zawsze czegos brakowalo, takiego ogarniecia bo russ z podejmowaniem decyzji to u niego srednia jakosc. W okc uwazam zeby nie zdobyl tytulu dopoki gralby z Westbrokiem wiec odszedl. Rozczarowal mnie bo chcialem zeby poszedl do bostonu. Tam by dostal mlody zespol dobrych obroncow obwodowych i mialby ich pociagnac. Tu przychodzi do GSW a zespol ma juz 3 gwiazdy. Green duzo nie musi rzucac ale z Currym i Thompsonem. To bedzie ciekawe. Curry uwazam ze w tych 2 finalach pokazal ze nie graczem najwyzszego kalibru. Dostaja Duranta. Klay bedzie po prostu strzelcem? Ciekawe jak Kerr to poustawia. Jak dla mnie decyzje o pojsciu do GSW KS uzasadni jak zdobedzie min 3tytuly pod rzad. Mniej to bedzie slabo. Do tej pory byl moim ulubiencem a teraz nie wiem co sadzic o graczach i tych transferach.

  4. Ja nie rozumiem was ludziska. Facet miał kontrakt i go wypełnił. On nie jest niewolnikiem Oklahomy. Jest wolnym człowiekiem i poszedł do lepszej pracy. Gdzie ma większe szanse na mistrzostwo. Gdy pracował w OKC dawał z siebie 100%.
    Ale ten rozdział życia już zamknął, wypełnił kontrakt i odchodzi. Ciekawe czy wy do końca życia będziecie pracować w waszym pierwszym zakładzie pracy? Jakim prawem możecie zmieniać pracę na lepszą, która wam bardziej odpowiada? Macie być lojalni wobec waszego SZEFA.
    I mówię to jako fan Jamesa i jego zespołu. Życzę GSW porażki, ale rozumiem i nie potępiam Duranta.

    • Zgadzam się w 100%. Jestem ciekaw czy wszyscy by tak sano ujadali jakby dołączył do Clippers, gdzie też jest 3 dobrych grajków. Obstawiam, że nie.

    • Paul, Griffin i kto jeszcze? DeAndre? Gdzie mu do Draymonda 😀 Ja nawet teraz nie ujadam, ale śmieję się z komentarzy ludzi, którzy nie widzą,że Durant przychodzi do drużyny, ktora bez niego radziła sobie wyśmienicie, a ktora teraz musi sie zmienić nie do poznania (wcale nie powiedziano, że na lepsze). Zobacz, rezerwowi już uciekaja z GSW np. Barbosa. Oddali „rim protect’ora” Boguta, Barnesa (co akurat zrozumiałe), nie wiadomo kto tam jeszcze będzie grać na dobrą sprawę. Zobacz, ile czassu potrzebował Varejao, żeby sie jako tako przystosować do systemu gry Warriors- i jak mu to marnie wyszło, a teraz będzie kilku graczy nowych. Wg. mnie ta drużyna straciła swoja dotychczasową tożsamość i styl. I ktoś będzie niezadowolony, bo Kevin nie będzie pelnił roli Barnes’a- zapomnijcie o tym- ludzie 😀

      Zrozumiałbym każdy inny zespół niz „najlepsi w historii Warriors” 🙂

  5. Na moje to trochę wydymał OKC. Rozumiem że odszedł. OKC to był pretendent do tytuły od kilku lat, zmieniały się nazwiska, trener, nawet Westbrook się zmienił i co? i nadal nie ma mistrzostwa, zawsze ktoś jest lepszy. On chciał zmian i nie dziwie mu się. Ale fakt ze poszedł do GSW to juz inna sprawa. Mógł wybrać praktycznie każdy klub jaki chciał, a on idzie do nie dość że najlepszej drużyny sezonu zasadniczego to jeszcze do wielkiego rywala. A co do bycie legendą koszykówki to wg mnie dla mojego pokolenia on już nią będzie ale o ile nie wygra kilku mistrzostwa, jeszcze w jakimś heroicznym stylu rzuci ostatni kosz w finale na wagę zwycięstwa to każdy będzie go pamiętać jako tego który chciał iść na łatwiznę i tak jak on wydymał OKC tak teraz wydymano jego. Oczywiście wszystko może się zmienić LBJ też miał (i nadal trochę ma) opinie tego co zdradził Cavs ale wrócił i za to co robił w finałach odpokutował swoje winy, kto wie może z Durantem też tak będzie, czas pokaże.
    A tak trochę z innej beczki to mam spore przeczucie że z GSW odejdzie Klay. Oni wszyscy będą chcieli rzucać i ktoś w końcu poczuje się niedoceniony, jako że Curry jest nie do ruszenia i jest lepszy z duetu splash brothers to Thomson zmieni klub w najbliższym sezonie.

    • Ciekawa koncepcja co do Klaya. Tam teraz potrzeba mocnego trenera, nie wiem czy Kerr jest na tyle mocny by utrzymać to w garści. Widziałbym tam D. Blatta na miejsce Waltona, ta dwójka trenów mogłaby stworzyć bestię.
      Czy Klay jest słabszym zawodnikiem od Stepha? Na pewno mniej widowiskowy, ale w mecze z OKC wygrane w dużej mierze dzięki niemu. Niestety wyglądał na zajechanego w finałach vs Cavs.

  6. nic nadzwyczajnego się nie stało…dziwna to będzie ekipa z tyloma młodymi zaznaczam gwiazdami ale byli przed nim więksi, którzy zrobili podobnie….jego decyzja, żyje podobno w najbardziej demokratycznym kraju świata, nikt nie jest niczyim niewolnikiem JUŻ….a pewności mistrzostwa nie da żaden skład…cieszę się bardzo z Westa i Zazy….

    • Nie rozumiem porównania sytuacji KD do LBJ bo chyba jednak tamto Cleveland to nie tegoroczne OKC. Oglądam NBA od 1989 roku. Wtedy zakochałem się w Detroit. Frustracja Jordana była dla mnie czymś pięknym. Od kilku dni próbuję rozkminić przejście Duranta do GSW. Próbuje znaleźć analogie w futbolu. Czemu taki Luis Suarez z Liverpoolu przeszedł do Barcy. Tam był gwiazdą nr 1, w Barcie jest jednym z kilku. Czy chodziło o hajs? Nie, chodziło o projekt sportowy. I wiecie co myślę? A może Durant obok zdobycia upragnionego mistrzostwa, chce mieć…..święty spokój i więcej luzu bez tej presji klubu, kibiców? Może nie chce już być jednym liderem (obok RW). Może pasuje mu status jednego z 4. Może nie chce już sam kończyć prawie wszystkich akcji. Może właśnie chce się dzielić piłką. Może chce żeby to Curry był liderem, po nim Clay, a tym trzecim on?. Może wie, że jego zdrowie nie pozwala mu już na żyłowanie w każdym meczu? Jeżeli tymi kategoriami kierował się Kevin to wielki szacunek, ogromny. A za przeproszeniem pierniczenie, że „W sporcie liczą się tylko zwycięzcy i tylko o nich się pamięta reszta jest nie ważna” to przechodzi ludzkie pojęcie. Faktycznie świat zapomniał już o Barkleyu, Malone, Stoctonie, Ewingu i wielu, wielu innych. Ręce opadają. Pozdrawiam autora M. Pacudę, z którym jakieś 10 lat temu polemizowałem kilka dni, że MJ był najlepszym koszykarzem w historii. Ale się gotowało. Ze 100 osób się wypowiadało. Zupełnie inny poziom dyskusji niż teraz. Niestety.

    • Gregor, głos rozsądku 🙂 Decyzja Duranta i to on tylko wie, czemu mu ona pasuje.
      Sam chciałem napisać „Yoshiemu” od „liczą się tylko zwycięzcy” i do głowy przyszły mi od razu te same nazwiska. Można dodać też np. Reggiego Millera czy z nowszych czasów – Iversona. To są gracze, którzy będą pamiętani jako mistrzowie (w znaczeniu indywidualnie wybijających się znacznie ponad przeciętność graczy), niezależnie od tego, że nie zdobyli mistrzostwa NBA.
      A co do pamięci „tylko o mistrzach” – więcej ludzi z konkursu skoków narciarskich na igrzyskach w Calgary (1988) pamięta Eddy’ego „Orła” Edwardsa niż zwycięzców turnieju 🙂

    • W takim razie jak chcesz podważyć to co napisałem powiedz mi jakich przeciwników miał bill russell ? Kto o nich pamięta kto bedzie pamiętał o Malonie stockton’ie iversonie za 40-50 lat kto ? Idąc trochę twoim tropem jakich przeciwników miał Real madrid z Di Stefano w składzie pamiętasz o tych przegranych czy nie ???

    • Ja pamiętam że tam grali Wilt Chamberlain i Elgin Baylor, którzy przez C’S Russela nie zdobyli tyle mistrzostw ile mogli. O Malone czy Barkleyu też szybko nikt nie zapomni.

  7. Gdyby Lebron nie poszedl wtedy do miami prawdopodobnie do dzis nie mial by mistrzostwa.W 2012 OKC zdobylo by pewnie mistrzostwo. Dobra decyzja Duranta. Pozdr

  8. „W OKC pewnie zdobędziesz tytuł, my pewnie jeszcze ze dwa zdobędziemy ale razem możemy zdobyć ich wiele” – pewnie większość z Was już to zdanie słyszała (mniej więcej tak ono brzmiało) ale m.in. w ten sposób przekonywano Duranta do przejścia do GSW. Ta drużyna może przejść do historii tak jak Bulls czy Boston a KD może skończyć z 5, może 6 pierścieniami i choć dla części z nas jeden pierścień jest ważniejszy niż pięć to KD może mieć inne zdanie. Ja liczę na four-peat, wtedy może część osób z OKC mu wybaczy 🙂 Pozdro

  9. Dajcie już spokój temu Durantowi, jak już wcześniej pisałem jego życie jego wybór i jego sukcesy i porażki, a my jako fani koszykówki NBA powinniśmy teraz czekać z niecierpliwością na rozpoczęcie nowego sezonu i możliwość obejrzenia takiego zespołu w grze, i wcale nie uważam że będą niepokonani, jest wiele innych zespołów równie silnych skladami, pozdrawiam

  10. Tak jak pisałem wczoraj-KD zagrał na siebie,podjął decyzję wyłącznie w oparciu o swoje ambicje wychodząc z założenia że tytuł jest bliższy w Oakland niż w Oklahoma City.
    Wypełnił swój kontrakt,był wolny,miał do tego prawo.
    Paradoksalnie odszedł przed sezonem,w którym nominalnie miałby najwiekszą szansę z OKC na finał i być może mistrzostwo.Grę SAS mieli rozszyfrowaną a tam zmienia się w gruncie rzeczy niewiele a GSW po tegorocznym finale mają trochę wybite zęby.
    Na dziś uważam że jest to projekt na najbliższy sezon.O tym co dalej zadecyduje sukces lub jego brak (a wszystko co nie będzie mistrzostwem będzie porażką) i rozkład sił/pozycji/ról w drużynie.
    Uważam że wszystkie głosy,które już wieszczą po pierwsze mistrzostwo po drugie pewny udział w finale GSW z KD są mocno przedwczesne.
    Zupełnie się nie zdziwię jeżeli ten projekt nie osiągnie sukcesu i rozpadnie się za rok.
    Może to być rozpad sportowo-wynikowy lub płacowy.
    Kolejna kwestia to potencjalne kontuzje-tu trzeba zaznaczyć że GSW w ostatnich latach w porównaniu z innymi liczącymi się drużynami mieli szczęście do ich braku.KD jak wiadomo nie jest z tytanu a cała liga w czasie play-offs zobaczyła że intensywna fizyczna obrona ogranicza Curry’ego i przewiduję że w sezonie zasadniczym będą grać przeciw Curry’emu na większej fizycznej intensywności,co także może przynieść efekt w postaci kontuzji.
    Ponadto przewiduję że Thompson jest pierwszym potencjalnym zawodnikiem do transferu w toku sezonu,w zależności od jego produktywności(a sądzę że będzie znacznie ograniczona) drużyna może szukać zadaniowca wykorzystując zainteresowanie jakie KT może budzić na rynku.
    Swoją drogą widać jak LBJ jest solą w oku bardzo wielu Komentatorów.Temat dotyczy KD a nazwisko James w tej sprawie pada cześciej niż głównego bohatera sprawy.

    • „Swoją drogą widać jak LBJ jest solą w oku bardzo wielu Komentatorów.Temat dotyczy KD a nazwisko James w tej sprawie pada cześciej niż głównego bohatera sprawy.”

      Tak. Jest nawet przysłowie dotyczące tego zjawiska:
      HATERS GONNA HATE

      Większość ludzi jest po prostu niewiele warta. Obrażając innych wydaje im się, że czyni ich to lepszymi. Zazwyczaj im chętniej plują na innych, tym mniej krytycznie patrzą zarazem na siebie i tym mniej sami znaczą.
      Mądra osoba nie będzie używała takich słów i patrzyła na innych. Mądra osoba patrzy na samego siebie. Jakże więc ciekawe, że najostrzej o ruchu KD wyraził się Pierce, który sam stworzył szokujące Trio. To jest po prostu hipokryzja. Z samej już twarzy Pierce mnie od zawsze irytował, a teraz tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że jest bóbkiem. Szanuję jego grę, ale taki komentarz od *niego* obraża nie Duranta, tylko jego samego.

      Nauczcie się nie nienawidzić. Polecam spróbować. Do tego nie trzeba być wierzącym, ja jestem ateistą i jakoś daję radę.

  11. A ja na dzien dzisiejszy nie jestem jeszcze w stanie zrozumiec decyzji KD.
    Przeciez mogl wybrac kazde inne otoczenie,ktore z automatu staloby sie faworytem na wschodzie,badz zachodzie.Mogl budowac ekipe….mogl zostac w OKC jeszcze rok,wzmacniaja sklad,mogl sprobowac.
    Jezeli frustrowaly go akcje RW,to ciekawe jak bedzie reagowal na akcje SC,KT?
    Nie wiem,slabe to jest jak dla mnie…..

  12. Panowie o co te spiny?? Nie ważne czy to Lebron, Durant, Garnet czy też O’neal – zostawili swoją drużynę z egoistycznych pobudek zdobycia miśka za wszelką cenę dla mnie to zdrada niewybaczalna i nie wybieli ich nic, nawet to że LeBron wrócił co Cavs, a Garnet do Minne. To czy Durant wróci do OKC po zdobyciu miśka z GSW nie zmieni mojego stosunku do niego – zdradził więc nie ma przebaczenia.

    • Czemu nazywasz „zdradą” zmianę pracodawcy? Czym się różni zawodowy koszykarz od zawodowego programisty, handlowca czy magazyniera?

    • To moje prywatne zdanie tak samo jak ich prywatny wybór. Nikogo nie osądzam ani nie wyzywam od najgorszych – dla mnie jeśli mówisz że chcesz coś osiągnąć z daną ekipą zobowiązuje do tego by to osiągnąć lub przynajmniej do końca próbować.

    • Spoko, ale pisanie o „egoistycznych pobudkach”, że ich działanie to „zdrada niewybaczalna i nie wybieli ich nic” czy też, że „zdradzili więc nie ma przebaczenia”, to jest osądzanie i wyzywanie Jamesa, Duranta, Garnetta czy Shaq’a od zdrajców, więc warto sobie to uświadamiać, zanim się coś napisze.

      A poza tym mam tylko zastrzeżenie co do tego „do końca”. Czy jeśli firmie nie idzie, mimo iż się pracownik stara (bo np. kierownictwo nie jest kompetentne, albo nie zależy mu na rozwoju i zadowala się status quo), to pracownik powinien siedzieć tam do emerytury (i to w sytuacji, gdy umowę ma np. na 3 lata)? Koszykarz nie różni się niczym od innych pracowników. Kończy się umowa, to albo dogaduję się z obecnym pracodawcą, albo szukam innego. Motywacja do wyboru jest różna: są finanse, są możliwości rozwoju, jest kwestia lokalizacji, są motywy rodzinne itp. Tutaj koszykarze, czy w ogóle sportowcy, nie różnią się niczym od „zwykłych” ludzi, a nie powiedziałbyś o nikim, że jest zdrajcą, bo skończyła mu się umowa o pracę w jednej firmie i poszedł pracować do drugiej.

    • Zgadzam się w 100%. To zabawne jak łatwo wiele osób wymaga od innych, a już dużo mniej chętnie od samych siebie. To nie KD wybrał OKC: to Seattle wybrało jego. On nigdy nie prosił o to, by tam być. Na pewno wolałby grać w rodzinnym Waszyngtonie. A teraz chce grać z najlepszymi zawodnikami. Irytuje mnie gadanie, że w innej drużynie mógłby zdobyć mistrza. Tak, na pewno. W wieku 33 lat. Jeden tytuł.

      Tak, poszedł na łatwiznę. Ale dobrowolne pójście najtrudniejszą drogą to *nie* jest inteligentny wybór. Jak ktoś kieruje się w życiu dumą, to powodzenia. Potem tacy ludzie przez całe życie mają łatkę „great, but no rings”. Ciężko mi zrozumieć jak można aż tak hejtować wybór dołączenia do najładniej i najmniej samolubnie grającej drużyny, prowadzonej przez super-sympatycznego trenera, a nie tyrana jakim jest np.: Popovich.

      Ludzie naprawdę nie rozumieją, że gra się aby wygrać, a nie aby przypodobać się fanom, analitykom i innym graczom. Każdy zawodnik powtarza: I REALLY, REALLY HATE LOSING.
      KD bardziej nawidzi przegrywać od tego co sobie uważa banda ludzi którzy nie mają *żadnego* znaczenia w jego życiu.

  13. Lebron dołączył do drużyny, która przez 4 sezony od zdobycia mistrzostwa była bardzo średnia. KD z kolei dołączył do drużyny, która z poprzednim sezonie zdobyła tytuł, a w ostatnim pobiła rekord wygranych i była o krok od kolejnego tytułu. Porównywanie tych 2 sytuacji jest zabawne.

  14. I proszę was nie mówcie że Durant to zdrajca, zmienił tylko pracodawcę na lepszego, my zmieniamy pracę na lepszą na lepsze firmy niekoniecznie za większe pieniądze i jakoś zdrajcami się nie czujemy, tak samo on, a my jako fani koszykówki powinniśmy cieszyć się oglądaniem meczów a nie ocenianiem poszczególnych zawodników,

    • Ale on nie ze zmienil pracodawcę, on poszedl pomoc konkurencji, a to juz zdrada

    • Każda drużyna NBA to teoretyczna konkurencja, idąc twoim tokiem rozumowania Durant powinien przenieść się do Europy i grać w Eurolidze:-)

  15. Tak sie zastanawiam,po cholere GSW jest potrzebny Durant?Po co oni go sciagneli?Za taka kase mogli powalczyc o zwierzaka na desce….mogli sciagnac nawet Biyombo,czy jak on sie tam nazywa,jakiegos solidnego wysokiego defensora,dobrego zmiennika dla Currego,moze nawet jego brata,i tak kombinowac.W lutym ewentualnie jeszcze kogos dokoptowac i tyle.
    Ciekawe jak dlugo KD bedzie sie adoptowal do tego systemu?

    • Racja, tym bardziej, że oddali Boguta do Mavsów. Ciekaw jestem, kto im będzie piłki zbierał.

    • a pomyślałeś może o tym, że GSW nie chcieli, żeby Kevin wybrał np. SAS (tak samo w piłce robi Bayern wykupując z Borussi najlepszych zawodników). Kevin jak nie będzie gwiazdorzył – to na pewno go wkomponują – nie martw się o to.

  16. Świat mówi na GSW Dream Team. Vegas i inni fachowcy już przyznali GSW mistrza 2017 i co najmniej do 2019. Chodzą słuchy, że GSW będzie rzucać po 200 pkt na mecz albo, że wogóle meczu nie przegrają. Durant niech se idzie gdzie chce. Nic się nie zmieniło to Cavs mają w skłądzie najlepszego gracza na świecie. No ostatnie finały pokazały, że Irving może być lepszy niż Curry. Obstawiam, że Cavs ich załatwią i tyle będzie miał Durant z przeprowadzki czyli ośmieszenie samego siebie

    • Ja się zastanawiam czemu nie wybrał CAVS, myslę że Gilbert chętnie zapłaciłby wszelkie podatki od luksusu żeby zrobić u siebie taki Real Madryt, jak w europejskiej piłce.

  17. Nie wiem ludzie po co te wszystkie ataki w stronę Duranta? Był wolnym agentem? był. Miał prawo wybrać drużynę, w której będzie chciał grać? Miał. Rozumiem rozżalenie kibiców OKC ale taki jest sport i taki jest też ten biznes. Kiedyś faktycznie było inaczej, że jeżeli jesteś prawdziwą gwiazdą to wokół Ciebie budowana jest drużyna ale te czasy się zmieniły. Można śmiało powiedzieć, że gdyby Lebron nie odszedł do Miami to kto wie może do dzisiaj nie miałby ani jednego pierścienia. Durant wybrał można powiedzieć najłatwiejszą drogę do Mistrzostwa. Zespół świetny więc nie będzie musiał aż tak zapier*****, kasa się zgadza więc czego jeszcze chcieć? Można się tak samo czepiać Wade’a, że porzucił Miami ale szacunek jaki pokazał mu Pat po prostu zmusił go do tego. Ma pierścienie, jest żywą legendą klubu ale 10 baniek za sezon gdzie Clarkson dostanie więcej to już żenada. Lebron można powiedzieć uciekł do Miami i nie byłoby w tym nic złego gdyby nie szopka jaką odwalił przy tym wszystkim. Durant spotkał się z kilkoma ekipami i widocznie Warriors okazali się najbardziej przekonywujący żeby to do nich dołączył. Osobiście nie podoba mi się wielkie skrzykiwanie gwiazd i robienie wielkiego BIG 3 czy BIG 4 ale tak się teraz nauczyli i trzeba to po prostu uszanować. RW nie ma aż takiej złej ekipy ale to od niego będzie zależało za rok czy zostanie nadal gwiazdą OKC czy przejdzie do innej drużyny, która ma większe szanse na mistrza.

  18. Ostatni pod art. na temat KD wyraziłem się dosyć dosadnie i chyba mój komentarz się nie pojawił. To przejście Duranta to rzecz niesłychanie negatywna. Nie sama zmiana drużyny ale pójście po najłatwiejsze i wstąpienie w szeregi najgroźniejszego przeciwnika. Będąc w szczytowej dyspozycji nikt z odrobiną honoru by tego nie zrobił.
    W NBA już nie ma tego ducha co dawniej to nie jest już ta legendarna liga.

  19. odpowiedź macie na początku artykułu , czy Jordan poszedłby do pistons ? mało, sam twierdził że woli pokonywać na drodze ewinga, malona, kepma, barkleya i bad boys, nie ma juz bohaterów w nba, szkoda że nie jest geyem i nie brał koki bo fame miałby jeszcze lepszy , owszem ma prawo decydować o swojej drodze, ale coraz częściej ta droga na skróty , teraz to co miało kiedyś jakieś zasady i wartości jest już śmieszne , w nba juz tak jest od dawna , liczy się tylko kasa i sława , ale każdy chciałby żeby nr zawiesili pod kopułą , tylko po co ? za co ? niech nikt nie pi………….. że oni się wiążą z lokalną społecznością , z drużyną , oni się wiążą z zielonymi , zaprzestać wieszania nr bo romantyzmu już nie ma

  20. Kevin Durant nie dostosował się do niepisanych zasad.

    Tylko że to nie są jego zasady, on ich nie ustalał, ani nie akceptował. Owo „zdobycie mistrza od zera” to jedynie wymysł ludzi z przerośniętym ego. Na szczęście jego ego jest w porządku, w przeciwieństwie do wielu graczy. Carmelo Anthony wolał zadowolić się forsą, niż niezerową szansą na zdobycie tytułu mistrzowskiego.

    Kevin Durant prowadzi swoje życie i tak jak wielu innych ludzi po prostu chce grać z najlepszymi. A grając w najlepszej drużynie, z najlepszymi graczami zawsze masz wyzwania: zawsze jest presja by wygrywać, nauczyć się grać tak, aby każdy był zadowolony i każdego roku walczyć o mistrza, nie tylko wtedy kiedy wszyscy są zdrowi.

    KD robi po prostu to co zrobiłby każdy gracz, gdyby nie kierowała nim duma i strach przed dezaprobatą „innych”.
    A on rozumie, że inni się nie liczą.

    • zgodzę sięi z tym , gdyby ta decyzja była w czasach sportowych bohaterów to i owszem skandal , ale że mamy czasy kasy , miernej popularności, taniej sensacji to i głupowatego lansu to i takie rzeczy są normalności bo i po co jakieś zasady ( przypomnę jordana ) jakie czasy takie duranty, kibice w golden witaja Durata w rodzinie, ale witaja gościa który może taki sam nr wykroić każdemu a na dodatek są tak podniecenie że nie dostrzegają co by zrobili jak by ich ukochany ulubieniec Curry powiedział że woli do cavs bo nie mógł ich pokonać – no w sumie przecież ma prawo bo takie czasy i zasad nie pisał

  21. Mały paradoks. Zarzuca się Durantowi, że poszedł na skróty, podczas gdy on sam twierdzi, że była to najtrudniejsza decyzja jego życia. Nagłówki gazet powinny brzmieć: „Trudna decyzja o pójściu na łatwiznę” ;). Ja osobiście nie jestem zwolennikiem takich konstelacji gwiazd i akurat w koszykówce nie zawsze musi to zadziałać a 2plus 2 nie zawsze musi dać 4. Jednakże nie potępiam też Duranta. Kieruje się on tym, czym kieruje sie każdy wybitny gracz w NBA – chęcią sukcesów (pierścieni!), sławy i pieniędzy. Życzę mu tych pierścieni – w jakimkolwiek klubie NBA. Nie wydaje mi się jednak aby wszystko w sezonie 2016-17 było z góry rozstrzygnięte. Do finałów w czerwcu AD 2017 jeszcze daleko i wiele może się do tego czasu wydarzyć.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here