Włodarze Toronto Raptors nie byli szczególnie aktywni na rynku transferowym, a ich skład nie różni się znacząco od tego z sezonu 2021/22. Przed rozpoczęciem przygotowań do nowego sezonu szeregi kanadyjskiej ekipy zasili jednak czwarty wybór draftu 2017 – Josh Jackson.

Kariera Josha Jacksona z pewnością nie potoczyła się tak, jak zakładał sobie zawodnik. Do NBA trafił z czwartym numerem draftu 2017 wybrany przez Phoenix Suns jako jeden z najwięszych talentów tamtego naboru. W tym samym czasie do ligi dołączyli m.in. Lonzo Ball (2. pick), Jayson Tatum (3.), De’Aaron Fox (5.), Donovan Mitchell (13.) czy Bam Adebayo (14.). Jackson nie mógł jednak odnaleźć się w Arizonie, choć w debiutanckim sezonie notował obiecujące 13,1 punktu, 4,6 zbiórki oraz 1,5 asysty na mecz, otrzymując również nominację do drugiego zespołu All-Rookie.

W swoim drugim sezonie na parkietach NBA Jackson przez długi czas wcielał się w rolę rzucającego obrońcy, zastępując w ten sposób kontuzjowanego Devina Bookera. Po zakończonym sezonie kierownictwo Słońc zdecydowało się na wymianę, na mocy której Josh Jackson wylądował w Memphis Grizzlies. Tam również nie zagrzał długo miejsca i w grudniu 2020 roku podpisał kontrakt z Detroit Pistons. W barwach Tłoków skrzydłowy odnotował najlepszą średnią zdobytych punktów w karierze (13,4) i prezentował się naprawdę solidnie. W pewnym momencie wydawało się, że na dobre odwrócił bieg swojej kariery, ale po nieco ponad roku został oddany do Sacramento Kings w transferze z udziałem czterech zespołów.

Wraz z zakończeniem minionego sezonu 25-letni Josh Jackson stał się wolnym agentem i rozpoczął poszukiwania nowego pracodawcy. Wczoraj późnym wieczorem Toronto Raptors poinformowali, że to właśnie ich barw skrzydłowy będzie bronić w trakcie nadchodzących rozgrywek. Umowa nie będzie jednak gwarantowana.

Dla Jacksona będzie to już piąty zespół i szósty sezon na ligowych parkietach. Po dobrym epizodzie w Detroit jego liczby i skuteczność zarówno z gry, jak i za trzy w Sacramento pozostawiały wiele do życzenia. Może się zatem okazać, że dla 25-latka jest to ostatnia szansa, by pozostać w NBA na dłużej.