Lato w najlepszej lidze świata nieubłaganie zbliża się do końca, co oznacza, że na horyzoncie pojawiła jedna z ostatnich ważniejszych dat w kalendarzu. 17 października upływa czas na podpisanie przedłużeń tzw. umów pierwszoroczniaków, a kilka klubów nie porozumiało się nadal ze swoimi młodymi gwiazdami.

Największy problem mają Golden State Warriors, których mistrzowski sezon pociągnął za sobą niejako wzrost finansowych oczekiwań zawodników. Patrząc jednak na Wojowników, pojęcie „wielkie pieniądze” nabiera zupełnie nowego znaczenia. W zeszłym sezonie Warriors przelali na konta swoich graczy około 176 mln dolarów, a prawie drugie tyle przeznaczyli na szeroko rozumiane opłaty. 170 mln dolarów podatku od luksusu i łączna suma 346 mln dolarów na pensje powalają, będąc zdecydowanie najwyższą kwotą w historii sportów amerykańskich. Dla porównania Los Angeles Lakers, o których wielokrotnie mówiło się, że mają „zapchany” salary cap zamknęli budżet w ubiegłym sezonie w 250 mln dolarów. Dodajmy, że są zespołem z większego koszykarskiego rynku.

Tymczasem Warriors znajdują się w sytuacji, w której trzeba do tej sumy dołożyć trzy lukratywne umowy. Andrew WigginsDraymond Green i Jordan Poole chcą pozostać w San Francisco, ale w zamian oczekują maksymalnych pieniędzy. Green już zapowiedział, że jeżeli Wojownicy nie zaproponują mu maxa, poszuka drużyny, która nie będzie miała z tym problemu. W przypadku Wigginsa płacowy przeskok nie musi być aż tak uciążliwy, ponieważ w przyszłym sezonie zarobi ponad 33,5 mln dolarów.

Pozostaje jeszcze kwestia Poole’a, która jest w tym momencie chyba najtrudniejszą dla GSW. Obrońca w najbliższych rozgrywkach zarobi prawie 4 mln dolarów, po czym, jeżeli Warriors nie podpiszą z nim przedłużenia umowy tego lata, stanie się zastrzeżonym wolnym agentem. Oznacza to, że jego obecna drużyna będzie mogła wyrównać każdą złożoną mu ofertę i w ten sposób pozostawić go u siebie. Poole jest uprawniony do podpisania maksymalnego rookie extension w wysokości blisko 190 mln dolarów za 5 lat gry, jednak jeżeli klub chce oszczędzić sobie nerwów kolejnego lata, musi załatwić sprawę podpisu do 17 października. Wtedy według regulaminu NBA mija czas na zawarcie przedłużeń rookie umów.

W trochę korzystniejszej sytuacji wydają się być Miami Heat. Przeciągające się próby sprowadzenia Kevina Duranta i Donovana Mitchella znacznie opóźniły proces decyzyjny w sprawie przyszłości w klubie Tylera Herro. Według doniesień były zmiennik roku oczekiwać będzie kwoty w okolicach 25 mln dolarów za sezon na 4 lub 5-letniej umowie. Heat trzymają jednak jeszcze trochę miejsca w salary cap i płacąc stosunkowo mały, przynajmniej w porównaniu do Warriors, podatek od luksusu, z dużą pewnością zatrzymają obrońcę w drużynie.

Należy spodziewać się, że kluby będą starały się zamknąć kwestie formalne do rozpoczęcia obozów treningowych, w najbliższych dwóch tygodniach.