Zawodnik ogłosił swoją decyzję w poniedziałek. Boozer ma za sobą 13 sezonów gry na parkietach najlepszej ligi świata.

– Oficjalnie zakończyłem karierę- takimi słowami pożegnał fanów w poniedziałek Carlos Boozer. A jak zaczęła się cała przygoda skrzydłowego z najlepszą ligą świata?
Carlos Boozer został wybrany z dalekim, bo dopiero 35. numerem draftu 2002 przez Cleveland Cavaliers. Przed skrzydłowym sięgnięto po wielu nieznanych dzisiaj zawodników m.in. po Jaya Williamsa (2. pick), Chrisa Wilcoxa (8.pick), Nikoloza Tskitishviliego (5. pick) czy chociażby Steve Logana (30.pick). Ten ostatni w 2006 roku miał okazję biegać po parkietach Polskiej Ligi Koszykówki reprezentując barwy Znicza Jarosław. Nieznajomość tych nazwisk nie świadczy więc o nikłej wiedzy o najlepszej ligi NBA, ale o słabych wyborach podczas tamtej ceremonii czy po prostu niespełnionych talentach.Dzięki temu Boozer zasłynął jako jeden z tych zawodników, którzy mimo dalekiego numeru w drafcie błysnęli na parkietach najlepszej ligi świata.
Swoje najlepsze lata Boozer spędził w Salt Lake City, gdzie rezydował 6 lat (2004-2010) notując średnio 20.4 punktu, 11.1 zbiórki i 3 asysty na mecz.
Utah w tamtym czasie było naprawdę na topie. Po erze Malone’a i Stocktona władze w mieście objął inny zabójczy duet- Carlos Boozer oraz świetnie spisujący się wtedy Deron Williams. Obydwóch panów wspierał jeszcze bardzo dobry Mehmet Okur. Cała trójka przy wspaniałej myśli szkoleniowej Jerry’ego Sloana czyniła z Jazz jedną z najgorętszych ekip ligi. Największym sukcesem tamtej ekipy było dotarcie do Finałów Konferencji Zachodniej w 2007 roku, gdzie Jazzmani musieli jednak po pięciu meczach uznać wyższość późniejszych mistrzów, San Antonio Spurs. Sam Boozer zdobył podczas pobytu w Utah kilka wyróżnień indywidualnych w tym m.in. dwie nominacje do All- Star Game (2007, 2008) czy miejsce w All-NBA Third Team (2008).

Trochę młodsi kibice mogą go kojarzyć z późniejszej gry dla Chicago Bulls, do których dołączył w 2010 roku. Mimo, że zawodnik nigdy nie zaskarbił sobie sympatii kibiców Wietrznego Miasta (m.in. ze względu na brak zaangażowania w obronie) Boozer był jednym z ważnych elementów piekielnie niebezpiecznej układanki Toma Thibaudeau. Skrzydłowy razem z Bykami dotarł nawet do Finałów Konferencji Wschodniej (2011), gdzie jego drużyna uległa ostatecznie Miami Heat prowadzonym przez LeBrona Jamesa, Chrisa Bosha oraz Dwyane’a Wade’a.

Boozer nie krył niezadowolenia kiedy Bykom nie udało się zatrzymać Wielkiej Trójki. Już podczas serii przeciwko Żarom zawodnik zaczął powoli tracić znaczenie w rotacji Bulls. Słaba obrona w jego wykonaniu spowodowała, że zawodnika w czwartych kwartach często zastępował dużo lepiej spisujący się Taj Gibson. Mimo wszystko Boozer zawsze dawał wiele na atakowanej połówce oraz na tablicach (średnia kariery 9.5 zbiórki) i jak twierdzi Chicago Tribune był bardzo lubianym członkiem zespołu. Sam Tom Thibaudeau konsekwentnie chwalił go za optymistyczne podejście.
– Wygraliśmy 62 mecze ( sezon 2010/11), a on odgrywał podczas niego bardzo ważną rolę- powiedział wiceprezes klubu, John Paxson- Był dobrym kolegą w zespole, zawsze wspierającym sztab trenerski, całą organizację i pozostałych kolegów w drużynie.

Ostatni rok na parkietach NBA zawodnik spędził w Kalifornii, reprezentując podczas sezonu 2014/2015 barwy Los Angeles Lakers. Później skrzydłowy próbował swoich sił w Chinach, gdzie dołączył do ekipy Guangdong Southern. Podczas ubiegłych rozgrywek notował średnio 18.1 punktu oraz 10.6 zbiórki na mecz. Mimo to nie zdołał wzbudzić zainteresowania wśród ekip najlepszej ligi świata i tym samym powrócić do gry w NBA, gdzie przez całą karierę dostarczał średnio 16.2 punktów, 9.5 zbiórki i 52 FG%.

Za co jeszcze zapamiętamy Carlosa Boozera?

Za nieumyślne uderzenie Danny’ego Crawforda poniżej pasa…

[ot-video][/ot-video]

Za wspaniałą fryzurę…

… czy za krzyczenie ,, and one!” po prawie każdym rzucie. A Wam z czym najbardziej kojarzy się postać Boozera?

[ot-video][/ot-video]




5 KOMENTARZE

  1. Ja to pamiętam z Utah był wtedy naprawdę super z Deronem. Niestety Deron rozwalił wszystko włącznie ze zwolnieniem trenera i zła karma za to wróciła.

  2. Carlos: świetny czas w Utah, wszechstronność w ataku, niespotykana technika rzutu, dużo gadania i pokrzykiwania przy flopowaniu, ciekawy image. Zapamiętam go jako sympatycznego gościa potrafiącego punktować. Niestety nie zapomne mu postawy w obronie. Wśród podkoszowych nie widziałem nigdy gościa tak unikającego wysiłku w defensywie. Dryblas z sercem dziecka – to chyba dobra charakterystyka. Nigdy nie widziałem u niego krztyny agresji w zachowaniu. Mam nadzieję, że żona nie bije go za mocno 😀

  3. Ja go najlepiej pamiętam z czasów Bulls – mam duży sentyment do tamtego składu, zwłaszcza 2010-11 (C.Boozer, L.Deng, wymiatający D.Rose, J.Noah, na ławce T.Gibson i K.Korver), super sezon, nadzieja na finały po tylu latach posuchy… i bęcki od przeklętych Heat w finale konferencji (od tamtej pory zauważyłem pojawienie się u mnie jakiejś dziwnej niechęci do LBJ). Carlos tytanem obrony nie był-fakt, ale w ataku zawsze solidny.

  4. Ja go pamiętam z wykręcenia jednego z największych „wałków”: CAVS mieli opcję na 4 rok dla niego za około 700 tys., ale chcieli go docenić i nie wykorzystali jej, a zamiast tego dogadali się z nim że podpiszą dużo wyższy kontrakt (39 mln za 6 lat). Tylko w między czasie włączyła się UTAH i dali Boozerowi jeszcze więcej (70 mln za 6 lat), więc ten odszedł.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here