Pierwsze lata przygody z profesjonalną koszykówką były dla Stephena Curry’ego bardzo problematyczne. Wynikało to z faktu, że zawodnik Golden State Warriors nie potrafił się uporać z urazami kostek. GSW nie mieli wobec jego przyszłości w lidze stuprocentowej pewności. 

Dlatego zawodnik podpisał z zespołem 4-letnie przedłużenie za jedyne 44 miliony dolarów. Dla Golden State Warriors było to zabezpieczenie, w razie kolejnych kontuzji zawodnika. Stephen Curry bardzo często lądował na ławce trzymając się za kostki. Zaczął jednak nad tym pracować. Dzięki wzmocnieniu innych części ciała, zawodnikowi udało się z problemem uporać, co odblokowało jego prawdziwy potencjał. W mgnieniu oka stał się koszykarzem kalibru MVP w efekcie zdobywając dwa wyróżnienia dla najlepszego gracza sezonu regularnego. 

Steph był jednak gotów na finansowe poświęcenia, bo rozumiał obawy Warriors. Wyszedł im naprzeciw i z perspektywy czasu to bez wątpienia jedna z najważniejszych decyzji ostatnich kilkunastu lat. Curry mógł bowiem trafić na rynek wolnych agentów i poszukać większych pieniędzy. Warriors zdołali go jednak przekonać, że jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, zbudują naprawdę mocną drużynę. Nie mógł wówczas przypuszczać, że zdobędzie z zespołem cztery mistrzostwa w przekroju ośmiu lat. 

W ostatnim podcaście Draymonda Greena, Curry wrócił do tych czasów. – To był jeden z najkorzystniejszych kontraktów w historii – przyznał z uśmiechem. – Ale już rok później to był najgorszy kontrakt w NBA. Oczywiście z Twojej perspektywy. Dla Warriors był najlepszy – wtrącił się Green. Jednak to dzięki temu przedłużeniu Warriors mieli w swoim salary-cap wystarczająco dużo miejsca, by w kolejnych latach stworzyć zespół gotowy do walki z czołówką zachodniej konferencji. Nowe kontrakty podpisali dzięki temu m.in. Green i Klay Thompson.

Gdy salary-cap eksplodowało w 2016 roku, GSW mieli dzięki tej umowie miejsce na zakontraktowanie Kevina Duranta. Wszystko dzięki temu, że ich MVP zarabiał 11 milionów dolarów za sezon. – Nigdy nie wracałem do tego momentu myśląc, co by było gdyby. Byłem po prostu wdzięczny za to, że zarabiam tyle, ile zarabiam – wyjaśnia Steph. – 44 miliony dolarów to i tak była większa suma, niż zarobki mojego ojca przez całą karierę. Nie myślałem o tym, ile straciłem – dodał. W 2017 podpisał już na 5 lat za 201 milionów dolarów. 

Najbliższy podcast PROBASKET Live już we wtorek 21 czerwca o godz. 21.00 – na żywo na YouTube. Michał Pacuda i Krzysztof Sendecki podsumują finał NBA, ale przede wszystkim spróbują odpowiedzieć na pytanie, co każda z 30 drużyn NBA spróbuje zrobić latem – jakich transferów potrzebuje, jakie ma plany i możliwości.






1 KOMENTARZ

  1. I co by opowiedział wnukom? Wiecie, zarabiałem za sezon 25 mln, a początkowo chcieli mi płacić 11? A tak opowie im super historię o co najmniej czterech tytułach, a kasy i tak będzie miał jak lodu. To dowód na to, że umiar daje często lepsze owoce, niż chciwość.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj