Sezon 2016/17 czwartkowej nocy od wygranych rozpoczęli koszykarze Chicago Bulls, Los Angeles Clippers, Atlanty Hawks. Oprócz tego po raz pierwszy w nowo wybudowanej hali w stolicy Kaliforni, Sacramento zagrali koszykarze miejscowych Kings. Nowy parkiet nie okazał się dla nich szczęśliwy, podopieczni Davida Joergera ulegli po ciekawej walce koszykarzom San Antonio Spurs, gdzie po raz kolejny bezlitosny był Kawhi Leonard zaliczając 30 punktów!


CHICAGO BULLS 105 – 99 BOSTON CELTICS

STATYSTYKI 

Odmieniony skład Chicago Bulls został gorąco przywitany przez kibiców w United Center. Ci w zamian odwdzięczyli się dobrym koszykarskim spektaklem, w którym nie brakowało nerwów i zaciętej końcówki. Gospodarze z szatni wyszli zmotywowani co było widać w ich grze od samego początku spotkania. Już po pierwszej kwarcie podopieczni Freda Hoiberga prowadzili 30-20, a ich główną bronią ku zdziwieniu była świetna dyspozycja z dystansu.

Chicago grali rozsądną, zespołową koszykówkę przez większość spotkania. Na półmetku czwartej kwarty Byki prowadziły już nawet 95-81, po tym gdy najnowszy nabytek Michael Carter Williams po celnej trójce dołożył trafienie spod kosza. Zanosiło się na łatwe zwycięstwo gospodarzy, jednak koszykarze Boston Celtics mieli inne plany. Goście od tego momentu trafili 11 punktów z rzędu, a po celnym rzucie Thomasa ich strata stopniała do zaledwie 3 punktów (95-92). Przy stanie 101-99 błąd kroków popełnił pierwszoroczniak Jaylen Brown, a w kolejnej akcji bezlitosny był Dwyane Wade. Pochodzący z Chicago 3-krotny mistrz NBA z Miami Heat pokazał zimną krew na 27 sekund do końca, kiedy to jego trudna „trójka” z odejścia dała Bulls 5-punktowe prowadzenie i tak naprawdę wygraną.

Dopiero się poznajemy. W końcówkach takich jak ta dopiero odkrywamy to co mamy i poznajemy swoje nawyki, przyzwyczajenia – powiedział po spotkaniu Dwyane Wade. Rzucający obrońca Byków w spotkaniu trafił aż 4 razy za trzy na 66% skuteczności, natomiast jako zespół Bulls w meczu na 25 oddanych trafili aż 11 trójek. Okazuje się, że to co miało być ich największą barierą, wychodzi im całkiem przyzwoicie. Chicago Bulls w swoim pierwszym meczu zaprezentowali basket na wysokim poziomie, piłka krążyła po obwodzie, defensywa była szczelna. Oprócz znacznej przewagi w rzutach z dystansu gospodarze zniszczyli Celtics na tablicach 55-36. Uważam, że dzisiejszej nocy każdy z naszych zawodników dobrze się bawił na boisku, co przełożyło się na wynik – podsumował lider, Jimmy Butler.

Kolejna nowa twarz w szeregach gospodarzy, Rajon Rondo nie zagrał najlepiej, jednak słabą skuteczność (1/9 z gry) nadrobił choć w pewnym stopniu 9 asystami oraz 6 zbiórkami. Dla Boston Celtics, którzy w ten sposób ponieśli swoją pierwszą porażkę w sezonie najlepiej zagrał rozgrywający Isaiah Thomas, który na swoim koncie zapisał 25 punktów oraz 4 asysty.

[ot-video][/ot-video]

PORTLAND TRAIL BLAZERS 106 – 114 LOS ANGELES CLIPPERS

STATYSTYKI

Koszykarze Los Angeles Clippers sezon 2016/17 rozpoczynali jako ostatni zespół z Konferencji Zachodniej. Na początek przyszło im się zmierzyć z Portland Trail Blazers grając na wyjeździe w stanie Oregon. Ze spotkania pełnego kontrowersyjnych decyzji sędziowskich ostatecznie zwycięsko wyszli goście z Kaliforni odnosząc tym samym pierwszą wygraną w nowym sezonie.

Kibice miejscowych Blazers z pewnością mają wiele pretensji do sędziów tego spotkania. We słuch dały się głośne gwizdy po tym, jak niesportowe faule zostały odgwizdane Masonowi Plumlee oraz CJ McCollumowi. Wcześniej, w trzeciej kwarcie także zrobiło się gorąco, po tym gdy DeAndre Jordan wdał się w przepychankę z Masonem Plumlee. Panów musieli rozdzielać arbitrzy, a zawodnicy zostali ukarani przewinieniami technicznymi.

Spotkanie należało do wyrównanych i zaciętych. Po serii punktów ze strony Los Angeles Clippers w drugiej kwarcie, po przerwie tym samym odpowiedzieli zawodnicy Trail Blazers. Po 36 minutach gry na tablicy wyników widniał wynik remisowy po 82. W czwartej kwarcie kilka punktów separacji udało się uzyskać podopiecznym Doca Riversa. Po celnym rzucie Chrisa Paula goście prowadzili już 102-90, a kibice zauważalnie zaczęli przemieszczać się do wyjścia. Gospodarze próbowali powstrzymać szarżę Clippers, na 36 sekund do końca punkty Damiana Lillarda zmniejszyły stratę do 5 punktów (102-107), jednak na dalsze odrabianie strat było już za późno.

Dla Clippers świetnie spisał się duet Blake Griffin (27/13), Chris Paul (27/5/5). Goście przez większość spotkania grali agresywnie szukając okazji do wejścia pod kosz co skrupulatnie zauważali sędziowie. Odzwierciedliły to statystyki, głównie jeżeli chodzi o rzuty osobiste. W całym meczu Clippers oddali ich o 14 więcej od gospodarzy i przede wszystkim ten aspekt gry przesądził o wyniku. W pierwszej porażce w nowym sezonie dla Blazers dobrze zagrał Damian Lillard, który przed sezonem zdradził swoje aspiracje na bycie tegorocznym MVP. Po fantastycznym meczu otwarcia przeciwko Utah Jazz, Dame tym razem zapisał na swoim koncie double-double – 29 punktów, 10 zbiórek. 23 punkty do wyniku dołożył skrzydłowy Maurice Harkless.

[ot-video][/ot-video]

SACRAMENTO KINGS 94 – 102 SAN ANTONIO SPURS

STATYSTYKI

[ot-video][/ot-video]

 


Advertisement
Subscribe
Powiadom o
5 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
tłoknr1
tłoknr1
28 października 2016 10:11

na marginesie tej nowej hali , to co postawili w sacramento to już kosmos, niestety poziom hali do gry ma się jak maluch to merca

Andre
Andre
28 października 2016 11:00

Tak by wyglądała seria w zeszłorocznych PO, gdyby CP3 i BG byli zdrowi …

Adrian
Adrian
28 października 2016 22:25
Odpowiedz  Andre

zgadzam się i nie rozumiem tych minusów. Clipsy maja lepsza drużyne bardziej kompletną, bardziej zgraną. Indywidualnie również lepszą. Portland to drużyna młodych ambitnych, bez kompleksów zawodników jednak to Clipsy maja mocniejsza drużyny, ale pod warunkiem że trzon jest zdrowy

Marek
Marek
28 października 2016 11:54

Sacramento vs SA mecz wyglądał jakby już grali w playoff. Prowadzenie Kings do połowy 3 kwarty utrzymujące się na 6 punktach. Nagle Pop ściąga 3 z wyjściowej piątki i rezerwowi odrabiają straty i SA wychodzą na prowadzenie. Leonard znowu popis 5 przechwytów i 30 pkt. Lee, Dedmond, Mills wygrywają mecz :). Sacramento z takimi wielkoludami pod tablicami powinni zmieść GSW.

grzegorz
28 października 2016 13:11

Wade zagrał jak za dawnych lat. 🙂 Trenera wymienić i może Chicago coś ugra w tym sezonie 🙂 ciekawe, ile razy w następnych meczach będą trafiać 3 🙂