Jak donosi Brian Windhorst z ESPN rozgrywający Washington Wizards, Bradley Beal, zdecydował o nieprzedłużaniu obowiązującej umowy z klubem, w którym gra od początku swojej zawodowej kariery. Decyzja Beala nie musi wcale oznaczać, że zamierza on opuścić Waszyngton i poszukać dla siebie nowej drużyny.

Przesłanki decyzji Bradleya Beala mogą być czysto matematyczne. Przedłużając kontrakt z Czarodziejami teraz, koszykarz mógłby zarobić 181 milionów dolarów przez 4 lata. Jeśli poczeka do końca sezonu, kiedy to stanie się wolnym agentem, będzie mógł nie tylko podpisać umowę o rok dłuższą, lecz także taką, która przyniesie mu dodatkowe ok. 3 miliony dolarów rocznie więcej. Nowy maksymalny kontrakt, jakie będzie on mógł wówczas podpisać, będzie wynosił bowiem 241 miliony dolarów.

Dla 28-letniego zawodnika może to być ostatnia szansa podpisania tak lukratywnej umowy. Nie dziwi więc, że woli on poczekać te parę miesięcy, jakie dzielą nas od końca bieżących rozgrywek. Ale wstrzemięźliwość Beala może mieć także inne podłoże. Mianowicie, przed podjęciem decyzji, czy pozostać dłużej w stolicy Stanów Zjednoczonych, może on chcieć zobaczyć, czy Washington Wizards rokują jakieś szanse na mistrzostwo… lub choćby dłuższe wycieczki po playoffach, jakich doświadczał on, dzieląc parkiet z Johnem Wallem, nim ten ostatni doznał kontuzji stopy pod koniec 2018 roku.

Po dokonanych w lecie zmianach w składzie, w wyniku których w zespole pojawili się tacy zawodnicy jak Kentavious Caldwell-Pope, Spencer Dinwiddie, Montrezl Harrell, Aaron Holiday i Kyle Kuzma, stołeczna drużyna zaczęła sezon z kopyta, przez długi czas sytuując się w ścisłej czołówce Konferencji Wschodniej. Niewątpliwie była to właściwa zachęta dla mierzącego 193cm wzrostu gracza do pozostania w Waszyngtonie. Jakkolwiek z czasem dezawuuje się ona i Wizards spadają w tabeli. W związku z tym rodzi się potrzeba kolejnych wzmocnień. I rzeczywiście drużyna myśli nad nimi – jak donosiliśmy niedawno, są oni postrzegani jako faworyt do ściągnięcia jednego z najbardziej (jeśli nie najbardziej) „rozchwytywanych” zawodników w obecnym oknie transferowym (którego koniec przypada na 10 lutego, godzinę 21:00 czasu polskiego), tj. Jerami Granta.

Ten sam okres, jaki Beal będzie mógł wykorzystać do ewaluacji perspektyw Czarodziejów, może być także czasem dla menadżera drużyny, Tommy’ego Shepparda, aby dokonać oceny zdatności tego pierwszego do przewodzenia zespołowi z aspiracjami na osiągnięcie jakiś dobrych rezultatów. Zawodnik najwyraźniej przechodzi zniżkę formy, notując o kilka punktów mniej, szczególnie nie mogąc się wstrzelić w rzutach z dystansu (zaledwie 30,3% skuteczności w trójkach). Jednak nawet gdyby Waszyngton rozmyślił się z Beala, w świecie, jakim starsi gwiazdorzy tacy jak Chris Paul czy Kyle Lowry podpisali umowy opiewające na sumy ok. 30 milionów dolarów rocznie, nie trudno sobie wyobrazić, że znajdą się zespoły gotowe zapłacić Bealowi w okolicach 40 milionów na sezon (maksymalny kontrakt, jaki rozgrywający Wizards może podpisać z innym klubem to 179 milionów za 4 lata gry). Problem w tym, że jak wynika z poniższej tabeli, na tę chwilę, wygląda na to, iż takie pieniądze będą mogły wygenerować tylko dwie przebudowujące się drużyny, które niekoniecznie mogą być zainteresowane aż tak dużą inwestycją.

W związku z tym ewentualne przenosiny Beala do innego klubu należy oczekiwać w formie sign-and-trade, co ma swoje plusy, ale może też komplikować sytuację.

Tak więc zarówno Beal, jak i jego aktualny pracodawca, mają wiele do zyskania, ale i wiele do stracenia w ciągu najbliższego półrocza, a obie strony czekają trudne decyzje. Wygląda na to, że „doskonale porozumiewają się” one co do tego, co ich czeka. Jednak tylko czas pokaże, czy uda im się zachować tą komitywę na długie lata.