Premiera dokumentu „Being Ben” na antenie ESPN ponownie zwróciła uwagę na konflikt, który naznaczył karierę Bena Simmonsa. Po latach Australijczyk wrócił do wydarzeń z 2021 roku i bez ogródek uderzył w swojego byłego trenera, Doca Riversa, zarzucając mu publiczną zdradę i brak wsparcia po bolesnej porażce Philadelphia 76ers w siódmym meczu półfinału Konferencji Wschodniej. Dziś, jako zawodnik Sacramento Kings, 30-latek chce odbudować swoją pozycję w NBA, a jego wyznania pokazują, jak głęboki ślad pozostawiły tamte wydarzenia.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Wydarzenia z czerwca 2021 roku stały się jednym z symboli niepowodzenia projektu znanego jako „The Process”. Rozstawieni z numerem pierwszym Philadelphia 76ers przegrali z Atlanta Hawks 96:103 w siódmym meczu półfinałów Konferencji Wschodniej, odpadając z walki o mistrzostwo. Jednym z najbardziej pamiętnych momentów spotkania była sytuacja z czwartej kwarty, gdy Ben Simmons, mając przed sobą niemal pusty kosz, zamiast samemu zakończyć akcję, podał piłkę do Matisse’a Thybulle’a. Ta decyzja wywołała ogromną krytykę i stała się jednym z symboli dalszych problemów Australijczyka.
Podczas pomeczowej konferencji prasowej jeden z dziennikarzy zapytał Doca Riversa, ówczesnego trenera Sixers, czy Simmons może być rozgrywającym zespołu zdolnego walczyć o mistrzostwo NBA. Szkoleniowiec nie rozwiał wątpliwości: – Nie wiem, jaka jest odpowiedź na to pytanie. W tej chwili nie potrafię tego rozstrzygnąć.
Te słowa odbiły się szerokim echem i stały się jednym z punktów zapalnych konfliktu. Simmons odebrał je jako sygnał, że w najtrudniejszym momencie nie może liczyć na wsparcie człowieka, któremu powinien ufać. Choć po latach trener żałował swojej wypowiedzi, relacje obu mężczyzn uległy już poważnemu pogorszeniu. Australijczyk zażądał transferu i odmówił dalszej gry w barwach 76ers. Ostatecznie w lutym 2022 roku trafił do Brooklyn Nets w ramach wymiany, której główną postacią był James Harden.
W dokumencie ESPN E60 „Being Ben” Simmons otwarcie wrócił do konfliktu z byłym trenerem. Nie ukrywał żalu do Riversa, któremu zarzucił, że w najtrudniejszym momencie zamiast stanąć po jego stronie, publicznie podał w wątpliwość jego przydatność w zespole walczącym o najwyższe cele
– Co wtedy czułem? Pomyślałem sobie: „Co za drań”. Jeśli łączy cię z kimś relacja i wiesz, że możesz liczyć na jego wsparcie, oczekujesz, że pewne sprawy zostaną załatwione w określony sposób. Z drugiej strony trzeba też spojrzeć na to z jego perspektywy. On miał swoją pracę i zarabiał na życie. Nie chciał przecież jej stracić. Kiedy sytuacja staje się trudna, ludzie zaczynają panikować i szukać kogoś, na kogo można zrzucić winę. Właśnie tak to wyglądało – przyznał 30-latek.
Wielu kibiców kojarzy Simmonsa przede wszystkim z problemami na parkiecie i nawracającymi kontuzjami pleców. Marc J. Spears z ESPN, który bliżej poznał Australijczyka podczas pracy nad dokumentem, zwrócił jednak uwagę na mniej znaną stronę jego osobowości.
– Może sprawiać wrażenie wyniosłego, a nawet trochę snobistycznego, prawda? Ale Ben to naprawdę równy gość. Świetnie odnajduje się w słownych przepychankach na parkiecie i ma niesamowite poczucie humoru. Lubi żartobliwie dogryzać innym, ale sam również potrafi przyjąć docinki. To naprawdę fajny facet, z którym można się dobrze bawić. Jest bardzo inteligentny i ma smykałkę do interesów. Nieczęsto zdarza się, żeby ktoś w wieku 30 lat był właścicielem firmy działającej w branży wędkarskiej – powiedział dziennikarz.
Spears podkreślił również, że dokument pozwala lepiej zrozumieć, jak ważna jest dla Simmonsa koszykówka.
– Jedną z rzeczy, które widzowie zrozumieją dzięki temu dokumentowi, jest to, jak bardzo Ben naprawdę kocha koszykówkę. Gdyby było inaczej, już dawno przestałby grać, bo nie musi tego robić. Zarobił ogromne pieniądze. Nie pochodzi z tego kraju, więc mógłby po prostu wrócić do domu. Mimo to walczył z kontuzją, żeby założyć koszulkę Kings – dodał.
Po opuszczeniu całego sezonu 2025-2026 Simmons wrócił do NBA, podpisując roczny kontrakt z Sacramento Kings o wartości 3,5 miliona dolarów. Do porozumienia doszło po tym, jak generalny menadżer klubu, Scott Perry, obejrzał jego trening i spotkał się z zawodnikiem. Australijczyk otrzymał kolejną szansę na odbudowanie kariery po długiej przerwie od gry.
Pierwsze występy przedsezonowe dają nadzieję, że Simmons może jeszcze przypomnieć o swoich atutach. W starciu z San Antonio Spurs zanotował 14 punktów, 8 zbiórek i 7 asyst, pokazując dynamikę i boiskową wizję, które wyróżniały go na początku kariery. Do odzyskania dawnej pozycji w NBA wciąż daleka droga. Dokument ESPN pokazuje jednak, że historia Australijczyka nie sprowadza się wyłącznie do rozczarowań i niespełnionych oczekiwań. Teraz pozostaje pytanie, czy w Sacramento zdoła napisać jej nowy rozdział.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Sprawdź też kanał PROBASKET na WhatsAppie! Dołącz do obserwowania go, aby nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA. A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam. Zapraszamy!










