Po takim sobie pre-season, Harrison Barnes jest prawdopdoobnie jedyną rzeczą, z której Dallas Mavericks na początku rozgrywek mogą być zadowoleni. Ekipa z Teksasu z bilansem 2-12 jest obecnie najgorszą w zachodniej konferencji. Problem wynika głównie z licznych kontuzji. W międzyczasie Barnes kontynuuje pracę i stara się przedstawić jako przyszłość drużyny.


4-letni kontrakt za 94 miliony dolarów dla Harrisona Barnesa został już omówiony pod każdym kątem. Czy skrzydłowy na pewno zasłużył? Czy przypadkiem Dallas Mavericks nie przecenili faktycznych możliwości gracza? W trakcie przygotowań do sezonu Barnes miał problem ze złapaniem formy, co zrodziło pewne obawy przy okazji startu sezonu Mavs. Przecież to on miał być zawodnikiem, na którego barkach będzie ciążyć duża odpowiedzialność za wyniki zespołu. Wkrótce jednak z gry odpadali kolejni zawodnicy rotacji. Okrojony skład zaczął seryjnie przegrywać mecze, prowadząc do jednego z najgorszych startów w historii drużyny.

Natomiast Barnes – choć nie jest w stanie samodzielnie poprowadzić ekipę do zwycięstw – radzi sobie naprawdę przyzwoicie i cały czas odkrywa na co tak naprawdę go stać. Po 14 meczach sezonu notuje na swoje konto średnio 21,2 punktu, 5,8 zbiórki i 1,1 asysty trafiając 46,8 FG% i 31% za trzy. 24-latek modeluje swoją grę m.in. na przykładzie najlepszych lat w lidze Paula Pierce’a. – Nie mówiono, że jest świetnym kozłującym, ale mimo to zawsze dostawał się w miejsce, w które chciał – mówi o grze na piłce The Truth młoda gwiazda rotacji Ricka Carlisle’a.

Zawsze był w stanie odseparować się od przeciwnika. To jeden z elementów gry, nad którym muszę nadal pracować – kontynuuje Barnes. – Bez względu na to, co w danym posiadaniu grał i jakie było tempo meczu, zawsze kreował dla siebie miejsce. […] Był świetny w tym, jak korzystał ze swojego ciała. Wykonywał rzuty tuż przed twarzą swoich obrońców. Robił wiele małych, ale niezwykle istotnych rzeczy – obracał się, pracował barkami, wprowadzał swoich rywali w błąd. To właśnie jego grę oglądam teraz najbardziej – mówi dalej gracz, który do najlepszego etapu swojej kariery dotrze mniej więcej za trzy lata.

Podczas czasu spędzonego w Oakland, Barnes dostawał szansę na grę w izolacjach, ale tylko w ustawieniach bez Stephena Curry’ego i Klaya Thompsona, zatem jego możliwości były mocno ograniczone. Poza tym trener Steve Kerr wolał przede wszystkim wykorzystywać Harrisona jako pierwszoplanowego defensora. To po tej stronie parkietu skrzydłowy zostawiał najwięcej energii. W Teksasie siłą rzeczy balans rozkłada się dla niego zupełnie inaczej, zwłaszcza teraz, gdy Mavericks grają bez Dirka Nowitzkiego, Derona Williamsa i J.J. Barei. Rozwój wychowanka North Carolina pozostaje kluczowy dla przyszłości Mavs.

Piątkowy wieczór z NBA! Celtics – Spurs o 19:00 NA ŻYWO!






2 KOMENTARZE

  1. dla Dallas to sezon stracony, emeryci, kontuzjogenni zawodnicy..Williams jest symbolem słabości,szkoda patrzeć jak Dirk dogrywa ostatni sezon w takim marnym towarzystwie, sam będąc już cieniem siebie….trzeba sporo świeżej krwi , odbudowa jak w LAL potrwa kilka dobrych lat.

  2. Pozostaje tankować i liczyć na łut szczęścia w kolejnych loteriach. A jak już będą perspektywy, to wolni agenci sami będą składać CV. Zakład to duży rynek.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj