Houston Rockets jako pierwsza drużyna w NBA zainaugurowali oficjalny Dzień Mediów przed sezonem 2026-27, wyprzedzając resztę ligi ze względu na planowane mecze przedsezonowe w Makau przeciwko Dallas Mavericks. Wydarzenie przyniosło kilka ważnych odpowiedzi dotyczących zespołu z Teksasu, który po wygraniu 52 spotkań i zajęciu drugiego miejsca w Konferencji Zachodniej zamierza włączyć się do walki o mistrzostwo. Największe emocje wzbudził jednak Kevin Durant, który zdecydowanie uciął letnie spekulacje na temat transferu i jasno sprzeciwił się planom sztabu szkoleniowego dotyczącym ograniczania jego czasu gry.
Przed rozpoczęciem obozu przygotowawczego generalny menedżer Rafael Stone oraz trener Ime Udoka zasugerowali możliwość zmniejszenia obciążenia meczowego 37-letniego skrzydłowego. Gdy podczas konferencji prasowej dziennikarz zaczął pytać o potencjalne ograniczenie jego minut na parkiecie, Kevin Durant szybko wszedł mu w słowo, krótko i dosadnie pytając: – Dlaczego?
Tym samym lider Houston Rockets jasno dał do zrozumienia, że nie zamierza godzić się na ograniczanie jego minut wyłącznie ze względu na wiek czy dotychczasowe obciążenie.
– Moje przesłanie od dawna pozostaje takie samo. Jestem lepszy, gdy przebywam na boisku, i zespół również gra wtedy lepiej. Jeśli załatwimy sprawę w pierwszych trzech kwartach lub wcześniej, wtedy może i tak. Ale skracanie mojego czasu gry tylko z powodu wieku czy przepracowanych minut mija się z celem – trenuję po to, by być gotowym na dłuższą metę, nawet na 48 minut w meczu. Rozumiem te obawy, lecz jeśli gra wymaga mojej obecności na parkiecie, chcę tam być – oświadczył KD.
W poprzednim sezonie Durant rozegrał 78 spotkań sezonu zasadniczego, spędzając na parkiecie średnio 36,4 minuty i zajmując drugie miejsce w całej NBA pod względem łącznego czasu gry (około 2840 minut). Notował w tym czasie średnio 26 punktów, 5,5 zbiórki i 4,8 asysty, przy znakomitej skuteczności 52% z gry i 41,3% za trzy.
Obawy władz klubu wynikały z dwóch pechowych urazów — stawu skokowego oraz kontuzji po zderzeniu z kolanem kolegi z zespołu tuż przed play-offami. W efekcie 37-latek opuścił pięć z sześciu meczów pierwszej rundy przeciwko Los Angeles Lakers. Sam zawodnik podkreślił jednak, że były to wyłącznie urazy kontaktowe, dlatego nie widzi powodu, by ograniczać jego minuty.
Po odpadnięciu Rockets już w pierwszej rundzie play-off w mediach pojawiły się liczne spekulacje na temat możliwego transferu Duranta, który rok wcześniej trafił do Houston w ramach historycznej wymiany z udziałem siedmiu zespołów. Jak przekazał dziennikarz Ben DuBose, po zakończeniu sezonu Stone ujawnił, że skrzydłowy sam zadeklarował, iż jest niezwykle szczęśliwy w obecnym klubie i chciałby pozostać w nim na dłużej.
– Bardzo dobrze odnalazł się w naszym zespole. Mam wrażenie, że naprawdę dobrze czuje się w Houston. Jest świetnym kolegą z drużyny. Chce po prostu grać w koszykówkę, co idealnie pasuje do naszej kultury. Na pewno pod koniec sezonu usiądziemy i porozmawiamy – powiedział GM Rockets w programie „Sports Talk 790”, cytowany przez Adama Wexlera.
Także sam zainteresowany, któremu pozostały dwa lata do końca obecnego kontraktu, a na sezon 2027-28 przysługuje opcja zawodnika, zapytany o potencjalne zakończenie kariery w Teksasie, zaznaczył, że skupia się wyłącznie na bieżącej pracy.
– Nie wybiegam aż tak daleko w przyszłość. Ogromną radość daje mi to, co robimy każdego dnia, i przechodzenie przez ten proces razem z zespołem. Kto wie, co przyniesie przyszłość, ale na razie po prostu cieszę się, że jestem tutaj i mogę robić to, co kocham – oświadczył.
Jednym z najważniejszych letnich ruchów Houston było pozyskanie Marcusa Smarta, który podpisał dwuletni kontrakt wart 13 milionów dolarów, ponownie łącząc siły z trenerem Udoką. Zdobywca nagrody dla Obrońcy Roku z 2022 roku przez lata słynął z podejmowania się najtrudniejszych zadań defensywnych w lidze. Na Dniu Mediów nie krył jednak ulgi, że… tym razem nie będzie musiał kryć Duranta.
– Teraz będę po drugiej stronie. Zamiast próbować zatrzymać jego rzuty, będę mógł po prostu patrzeć, jak je trafia. Nieważne, kto przed nim stoi – on i tak potrafi zdobywać punkty. Nie pomaga też to, że ma ponad 210 centymetrów, a ja ledwie 190. Po prostu rzuca nade mną. Teraz będę mógł podać mu piłkę i powiedzieć sobie: „Dobra, mogę spokojnie patrzeć na jego rzut, zamiast martwić się, jak sprawić, żeby spudłował.” Myślę, że właśnie to będzie najfajniejsze – móc obserwować go w tym, co robi najlepiej – przyznał 32-latek.
Trudno się dziwić wypowiedzi Smarta. Drużyny obu koszykarzy spotkały się dotąd w 22 meczach sezonu zasadniczego i play-off, a Durant zdobywał w tych spotkaniach średnio 26,7 punktu.
Do nowego sezonu Rockets przystępują w pełnym składzie, ze zdrowym rozgrywającym Fredem VanVleetem oraz środkowym Stevenem Adamsem. Dodatkowo młody rdzeń zespołu, na czele z Amenem Thompsonem, który niedawno podpisał pięcioletnie przedłużenie kontraktu warte 208 milionów dolarów, zdobył cenne doświadczenie w ubiegłorocznych play-offach.
Szczególnie istotny będzie powrót VanVleeta, który ma kluczowe znaczenie dla odciążenia Duranta w zdobywaniu punktów i kreowaniu gry, ale także dla ograniczenia liczby strat — pod tym względem podopieczni Udoki zajmowali w zeszłym sezonie trzecie miejsce od końca w całej NBA. Sam skrzydłowy wskazał natomiast na konieczność poprawy płynności ataku pozycyjnego, większej cierpliwości przy podwojeniach oraz szybszego wypracowywania pozycji rzutowych przez kolegów z drużyny.
Rockets mają więc wszystkie elementy potrzebne do tego, by ponownie zaatakować czołówkę Zachodu — zdrowie, doświadczenie, młodość i gwiazdę, która nie zamierza zwalniać tylko dlatego, że skończyła 37 lat.









