Sierpniowy bojkot wstrzymał na kilka dni sezon NBA, a jego wznowienie nie było wcale kwestią oczywistą. To jednak nie pierwszy raz, kiedy zjednoczeni gracze zdecydowali się wspólnie zaprotestować. Mało kto pamięta, że 56 lat temu (w 1964 roku) doszło do bojkotu, w którym udział wzięli między innymi Bill Russell, Wilt Chamberlain, Jerry West czy Elgin Baylor, który kończy dziś 86 lat.


Część sympatyków koszykówki zza oceanu kojarzy zapewne historię lokautów z 1995, 1996, 1998 czy 2011 roku. To było jednak związane z negocjacjami z NBA. Mało kto wie, że do jednego z pierwszych bojkotów w NBA doszło już w 1964 roku (we wcześniejszych latach ze względu na szerzący się rasizm bojkotowali już Bill Russell czy Elgin Baylor) i choć nie był on zorganizowany na tak szeroką skalę, to miał ogromne znaczenie dla przyszłości ligi i kolejnych pokoleń koszykarzy.

W 1963 roku przedstawicielem unii graczy NBA był Tom Heinsohn z Boston Celtics. Od początku sezonu 63/64 skrzydłowy Celtics naciskał właścicieli klubów na spotkanie z zawodnikami, którego celem było omówienie zwiększenia zarobków i określenia przywilejów. W tamtych czasach większość z nich była bowiem zmuszona do dorywczej pracy poza sezonem, a w wielu przypadkach warunki w hotelach czy samolotach pozostawiały sporo do życzenia.

Za każdym razem, gdy Heinsohnowi udało się zaaranżować spotkanie z właścicielami, ci prędzej czy później odwoływali je bez konkretnego powodu. Historia ta powtarzała się regularnie, wobec czego Tom postanowił zasięgnąć pomocy u jednego z najpopularniejszych graczy NBA tamtego okresu, Elgina Baylora.

Przed jednym ze spotkań sezonu zasadniczego „Tommy” poinformował Elgina, że chce zorganizować grupowy bojkot w trakcie nadchodzącego Meczu Gwiazd w Bostonie. Baylor zgodził się pod warunkiem, że będzie to całkowita ostateczność i zaangażuje się w to większość zawodników. Zgodnie z oczekiwaniami kolejne spotkania z właścicielami również nie doszły do skutku, w związku z czym gracze mieli przejść do czynów. Skrzydłowy Lakers wiedział, że sytuacja jest poważna. Szczególnie irytował go brak reakcji NBA na rasizm. Kilka lat wcześniej doszło do sytuacji, w której drużynie „Jeziorowców” odmówiono przyjęcia do hotelu, bo w składzie mieli dwóch Afroamerykanów. Z tego właśnie powodu Baylor odmówił gry w kolejnym spotkaniu. Wydarzenie to uważa się za pierwszy oficjalny bojkot w historii NBA.

Wszyscy zdawali sobie sprawę, że jest to idealna pora na wywarcie presji na właścicielach i lidze. NBA podpisała właśnie nową umowę telewizyjną z ABC, która rozpoczynała się wraz z All-Star Game 1964.

Przed pierwszą syreną w szatni drużyny Wschodu trwała gorąca dyskusja. Heinsohn, Russell i Robertson długo musieli namawiać pozostałych zawodników, lecz po gorącej dyskusji przekonali ich do protestu. W międzyczasie Wilt Chamberlain siedział niezmiennie po drugiej stronie korytarza i nie był zainteresowany bojkotem. Elgin Baylor wiedział, że to właśnie jego będzie najtrudniej namówić na wspólne działanie.

Pół godziny przed meczem do szatni wschodu wparował właściciel Celtics, Walter Brown.

Jeśli nie zagracie, ABC wycofa się z umowy i nigdy nie podpiszemy kontraktu z żadną stacją! [Tommy] Zabijesz koszykówkę!

W podobnej sytuacji znalazł się Baylor. Do strzeżonego pokoju ekipy zachodu pukał nieustannie rozsierdzony Bob Short, właściciel Los Angeles Lakers. Jako że nie mógł dostać się do szatni, z całych sił krzyczał jedynie:

Powiedzcie Elginowi Baylorowi, że jeśli jego dupsko zaraz nie wyjdzie z szatni, to kończę z nim!

Skrzydłowy „Jeziorowców”, podobnie jak Oscar Robertson, Jerry West, Bill Russell, Bob Pettit, a nawet Wilt Chamberlain, pozostał niewzruszony. Wiedzieli, że było za późno, by się wycofać, zaszli już za daleko. W dzieciństwie niemal każdy z nich doświadczył dyskryminacji związanej z kolorem skóry. Urodzony w Waszyngtonie Elgin Baylor doskonale pamięta sytuację, w której to policjanci wparowali do jego rodzinnego domu i kazali ojcu uderzyć swoją córkę na oczach domowników, a to wszystko w rezultacie przepychanki z białą dziewczyną. W tamtych czasach czarnoskórzy mieli nawet osobne kina czy parki, do których młody Baylor włamywał się nocą wraz ze znajomymi, by pograć w koszykówkę.

Nie zrozumcie mnie źle, mam wiele dobrych wspomnień z Waszyngtonu – czas spędzony z rodziną i przyjaciółmi, a przede wszystkim, oczywiście, gra w koszykówkę. Ale D.C. było wtedy innym miejscem. Trudnym miejscem. Rasistowskim miejscem. Wyodrębnione parki, szkoły, kina. Miewałem wpadki z policją. Doświadczyłem brzydkich, niezapomnianych rzeczy. Mówiłem sobie, że kiedy opuszczę D.C., to poza wizytą w rodzinnym domu nigdy już do niego nie wrócę.

Motywacja do protestu była zatem zrozumiała. Gracze mieli również dość „bycia niewolnikami właścicieli zespołów”, którzy nie zważali na ich problemy. Ostatecznie wszyscy zdecydowali się na bojkot. Mecz Gwiazd z 1964 roku wisiał na włosku. Po dłuższej chwili, na prośbę ówczesnego komisarza ligi J. Waltera Kenendy’ego, wszyscy zawodnicy zebrali się wspólnie w szatni, by na kilka minut przed pierwszą syreną przedyskutować możliwości rozegrania meczu. Finał całej akcji w swojej autobiografii opisuje Elgin Baylor:

– Zebraliśmy się w szatni Wschodu, cała dwudziestka, po czym komisarz Kennedy poinformował nas, że rozmawiał z właścicielami i zgodzili się zapewnić nam plan emerytalny i zająć się wszystkimi naszymi problemami. Poprosił również, abyśmy rozegrali dzisiejszy mecz. Poprzez głosowanie zgadzamy się, stosunkiem 18-2. Wygraliśmy. ABC transmituje spotkanie a my zmieniamy NBA na zawsze.

W kolejnych latach unia graczy z Johnem Havlickiem i Oscarem Robertsonem na czele wywalczyła usprawnienia systemu, większe płace oraz mnogą ilość przywilejów dla zawodników NBA. Bojkotujący dopięli zatem swego. Zadowolony był przede wszystkim Elgin Baylor, dla którego dotychczasowe loty na mecze wyjazdowe, ze względu na swój wzrost, były istną udręką. Dziś ówczesny skrzydłowy Lakers kończy 86 lat. Barw „Jeziorowców” bronił w latach 1958-1971 i choć aż ośmiokrotnie przegrywał w finałach NBA (siedem razy z Boston Celtics, raz z New York Knicks), to bez wątpienia zapisał się na kartach historii Los Angeles i koszykówki. Na przełomie całej kariery Baylor notował średnio 27,4 punktu i 13,5 zbiórki na mecz. Na swoim koncie ma 11 występów w Meczu Gwiazd i mimo że udało mu się zaliczyć sezon ze średnim dorobkiem 38,3 „oczka” i niemal 19 zbiórek, to nigdy nie otrzymał nagrody MVP ligi.

Elgin zawiesił buty na kołku po dziewięciu spotkaniach sezonu zasadniczego 1971/72. Oficjalna wersja mówi, że decyzja ta była spowodowana nieustannym bólem kolan. O ile problemy z rzepką, a także łamiący ból w plecach towarzyszyły mu przez lata jego kariery, o tyle prawdy należy doszukiwać się gdzie indziej. W swojej autobiografii Baylor wspomina, jak ogromny wpływ na decyzję o emeryturze miała rozmowa z ówczesnym trenerem Lakers, Billem Sharmanem.

– Sharman nie chciał marnować czasu, niemal w ogóle na mnie nie patrzył. „Od jutra do wyjściowej piątki wskakuje Jim McMillian. Zasłużył na szansę. Co o tym myślisz?”. Co o tym myślę? Myślę, że chcę wywrócić biurko Sharmana do góry nogami. Chcę się na niego rzucić. A więc tak to się wszystko kończy? Zastąpiony przez dzieciaka. Koniec.

Po krótkiej chwili Baylor zdołał wydusić z siebie coś o emeryturze. Sharman natychmiast poinformował go, że choć ma jeszcze dwa lata kontraktu, to wszystkie zaległości zostałyby mu wypłacone, że należy to przedyskutować i skonsultować się z kierownictwem zespołu. Elgin nie czekał jednak na więcej szczegółów.

– Powiedziałem „Tak, to właśnie zrobię. Odejdę na emeryturę”. A więc po dziewięciu meczach sezonu zasadniczego 1971/72 odszedłem na emeryturę. Tak po prostu. Bez fanfar. Bez pożegnalnej trasy. Bez spektakularnego pożegnania. Po prostu odszedłem. Spotkanie z Sharmanem uważam za wskazanie mi drzwi do wyjścia, bym wyszedł. Więc wyszedłem.

W tym samym sezonie Los Angeles Lakers z Gailem Goodrichem, Jerrym Westem i Wiltem Chamberlainem na czele pokonali w finałach NBA New York Knicks 4-1. Baylor mimo wszystko otrzymał należny mu mistrzowski pierścień, choć kilka lat temu miał rzekomo wystawić go, a także statuetkę dla debiutanta roku z 1959, na licytację w jednym z domów aukcyjnych w Kalifornii. Jak sam podkreśla, decyzja ta nie była spowodowana finansami. 86-letni już Baylor na ten moment ma się zatem dobrze.

– Nigdy nie chciałem walczyć. Chciałem po prostu być sobą i uprawiać sport, który tak bardzo kocham, a kiedy nadszedł czas, gdy moje ciało się poddało i nie mogłem już grać, chciałem odejść po cichu, z godnością. To wszystko.

*Historia i cytaty pochodzą z autobiografii Elgina Baylora: Hang Time: My Life in Basketball


Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments