Zapomniany gracz NBA, włoska legenda, dwukrotny trener roku w NBA i ofensywny innowator. Wszystkie te stwierdzenia trafnie opisują Mike’a D’Antoniego. W 1993 roku, w jego głowie zaświeciła się żarówka, która być może świeciła od dawna, ale ten konsekwentnie ją ignorował. Wtedy D’Antoni trenował „tradycyjnie”, jak to nazywał, ale nie wyciągał zbyt wiele od swojego zespołu. W tym momencie postanowił on nieco pomieszać w stylu gry Olimpii.

„Pewnego dnia postanowiłem zrobić tak, jak ja chciałem, i nie patrzyłem na konsekwencje” – mówił D’Antoni w rozmowie z Business Insider.

Następstwem tych zmian był styl gry w ofensywie, który w szybkim tempie rozprzestrzeniał się po całej lidze NBA. W tamtym roku Olimpia wygrała FIBA Korac Cup, a przekonanie D’Antoniego do preferowanego stylu gry zaczynało wzrastać. Był to styl, którego on nie wymyślił, ale w znacznym stopniu pomógł spopularyzować. Opierał się on na przyśpieszeniu, rozproszeniu ofensywy w oparciu o pick-and-roll i rzuty trzypunktowe, które królują w dzisiejszych standardach najpopularniejszej ligi świata.

„Jest wielu innowatorów wśród trenerów. (…) Zwykle jest kilka kluczowych postaci, które zmieniają sposób myślenia innych… Myślę, że to co czyni Mike’a tak wyjątkowym, to to, że jest jednym z tych innowatorów” – mówił trener Golden State Warriors, Steve Kerr.

„Jeden z najniższych punktów w moim życiu”

D’Antoni dorastał w Zachodniej Wirginii i uczył się koszykówki u boku swojego ojca, Lewisa, odnoszącego sukcesy trenera drużyn szkół średnich, który wpłyną na filozofię gry preferowaną przez Mike’a. Po tym jak D’Antoni dostał dyplom ukończenia nauki na Marshall University w 1973 roku, został wybrany w drugiej rundzie draftu NBA przez Kansas City-Omaha Kings. Jego kariera w najlepszej lidze świata była dość krótka i zapomniana. Mierzący 190 cm obrońca był graczem „Królów” przez trzy sezony, w których średnio nigdy nie przekroczył 19 minut na mecz, uzyskując je w debiutanckim sezonie. Następnie spędził jeden sezon w Spirit of St. Louis i San Antonio Spurs, po czym został zwolniony, znajdując się na rozdrożach życiowych, bez konkretnego celu.

„Prawdopodobnie jeden z najniższych punktów w moim życiu” – tak komentował ówczesne zwolnienie D’Antoni. „Miałem 26 lat i nie wiedziałem, czy powinienem wrócić do szkoły i zrobić coś w prawdziwym świecie, czy kontynuować grę w koszykówkę. W takich momentach człowiek jest kompletnie zagubiony”.

W ostatecznym rozrachunku zdecydował się na przyjęcie oferty gry dla Olimpii Milano we Włoszech.

„Wydaje mi się, że musiał” – uważał brat D’Antoniego, Dan, trener Marshall University i były asystent drużyn NBA w rozmowie z Business Insider. „To była konieczność”.

„To była najlepsza decyzja, jaką podjąłem kiedykolwiek w życiu” – uważał Mike. D’Antoni stał się istną gwiazdą na włoskich parkietach. W ciągu 13 lat stał się najlepszym punktującym w historii organizacji, poprowadził Olimpię do pięciu mistrzostw kraju i dwóch tytułów Euroligi. Strona internetowa Olimpii Milano ogłosiła go „najlepszym rozgrywającym w historii włoskiej koszykówki. Po tym jak D’Antoni przeszedł na emeryturę, stał się trenerem drużyny. Ten ruch doprowadził do jednej z największych rewolucji ofensywnych w historii koszykówki.

Narodziny rewolucyjnej ofensywy

Dan D’Antoni pamiętał, kiedy jego brat zaczynał zmieniać swój sposób postrzegania gry w ofensywie. To było około roku 1979, kiedy NBA wprowadziło linię trzypunktową, a Mike zadzwonił do swojego brata, aby powiedzieć mu, jak liczba prób rzutów zza łuku zbiegała się z miejscem, w którym drużyny zakończyły sezon ligi włoskiej. Zauważył, że to właśnie jego zespół, mistrzowie ligi, rzucili i trafiali najwięcej trójek. „Może zacząć zauważać, jak cenna jest ta linia trzypunktowa” – powiedział Mike do brata.

Oto prosta wersja tego, w jaki sposób działa ofensywa Mike’a D’Antoniego: rozciągnięcie strzelców po parkiecie i zagranie wysokiego pick-and-rolla rozgrywającego z podkoszowym. Dzięki przewadze 5 na 4 (jedynka przeciwników zostaje przyblokowana), rozgrywający może rzucać, przeprowadzić atak pod kosz, podać piłkę do ścinającego centra, albo obsłużyć podaniem skrzydłowych ustawionych na czystych pozycjach. W niemal każdej odmianie tego schematu jakiś zawodnik jest niepilnowany, a defensorzy desperacko starają się odzyskać kontrolę na parkiecie. Ten schemat wygląda jeszcze bardziej widowiskowo jeśli gra się go w szybszym tempie. Dan twierdził, że był to dosyć popularny styl gry jak dorastali w Zachodniej Wirginii, a Don Nelson, lider NBA pod względem wygranych meczów na ławce trenerskiej, był znany z szybkiej ofensywy „bez pozycji”.

Mike ze swoją wizją początkowo nie podbił NBA. Został w 1998 roku zatrudniony jako główny trener Denver Nuggets, ale zwolniono go po jednym sezonie. Powiedział, że wciąż jest zbyt wystraszony, aby iść wbrew zasadom i obawiał się, że jego CV nie jest wystarczająco dobre, aby przekonać zawodników do odejścia od post-up’ów i wolnego tempa na rzecz rzutów trzypunktowych i szybkich kontrataków. D’Antoni pracował później jako skaut w San Antonio Spurs, a następnie jako asystent Mike’a Dunleavy’ego w Portland Trail Blazers. Po tej krótkiej przygodzie w Stanach Zjednoczonych, zdecydował się na powrót do Europy, aby trenować Benetton Trevisio w sezonie 2001/02, gdzie po raz kolejny odnosił sukcesy prezentując swoją koncepcję gry. Poprowadził drużynę do bilansu 28-8, wygrania mistrzostwa kraju i występu w Final 4 Euroligi. Te sukcesy przykuły uwagę ówczesnego prezesa Phoenix Suns, Jerry’ego Colangelo. D’Antoni został głównym trenerem „Słońc”, zastępując na tym stanowisku Franka Johnsona.

Seven seconds or less

D’Antoni w końcu znalazł zarząd, który popierał jego wizję gry. Kluczem do jej prawidłowego funkcjonowania było ściągnięcie do Phoenix rozgrywającego, który miał być motorem napędowym ofensywy. Tym zawodnikiem został Steve Nash. Mike następnie przesunął silnego skrzydłowego Amar’e Stoudemire’a na pozycję centra. Począwszy od tego wybuchowego duetu, D’Antoni wprowadził pick-and-rolle, które pozwalały na uwolnienie trzech atletycznych strzelców. Taka koncepcja była rzadkością w tamtejszych standardach NBA. Drużyna Phoenix Suns zakończyła sezon 2004/05 z bilansem 62-20, D’Antoni otrzymał statuetkę trenera roku, a Steve Nash dostał, pierwszą w karierze, nagrodę dla najbardziej wartościowego gracza w sezonie regularnym. „Słońca” grając schematem „siedem sekund lub mniej” – termin używany do opisywania ich tempa w ataku – w ciągu następnych trzech sezonów osiągnęli 170 zwycięstw i 76 porażek. Steve Nash zgarnął drugą statuetkę MVP w rozgrywkach 2005/06.

„To był początek zmian w NBA, jeśli chodzi o sposób gry drużyn” – twierdził Steve Kerr, który był doradcą D’Antoniego, a następnie generalnym menadżerem Suns od 2007 roku. „Mike był pierwszym facetem, który zaczął grać mniejszym składem. Zamieniał trójki w czwórki i czwórki w piątki, rezygnując tym samym z gry tradycyjnym centrem. W końcowym rezultacie był to początek zmian, które widzimy teraz”. Dobra gra w sezonie zasadniczym nie przekładała się jednak na wyniki w playoffach. Dwukrotnie docierali do finałów Konferencji Zachodniej, ale tam przegrywali w dość słabym stylu. Zaczęły się pojawiać obawy o zaangażowanie w grze „Słońc” w defensywnie, a logika gry mniejszym składem i wykonywania dużej liczby rzutów była kwestionowana. W 2008 roku Kerr przeprowadził wymianę, na mocy któej o Arizony trafił Shaquille O’Neal. Ruch ten podważał tożsamość drużyny i styl gry D’Antoniego”.

„Z perspektywy czasu przyznaję, że był to błąd” – mówił Kerr

D’Antoni opuścił drużynę po sezonie 2007/08. Suns zakończyli rozgrywki regularne z bilansem 55-27 i przegrali w pierwszej rundzie playoffów z San Antonio Spurs.

Krótkie przystanki w Nowym Jorku i Los Angeles

Upór, źle dobrane składy i niewłaściwy wyczucie czasu nękały D’Antoniego w czasie jego przygód z New York Knicks i Los Angeles Lakers. Mike nadal naciskał na swój ofensywny styl gry w zespołach, które były niezbyt podobne do jego drużyny w Phoenix. W nowym Jorku ponownie spotkał się z Amar’e Stoudemirem, ale miał trudności z nakłonieniem Carmelo Anthony’ego do zaakceptowania jego koncepcji. W Los Angeles raz jeszcze spotkał się ze Steve’em Nashem, ale nie potrafił przekonać Kobego Bryanta i Pau’a Gasola do zmienienia swoich ról w nowych zagrywkach. W międzyczasie narastały obawy o jego styl gry i zaangażowanie w grę w defensywie.

„Innowatorzy bywają bardzo uparci, w przeciwnym razie nie byliby innowatorami. (…) Naprawdę wierzą w coś, w co większość ludzi nie wierzy. Myślę, że jest w tym psychologia, w której jedynym sposobem na osiągnięcie sukcesu jest bycie naprawdę dumnym i wytrwałym w tym, co robisz” – mówił Steve Kerr

Mike nazywał siebie duchowo bogatszym po doświadczeniach w Nowym Jorku i LA, ale można odnieść wrażenie, że pozostaje zdecydowany na swój sposób. „To znaczy, zawsze są rzeczy, które zrobiłbyś inaczej”, powiedział, ale dodał, że nie ma dowodu na to, że gra w inny sposób zmieniłaby wyniki Knicks i Lakers – tylko dwa występy w playoffach w ciągu sześciu lat. Z drugiej strony D’Antoni rozumiał wahania niektórych gwiazd, którzy nie do końca zgadzali się z jego stylem gry. „Czasem płacisz zawodnikowi 20, 30 milionów a potem mówisz im: „cóż, co robiłeś, aby zarobić te pieniądze, całkowicie zniknęło”. Po tym jak Mike zrezygnował z funkcji głównego trenera Lakers w 2014 r., po najgorszym w historii organizacji sezonie zwieńczonym bilansem 27-55, wątpliwości dotyczące jego stylu trenowania były głośniejsze, niż kiedykolwiek. Być może jego sukces w Phoenix był unikalny tylko dla tego zespołu.

Rewolucja w Golden State Warriors

„Dzięki Bogu za Golden State” – mówi teraz D’Antoni.

W 2014 roku Mike po raz pierwszy od lat nie był zatrudniony w NBA. Wrócił do rodzimej Wirginii Zachodniej i spędzał błogie dni na grze w golfa, czytaniu książek i spędzaniu czasu z ojcem i rodziną. Niemniej jednak w nocy nie mógł się powstrzymać przed włączeniem telewizora, aby obejrzeć drużynę, która wyglądała znajomo i była prowadzona przez jego byłego kolegę z Phoenix. Warriors prowadzeni przez Steve’a Kerra byli jak Phoenix Suns D’Antoniego, ale na sterydach. Stephen Curry grał rolę Steve’a Nasha, ale był szybszy i bardziej zabójczy jako rzucający. „Wojownicy” przyspieszali tempo i rozkładali swoich strzelców, ścinających i defensorów takich jak Klay Thompson, Harrison Barnes i Andre Iguodala. A co najważniejsze – mieli wysokich, którzy mogli przejmować zadania rozgrywającego w postaci Draymonda Greena i Andrew Boguta. Tego właśnie brakowało D’Antoniemu w Phoenix. Ku uwielbieniu Mike’a, Warriors grali jak lepsza wersja Suns. Dużo radości sprawiło mu wygrane przez nich mistrzostwo ligi w sezonie 2014/15.

„Myślę, że największą rzeczą było zdobycie mistrzostwa przez Steve’a i Warriors” – powiedział Dan D’Antoni o swoim bracie. „Zrelaksował się. Mówił: Miałem rację. Mi się nie udało, ale dokonał tego ktoś inny”.

Drużyna Warriors w gruncie rzeczy trochę różniła się od Suns za czasów D’Antoniego. Ofensywa Mike’a mocno koncentrowała się na wysokich pick-and-rollach i najlepszym zawodniku  kontrolującym rozegranie i rozdającym podania do swoich kolegów niczym rozgrywający szukający skrzydłowych. Drużyna Steve’a Kerra jest jednak jedną z ostatnich drużyn w lidze, jeśli chodzi o granie pick-and-rolli, a Stephen Curry, pomimo bycia motorem napędowym ofensywy, spędza dużą część czasu z piłką przy sobie.

Renesans w Houston

D’Antoni wrócił do NBA w 2016 roku jako główny trener Houston Rockets. W Generalnym Menadżerze Rakiet, Mike znalazł pokrewnego ducha. Filozofia koszykówki Daryla Morey’a jest oparta na analizach. Rzuty trzypunktowe, lay-upy i rzuty wolne są najbardziej efektywnymi formami zdobywania punktów. Należy zrezygnować z rzutów z półdystansu, dalekich jumperów i post-upów. Są lepsze sposoby na rzut. Wizje D’Antoniego i Morey’a zaczęły ze sobą współpracować.

W Jamesie Hardenie Mike widział nowego Steve’a Nasha. D’Antoni uważał, że będzie w stanie poprawić styl gry Hardena, i się nie pomylił. W sezonie 2016/17 zaczął go częściej stawiać na pozycji rozgrywającego i rezultaty były natychmiastowe: „Rakiety” wygrały 55 meczów i dotarły do półfinałów. Harden miał za sobą najlepszy sezon w karierze i zajął drugie miejsce w wyścigu o statuetkę MVP.

W offseason Rockets poszli o krok dalej i podpisali w wymianie z Los Angeles Clippers Chrisa Paula. W sezonie 2017/18 D’Antoni był postawiony naprzeciwko dość znajomego mu wyzwania. Połączyć dwie gwiazdy, które lubią trzymać piłkę przy sobie, a ich style gry niekoniecznie się uzupełniają. Podejście Mike’a do zestawienia Paula i Hardena mogło być postrzegane jako chęć rozwoju. Chris jest znany z bardziej powolnej gry, kładzie nacisk na defensywę i lubi dyktować tempo w ofensywie. Jego gra jest bardziej oparta na rzutach z półdystansu, które są dość nietypowe dla zawodników grających pod wodzą D’Antoniego.

„Musisz być Chrisem Paulem” – powiedział D’Antoni o swoim podejściu do trenowania Paula. „Nie mogę po prostu powiedzieć, że chce wziąć przyszłego hall of famera i zmienić go w coś innego”

Ofensywa  Mike’a  D’Antoniego  nadal  budzi  wątpliwości,  ale  można  włączyć  obojętnie  jaki mecz i jego wpływ jest od razu widoczny. Zespoły w całej lidze decydują się na granie small ballem i odeszły od grania tradycyjnym centrem, preferując spacing i szybkość zapewnianą przez mniejszych zawodników. Teraz można by taki styl nazwać „Efektem Warriors”, ale byłby on niczym, gdyby nie właśnie filozofia D’Antoniego. Nie wiadomo kto będzie kolejnym innowatorem i jaki styl gry wprowadzi do NBA. W ostatecznym rozrachunku ktoś z pewnością przyjdzie i zmieni całkowicie ligę, tak jak zrobił to Mike D’Antoni w 2004 roku.

Autor: Gabriel Bielenda




2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here