W bezpośrednim starciu o udział w fazie play-off King Szczecin pokonał drużynę Trefla Sopot 76:64. Bardzo dobry mecz rozegrał Darrell Harris, który zakończył mecz z double-double.

Trefl Sopot – King Szczecin 64:76

Spotkanie rozpoczęło się od zaciętej i wyrównanej walki. Dla sopocian punktowali Piotr Śmigielski oraz Jermaine Love, po stronie gości brylował natomiast Darrell Harris.  Po punktach Martynasa Paliukenasa było już 12:6, a trener gospodarzy musiał poprosić o przerwę. Za trzy przymierzył Obie Trotter, czym zmniejszył nieco straty swojej drużyny. Po kolejnym skutecznym zagraniu Trottera doszło do wyrównania i było 12:12. Trefl kontynuował dobrą grę i po trafieniu spod kosza Steve’a Zacka przewaga wzrosła do 6 oczek. Ostatecznie po dziesięciu minutach gry sopocianie prowadzili 21:16.

Na początku drugiej odsłony spotkania dwa rzuty osobiste na punkty zamienił Łukasz Kolenda. Skuteczne wejście pod kosza zanotował Sebastian Kowalczyk i straty wynosiły już tylko 3 punkty. Za trzy trafił Paweł Kikowski, czym wyprowadził szczecinian na prowadzenie. Gra bardzo się wyrównała i obie ekipy zaczęły wymieniać się ciosami. Wynik oscylował w okolicach remisu, po dobitce po zbiórce w ataku Piotra Śmigielskiego było 33:31 dla Trefla. Po pierwszej połowie gospodarze prowadzili 33:32.

Sopocianie od początku trzeciej kwarty utrzymywali niewielką przewagę. Po kontrataku i trafieniu Martynasa Paliukenasa to szczecinianie wyszli na dwupunktowe prowadzenie. King zanotował kolejną skuteczną akcję i trener Marcin Kloziński zdecydował się na wzięcie przerwy. W połowie kwarty przyjezdni powiększyli swoją przewagę do 5 punktów. Po punktach Taurasa Jogeli było już 50:41. Po trójce Pawła Kikowskiego przewaga szczecinian wzrosła do 10 oczek. Przed decydującą odsłoną tego meczu goście prowadzili 55:49.

Sopocianie starali się zniwelować straty. Za trzy trafił Filip Dylewicz, ale do odrobienia wciąż pozostało 5 punktów. Kolejne punkty zdobył Dylewicz i było już 58:56. Szczecinianie zdobyli 5 punktów z rzędu i ponownie ich przewaga była bezpieczna. O przerwę musiał poprosić trener gospodarzy. Tuż po przerwie z dystansu przymierzył Carlos Medlock i było 66:56. Przewaga przyjezdnych zaczęła się jeszcze powiększać i to King był coraz bliżej miejsca w pierwszej ósemce. Gospodarze nie byli już w stanie odrobić strat i to King Szczecin mógł cieszyć się zwycięstwem i awansem do fazy play-off.






ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj