Drugim przedstawicielem Polskiej Ligi Koszykówki w Europie jest ćwierćfinalista ostatniego sezonu – Rosa Radom. Radomianie prowadzeni kolejny sezon przez Wojciecha Kamińskiego po raz drugi z rzędu startują w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Jeśli natomiast chodzi o występy w Europie jest to ich trzecia próba, gdyż w sezonie 2015/2016 grali, niestety bez powodzenia, w rozgrywkach FIBA Europe CUP.


Poprzedni sezon i występy w Lidze Mistrzów były traktowane przez włodarzy klubu z Radomia jako czas na zbieranie doświadczeń, każdy mecz miał być świętem a zwycięstwo sukcesem. Nie należy dziwić się takiemu podejściu wszakże to była pierwsza poważna rywalizacja Rosy z drużynami naprawdę mocnymi i liczącymi się w krajowych ligach. Doświadczenie zebrane podczas tych występów miało zaprocentować dopiero w fazie play-off podczas rywalizacji o medale PLK. Jak wiemy plan nie do końca się powiódł.

O ile występ w Lidze Mistrzów można było zapisać na plus, o tyle trzy wygrane z renomowanymi przeciwnikami – PAOKiem Saloniki i USAK Sportif we własnej hali oraz wyjazdowy triumf w Varese dały bilans 3-11 i ostatnią pozycję w grupie. Doświadczenie które zostało zebrane jednak nie zaprocentowało w rozgrywkach ligowych, gdzie już w ćwierćfinale Radomianie ulegli Polskiemu Cukrowi Toruń 0-3.

Bardzo dobrą informacją, która zaraz po zakończeniu rozgrywek popłynęła w świat z Radomia była chęć rywalizacji w europejskich rozgrywkach w sezonie 2017/2018. Długo nie było wiadomo jakie będą to rozgrywki, dużo zależało od deklaracji Polskiego Cukru. Ostatecznie Rosa dostała szansę walki w eliminacjach Ligi Mistrzów i wykorzystała ją w pełni. W trzeciej rundzie kwalifikacyjnej polski zespół wygrał dwumecz z belgijskim Antwerp Giants 152-145 i zameldował się drugi rok z rzędu w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

Los skojarzył podopiecznych Wojciecha Kamińskiego z włoską Umaną Reyer Venezia, tureckim Banvitem, francuskim Strasbourgiem, hiszpańskim Estudiantes, niemieckim medi Beyreuth, greckim AEK Ateny oraz słoweńskim Petrol Olimpija. Patrząc na rywali Rosy trzeba sobie powiedzieć jasno, że celem na ten sezon jest po raz kolejny zbieranie doświadczenia. Żadna walka o awans patrząc racjonalnie nie jest możliwa. Przy odrobinie szczęścia i wygraniu kilku niespodziewanych spotkań można by zacząć myśleć o miejscu premiowanym grą w FIBA Europe Cup.

Skład Rosy na ten sezon ma jeden ale za to bardzo poważny mankament, który rywale w Europie wykorzystują. Brak rasowego środkowego, który zapewni zbiórki oraz ochronę własnej tablicy. Debiutujący na wysokim poziomie Jarosław Trojan tego nie zapewni, podobnie jak nie lubiący fizycznej gry Igor Zajcew. Patryk Auda to fajny atletyczny zawodnik ale jednak bardziej na pozycje cztery, lubiący wyjść na obwód i stamtąd zaatakować kosz. Brakuje typowego walczaka, ogranego na odpowiednim poziomie do walki pod tablicami. Obwód w postaci Puntera, Harrowa, Szymkiewicza, Sokołowskiego jest jak na ambicję radomskiego klubu wystarczający. Braki ogranego centra, który powalczy na deskach był szczególnie widoczny w meczu w Atenach przegranym dopiero po dogrywce czterema punktami, gdzie można było się pokusić o niespodziankę i „bonusową wygraną” . Na razie jedynym triumfem „Sokoła” i spółki jest zwycięstwo w niesamowicie dziwnym i zwariowanym meczu z Banvitem w Radomskiej hali, który zakończył się wynikiem 49-48.

Następny mecz Rosa zagra na wyjeździe z Petrol Olimpija, wynik tej rywalizacji będzie jasnym wyznacznikiem o co walczą podopieczni trenera Kamińskiego. Wygrana pozwoli jeszcze mieć nadzieję na FIBA Europe Cup, porażka oznaczać będzie jedynie zbieranie doświadczeń w kolejnych spotkaniach.

Rosa trzeci rok z rzędu rywalizuje w Europie a drugi rok z rzędu w Lidze Mistrzów. Niestety po raz drugi raczej (na 95%) nie włączy się do walki o awans ale mimo to działania podejmowane przez drużynę z Radomia są bardzo dobre. Rozwijać można się jedynie poprzez rywalizację z lepszymi od siebie. Takich Radomianie na pewno znajdują w Lidze Mistrzów. Mimo iż w zeszłym roku doświadczenie wyniesione z LM nie przełożyło się na play-offy działacze nie zrezygnowali z występów w tych rozgrywkach w tym roku. I chwała im za to! Jeśli chcemy podnieść poziom ligi i przyciągnąć kibiców na koszykarskie hale musimy mieć jak najwięcej drużyn rywalizujących w Europie.

W tym miejscu należy żałować że Polski Cukier mimo zdobytego vice mistrzostwa nie zdecydował się na udział w którymkolwiek z pucharów, czy też Anwil który podobnie jak Rosa odpadł w ćwierćfinale nie wyraził chęci reprezentowania Polski w Europie. Próbę taką podjęła Ostrowska Stal i mimo że odpadła po pierwszej rundzie to przynajmniej podjęła rękawice. Występy polskich klubów w europie. Zarówno w Lidze Mistrzów jak i nawet FIBA Europe Cup to zawsze okazja do częstych rywalizacji na wyższym poziomie, ogrywania się i możliwość pozyskania lepszych zawodników skuszonych możliwością promocji swojej osoby poprzez granie w europejskich pucharach.

Autor: Kamil Kopciński




ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here