Za nami pierwszy tydzień fazy play-off w NBA. Świetnymi indywidualnymi występami, które oglądaliśmy w pierwszych dniach rozgrywek posezonowych, moglibyśmy obdzielić kilka tygodni gry. Pod tym względem tydzień należał do czwórki: Donovan Mitchell, Jamal Murray, LeBron James i Luka Doncić.


Zacznijmy od gracza Utah Jazz, który w pierwszych czterech meczach serii notował blisko 40 punktów na mecz, przy skuteczności ponad 56%. Najsłabszy punktowo z tych meczów to i tak solidne 20 punktów, a co najmniej dwa inne były godne uwagi. W meczu nr 1 Michtell zdobył 57 punktów, dokładając 9 zbiórek i 7 asyst. Nie pomylił się przy tym w żadnej z 13 prób z linii rzutów wolnych.

57 punktów to trzeci wynik punktowy w historii play-off w NBA – lepsi byli tylko Michael Jordan w 1986 (63) i Elgin Baylor w 1962 (61).

Na czwarte miejsce Mitchell zepchnął Charlesa Barkleya z 56 punktami. Siłą rzeczy Mitchell jest najlepszym graczem Utah w historii play-off, 50 osiągał tam tylko raz Karl Malone (50 w 2000). Mitchell zanotował też najwyższy dorobek punktowy w meczach rozpoczynających play-off danej drużyny, dotychczasowy rekord to Allen Iverson w 2003 (55 punktów).

Na przekroczenie 50 punktów po raz drugi przez Mitchella trzeba było poczekać zaledwie do meczu nr 4, niespełna tydzień. W niedzielę gracz Jazz skończył z linijką: 51 punktów, 4 zbiórki, 7 asyst. Osiągnął 50 punktów po raz drugi na przestrzeni tygodnia, przy czym jest dopiero piątym graczem w historii, który ma dwa takie mecze w karierze: Michael Jordan miał 8 pięćdziesiątek, Wilt Chamberlain 4, Allen Iverson 3, Jerry West 2. Tylko MJ dwukrotnie (w 1988 i 1989), Chamberlain (w 1960) i Iverson (2001) dokonywali tego w tym samym sezonie. Tylko Jordan przeciwko Cleveland Cavaliers w 1988 i Allen Iverson przeciwko Toronto Raptors w 2001 dokonali tego na przestrzeni jednej serii play-off.

Popisy Donovana Mitchella są imponujące, ale nie sposób pominąć tu jego rywala z Denver Nuggets, Kanadyjczyka Jamala Murraya. Na przestrzeni serii może on pochwalić się średnią nie robiącą może wrażenia przy wyczynach Mitchella – 28.0 punktów na mecz, ale trudno oprzeć się wrażeniu że to najlepsze chwile w jego karierze. Szczególnie niedzielny wyczyn, kiedy Murray rzucił 50 punktów – oczywiście rekord kariery bez względu na to czy to faza sezonu regularnego czy play-off. Dołożył do tego 11 zbiórek i 7 asyst, co jest rzeczą unikatową.

Żaden z 40 zawodników grających w play-off na poziomie 50 i więcej punktów, nie uzbierał jednocześnie 11 zbiórek i 7 asyst w meczu. 50 punktów w meczu to oczywiście rekord w historii Nuggets w rozgrywkach posezonowych, 43 rzucał dla nich Nikola Jokic w zeszłym roku, a dwa raz po 42 po Carmelo Anthony i Alex English. Warto zwrócić też uwagę na wiek Kanadyjczyka – jest on pół roku młodszy niż jego vis-a-vis z Jazz, a młodsi tylko o kilka miesięcy zdobywcy 50 punktów w play-to Michael Jordan w 1986 (23 lata i 2 miesiące) i Rick Barry w 1967 (23 lata i miesiąc). Murray w niedzielnym meczu trafił również 9 rzutów za trzy, to zaledwie 11 taki przypadek w play-off (rekord Klaya Thompsona to 11), jednocześnie nowy rekord w Denver. Dotąd więcej niż 6 trójek w meczu play-off rzucił tam tylko Chauncey Billups – 8/9 w 2009.

Przynajmniej dwa świetne mecze w rozpoczętych rozgrywkach zagrał LeBron James, przy czym ciekawszy statystycznie wcale nie był ten w którym zdobył 38 punktów, a otwarcie rywalizacji przeciwko Portland. Wtedy LBJ zanotował 23 punkty, 17 zbiórek, 16 asyst. Kombinacja nieosiągalna w jednym meczu dla nikogo w całej historii play-off w NBA, nikt nie przekraczał nawet w jednym meczu poziomów 20 punktów i po 15 zbiórek i asyst.

Dla Jamesa 16 asyst to nowy rekord w karierze w meczach play-off, dotąd najwięcej miewał po 14 (2018, 2017, 2015). Jest to też najlepszy mecz pod kątem liczby asyst w Los Angeles Lakers od niemalże 30 lat (Magic Johnson w 1991). W Lakers jest to dopiero czwarte nazwisko z osiągnięciem minimum 16 asyst, choć przypadków było kilkadziesiąt: LBJ w 2020, 40 meczów Magica pomiędzy 1980 i 1991, Norman Nixon dwukrotnie w 1979 i Jerry West trzykrotnie w latach 1970-1973.

Na koniec Luka Doncić, który nie tylko statystykami robi wrażenie na kibicach i obserwatorach. Co najmniej o trzech z czterech rozegranych meczach można opowiedzieć jakąś ciekawostkę!

W meczu nr 1 (42 punkty, 7 zbiórek, 9 asyst) – czwarty najmłodszy przypadek meczu na poziomie 40 i więcej punktów, zaraz za Magikiem Johnsonem i dwukrotnie LeBronem Jamesem.

W meczu nr 3 zupełnie nieimponujące triple-double (13 punktów, po 10 zbiórek i asyst) i te same nazwiska Johnson i James, to jedyni którzy zanotowali triple-double w play-offs będąc młodszymi.

Niedzielny mecz, który zapamiętany zostanie głównie dzięki buzzerbeaterowi, a nie osiągnięciom statystycznym, również i w tym kontekście jest szczególny: 43 punkty, 17 zbiórek, 13 asyst, do tego 2 przechwyty. Absolutnie nikt w play-off nie przekraczał poziomu 43-17-13 w jednym meczu (a w sezonie regularnym tylko Wilt Chamberlain). Nie przekroczono nawet poziomów 40-15-10. Ciężko o to, skoro triple-double z 40 (lub więcej) punktami na kocie pada w postsezonie raptem dziewiąty raz: LeBron James trzykrotnie (2018, 2017 i 2015), Russell Westbrook w 2017, Charles Barkley w 1993, Jerry West w 1969, Oscar Robertson dwukrotnie w 1963.

Za tydzień zapraszam na kolejny artykuł z ciekawostkami statystycznymi.

Archiwum moich tekstów znajdziecie tutaj.


Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments