Nie wiem czy zauważyliście, ale w ostatnim czaie Andrew Bogut stał się bardzo gadalitwy, przy tym niezwykle usczcypliwy. Australijczyk najwyraźniej ma dość PR-owej otoczki wokół sportu i mówi to, co mu ślina na język przyniesie. Musi jednak pozostać ostrożny, bo jak powiedział kiedyś nasz własny Radek Hyży – za takie rzeczy to w papę można dostać…


Może w przypadku NBA niekoniecznie w papę, ale na pewno po kieszeni. Na razie Andrew Bogut jest po prostu szczery. Będzie gorzej, gdy zacznie sobie pozwalać na personalne wycieczki. Nowy zawodnik Dallas Mavericks sprawia wrażenie odrobinę sfrustrowanego tym, co dzieje się w lidze. Przeszkadza mu to, że w gruncie rzeczy nie może nikomu ufać. Na nastrój gracza wpływa zapewne słaba forma Mavs z początku rozgrywek. Generalnie jednak Australijczyk zdaje się mieć jakiś problem z ligowym otoczeniem.

W rozmowie z USA Today, w której Bogut porusza wątek przenosin do Dallas, zawodnik mówi także o pewnych głosach, które kwestionowały jego wytrzymałość. Nie wymienia imion i nazwisk, ale zaznacza, że te komentarze odsłoniły dwulicową naturę ludzi pracujących w NBA. – Tak to już wygląda. Nie bardzo kupuję tego „źródła mówią”, nie kupuję tego gówna. Ta liga jest dwulicowa i wszyscy są fałszywi. Ci sami ludzie, którzy wygłaszali te komentarze jutro będą ściskać mi dłoń i pytać, co tam u mojej rodziny – mówił Bogut… przed meczem z Golden State Warriors.

Zatem rozstanie z poprzednim zespołem musiało być dla Australijczyka trochę szorstkie. – Gdy zaczynasz karierę w zawodowym sporcie, szybko przekonujesz się, że liga jest pełna dwulicowych ludzi. […] Bardzo trudno spotkać tu kogoś wiarygodnego, kogo mógłbyś nazwać kolegą. Takie są realia i rozumiem to – dodaje. Czy na pewno rozumie, skoro ma z tym taki duży problem? Cała ta narracja o jego kruchości wynika z tego, iż podczas czterech lat spędzonych w Oakland, Bogut często walczył z przeróżnymi kontuzjami.

Zaczęto więc poddawać w wątpliwość jego odporność. – Kogo to obchodzi? Mnie nie… – dodaje. Środkowy stwierdził, że nie martwią go ludzie, którzy nie są na tyle odważni, by postawić swoje nazwisko na końcu cytatu. Zawodnik choć przyznaje, że opuszczenie jednego z najlepszych zespołów w lidze było rozczarowujące, to nie ma w nim złości za to, jak się potoczyła sytuacja. – Nie jestem głupi, doskonale rozumiem o co chodzi– przyznał. – Nigdy jednak nie jest łatwo opuścić graczy, z którymi walczysz o mistrzostwo.

Wszyscy w tym zespole rozumieli swoje role. Fajnie się z nimi grało i dobrze było być częścią takiego zespołu. Wszystko działo się automatycznie i to chyba była najlepsza część tego okresu – kończy. Nowy sezon, tym razem z Dallas Mavericks nie rozpoczął się dla Australijczyka najszczęśliwiej. Spędza na parkiecie średnio 26 minut i w tym czasie notuje 3,7 punktu, 10,8 zbiórki, 1,8 asysty.

NBA: Pelicans bliscy odzyskania kluczowego gracza



Subscribe
Powiadom o
5 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Tatusiek
Tatusiek
12 listopada 2016 11:49

Z choinki się urwał czy co…?

murdi
murdi
12 listopada 2016 13:43
Odpowiedz  Tatusiek

Mówi prawdę, bez poprawności politycznej NBA. Co w tym dziwnego ? Przecież to biznes a zawodnicy traktowani są jak konie w stajni. Jak koń kuleje to dziękuje mu się za współpracę (przykład Lance Stephensona).

Tatusiek
Tatusiek
12 listopada 2016 15:49
Odpowiedz  murdi

‚Z choinki się urwał’ = gdzie on był tyle czasu że dopiero teraz to zauważył.

dawid
dawid
12 listopada 2016 14:57

Wystarczy obejrzeć moneyball, żeby wiedzieć jak funkcjonują zawodowe Ligi

Lou
Lou
12 listopada 2016 15:00

O rany.. dawno nie przeczytałem tyle makaronu… Czy tylko ja po przeczytaniu kolejnego i kolejnego zdania, aż tak mniej więcej dwóch i pół akapitu aż w końcu krzyknąłem w myślach „no kur** do rzeczy! przejdź do rzeczy!”. Po wszystkim praktycznie nie dowiedziałem się prawie niczego a wypowiedź Boguta to ledwie może dwa konkretne zdania nie mówiące nic..